Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
UCZENI W ANEGDOCIE - PAJĄKI SĄ SMACZNE
Wiedza i Życie nr 8/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/2000

Joseph Jérôme Lefrancais de La-lande urodził się w Bourg-en-Bresse 11 lipca 1732 roku. Kształcił się w jezuickiej szkole w Lyonie i miał nawet zamiar wstąpić do tego zakonu. Wspaniała kometa, która pojawiła się w 1744 roku, a potem całkowite zaćmienie Słońca w lipcu 1748 roku rozbudziły u młodzieńca zainteresowanie astronomią. Rodzice mieli jednak wobec syna inne zamiary i nakłonili go do wyjazdu na studia prawnicze w Paryżu. Przypadek sprawił, że Lalande zamieszkał tam w pałacu Hôtel de Cluny, gdzie mieściło się też obserwatorium astronomiczne kierowane przez Josepha-Nicolasa Delisle’a.

Pokusa była zbyt wielka, więc zamiast poświęcać cały czas na doskonalenie się w zawodzie adwokackim, Lalande słuchał wykładów astronomicznych, które w Collage de France prowadzili Delisle i Pierre-Charles Le Monnier (temu pierwszemu pomagał w prowadzeniu obserwacji).

Jego astronomiczna kariera rozpoczęła się nieoczekiwanie w 1751 roku. Astronomowie paryscy postanowili wtedy wykonać bardzo dokładne pomiary odległości Księżyca od Ziemi, do czego potrzebne były obserwacje z dwóch oddalonych miejsc. Nicolas de La Caille wybrał się z instrumentami aż na Przylądek Dobrej Nadziei. Le Monnier miał zamiar prowadzić obserwacje z leżącego na tym samym południku Berlina, ale odechciało mu się wyjeżdżać z Paryża, więc wysłał tam właśnie obiecującego dziewiętnastolatka Lalande’a, powierzając mu swój znakomity kwadrant. Nie pomylił się, bo Lalande świetnie wywiązał się z powierzonej misji. Kiedy opublikował wyniki obserwacji, w 1753 roku został przyjęty do Paryskiej Akademii Nauk.

Jego kariera rozwijała się bardzo szybko. W 1760 roku został redaktorem znanego rocznika astronomicznego Connaissance des Temps, a w 1762 otrzymał opuszczoną przez Delisle’a katedrę astronomii w College Royale i pozostał tam profesorem przez 45 lat.

W kwietniu 1773 roku Lalande stał się mimo woli bohaterem wielkiego zamieszania. Przygotował wtedy dla Akademii Nauk memoriał, w którym oceniał matematycznie prawdopodobieństwo zderzenia komety z Ziemią. Wnioskiem końcowym było, że takie zderzenie jest niezmiernie mało prawdopodobne. W jakiś sposób, nim jeszcze memoriał został przedstawiony na posiedzeniu Akademii, do prasy przedostała się wiadomość o bliskim końcu świata. Według prasowych relacji Lalande właśnie odkrył zbliżającą się do Ziemi kometę, która za kilka tygodni miała wywołać wielki potop i zniszczyć ludzkość. Panika narastała, a pewna gazeta z jednej złowieszczej komety zrobiła nawet dwie. Przerażeni ludzie zaczęli wywierać nacisk na arcybiskupa Paryża, aby zarządził czterdziestogodzinne modły, które zmieniłyby tor komet i zapobiegły zagładzie ludzkości. Na szczęście akademicy paryscy wyperswadowali mu zamiar, który mógł narazić na szwank autorytet Kościoła. Lalande musiał napisać artykuł do Gazette de France i wyjaśnić w nim prawdę o swych rachunkach. Panika wkrótce ustąpiła, ale  jak wynika z ówczesnych przekazów  cała afera przyczyniła się do wielu psychicznych załamań, zawałów i poronień.

Lalande lubił, kiedy o nim mówiono i pisano, więc starał się o popularność wszystkimi środkami. Sam mawiał o sobie: „Jestem jak nieprzemakalna cerata dla obelg i jak gąbka dla pochwał”. Rozgłos zdobyty w aferze z kometą bardzo mu więc odpowiadał. Już wcześniej starał się o popularność w niekonwencjonalny sposób. Postanowił, na przykład, objaśniać obiekty nieba przechodniom na Pont-Neuf. Ten paryski most był miejscem, gdzie w połowie XVIII wieku produkowali się zazwyczaj sztukmistrze i żonglerzy. Gdy Lalande zaczął tam pokazywać i objaśniać gwiazdy, zwłaszcza szybkie zmiany jasności Algola, jasnej gwiazdy z gwiazdozbioru Perseusza, przyciągał tak wielki tłum, że ruch uliczny zupełnie się blokował. W końcu policja zakazała tych występów. Szeroko rozpowiadano o popisach Lalande’a, gdy publicznie połykał pająki, twierdząc, że są zupełnie nieszkodliwe i smaczne. Innym razem pokazywał, jak zjada gąsienice.

Lalande był niezwykle płodnym autorem. Wiele podróżował, poznał Włochy, Anglię, Holandię, Szwajcarię i Niemcy. Opisy wypraw wydawał drukiem. Najobszerniejsze było 8-tomowe sprawozdanie z podróży po Włoszech, które przez wiele lat pozostawało najlepszym przewodnikiem po tym kraju. W 1764 roku wydał Traité d’Astronomie, który stał się standardowym podręcznikiem na wiele lat. Ogłoszona w 1785 książka Astronomie des dames stała się niezwykle popularna i miała wiele wydań, w tym polski przekład Franciszka Skomorowskiego, Astronomia dla płci piękney, wydany w Warszawie w 1821 roku.

W 1801 roku Lalande wydał Histoire céleste francais   katalogiem położeń 47 390 gwiazd wyznaczonych przez różnych astronomów francuskich.

Niepozorna, widoczna dopiero przez lornetkę gwiazda z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, oznaczona w tym katalogu numerem 21 185, miała unieśmiertelnić nazwisko astronoma. Okazało się najpierw, że wykazuje bardzo duży tzw. ruch własny, tzn. szybko przemieszcza się względem innych gwiazd. Po zmierzeniu paralaksy okazało się, że jest to piąta pod względem odległości od Ziemi gwiazda, oddalona zaledwie o 8.2 roku świetlnego. Od tego czasu wzmiankuje się o niej w każdym podręczniku astronomii. A zupełnie niedawno, w lipcu 1996 roku, George Gatewood odkrył, że gwiazdę Lalande 21 185 obiegają dwie planety.

Lalande był jedynakiem, nigdy się nie ożenił. Słabe zdrowie leczył zalecanymi wówczas sposobami  puszczaniem krwi i dietą wodną. Aplikował sobie też wyczerpujące marsze i jazdę konną. Aż dziw, że przy takiej kuracji żył tak długo, bo zmarł na gruźlicę dopiero w 1807 roku.