Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
O AUTENTYCZNYM I FAŁSZYWYM MAZURZENIU
Wiedza i Życie nr 9/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/2000

Kiedy przed paroma laty byłem konsultantem językowym przedstawienia Krakowiaków i Górali w Operze Wrocławskiej (w reżyserii Krzysztofa Kolbergera), największej mojej czujności wymagał sposób wymawiania przez aktorów form typu krzak, przyjaciel, trzeba, przyszedł, grzyby.

Ponieważ Wojciech Bogusławski, stylizując utwór gwarowo, kazał swym bohaterom mazurzyć, czyli szereg spółgłoskowy sz, ż, cz, dż artykułować jak s, z, c, dz (syja, zyto, cysty, dzdzysty = szyja, żyto, czysty, dżdżysty), występujący w sztuce aktorzy mieli ochotę podciągać do niego postacie z rz, wymawianym w polszczyźnie literackiej jak ż, i mówić: ksak, psyjaciel, tseba, psysedł, gzyby.

Taką samą stylizacyjną nadgorliwością grzeszą też prawie wszyscy bohaterowie popularnego serialu telewizyjnego o Janosiku. Niegdyś też przeczytałem w Gazecie Wyborczej następujące zdanie - fragment recenzji wspomnieniowego tomu Jeremiego Przybory "Przymknięte oko Opaczności": "Bo takich gzecnych panów to juz dzisioj nimo mawiali wpatrzeni w telewizor górale".

Dlaczego, akceptując jako produkt stylizacji postacie zyto, zaba, zboze, juz (żyto, żaba, zboże, już), musimy zaprotestować przeciwko brzmieniom ksak, gzyby czy gzecny?

W tych ostatnich wyrazach mamy rz, czyli pierwotne miękkie r, o czym mazurzący chłopi z Mazowsza, Małopolski i Śląska Opolskiego, oczywiście, nie wiedzą, ale mają we krwi fonetyczną różnicę między - dajmy na to - zytem, zabą, zbozem i zarciem a krzakiem, przyjacielem, grzybami i trzaskiem. W pierwszym szeregu słów ż wymawiane jest jak z, w drugim - gdzie rz - mazurzenia nie ma! Wpatrzeni w telewizor górale, opisani w przytoczonym fragmencie prasowym, mogli najwyżej mówić o panach grzecnych, ale na pewno nie gzecnych!

A czemu to dawne miękkie r w formach typu krzak, trzymać, przyjaciel, rzeka, grzyby, grzeczny, utrzymujące się do dziś chociażby w języku rosyjskim czy słowackim, zlało się u nas w wymowie z ż-

Miękkość każdej spółgłoski, rozpatrując to zjawisko artykulacyjnie, uzyskujemy przez ruch języka w górę - ku podniebieniu. Bardzo podobna jest artykulacja takich szczelinowych głosek, jak ś, ź, sz, ż. Nic więc dziwnego, że przy wymawianiu miękkiego r mógł się obok niego wydzielić odrębny element szczelinowy (istnieje do dziś wcale liczna grupa gwar, w których zachodzi podobne zjawisko wyodrębniania się elementu szczelinowego: słyszy się tam np. brzmienia pśasek, bźały, a nie piasek, biały). No więc np. z r'eki zrobiła się najpierw rjeka, ale już następną postacią fonetycznej ewolucji była rżeka (na tym jej etapie zatrzymała się czeszczyzna, a także polszczyzna zaolziańska). Jeszcze później coraz bardziej słabł artykulacyjnie pierwotny element r, wzmacniał natomiast swą siłę wtórny, szczelinowy dźwięk ż. W końcu doszło do akustycznego utożsamienia tego nowego ż z ż form typu żyto, żaba, żuraw. I tylko dzięki pisowni zachowuje się etymologiczna odrębność rzeki, grzybów, przyjaciela, morza i innych wyrazów z rz, wsparta morfonologicznie, czyli wymianami głoskowymi ujawniającymi pierwotny charakter tegoż rz (morze - morski, górzysty - górski, góra, piekarz - piekarnia itp.). Powtórzmy zwłaszcza ku pamięci wszystkich, którzy stylizują swe teksty gwarowo: tę etymologiczną odrębność rz podtrzymują też Polacy mówiący gwarami mazurzącymi; w ich języku to będą zyto, zaba, zuraw, ale nie gzyby, gzywy i wzaski, tylko grzyby, grzywy i wrzaski!

A skoro pojawił się w tym artykule przymiotnik grzeczny, dodajmy, że jego prymarna postać to krzeczny - z nagłosowym bezdźwięcznym k, przeniesionym z podstawy słowotwórczej - wyrażenia przyimkowego k rzeczy (dziś powiedzielibyśmy do rzeczy). Znajdujemy ją w XVI-wiecznym słowniku Jana Mączyńskiego ("Nic krzecznego nie powiadasz"), a i Paweł Giłowski w tymże XVI stuleciu pisał: "Co tylko jest kmyślnego, krzecznego". Przykłady z tekstów staropolskich informują nas również o pierwotnym znaczeniu naszego przymiotnika: "dorzeczny, należyty, sensowny, stosowny, zdatny". Dopiero potem utrwaliło się dziś wyłączne węższe znaczenie "dobrze wychowany, układny, posłuszny".

A dlaczego nagłosowe k zamieniło się w g- Doszło tutaj do typowego upodobnienia: bezdźwięczne k- stało się głoską dźwięczną, bo po nim następowało dźwięczne rz.

I jeszcze na koniec o tytule książki Przybory: "Przymknięte oko Opaczności". Jego ostatni wyraz trzeba wiązać, oczywiście, z przymiotnikiem opaczny, ale jest on też zarazem graficzno-brzmieniową igraszką ze słowem opatrzność. Zresztą iluż to rodaków ma kłopoty z rozróżnieniem szeregów opaczny, paczyć, wypaczyć i opatrzność, patrzeć, wypatrzyć! I tak z jednej strony słyszy się np. o "wypatrzonej desce" (chodzi naturalnie o deskę wypaczoną, czyli "wygiętą, zniekształconą"), a z drugiej - o "paczeniu na dzieło sztuki" (chodzi o patrzenie!).