Twoja wyszukiwarka

PIOTR KOSSOBUDZKI
SYGNAŁY - JABŁONIE W OGNIU ZARAZY
Wiedza i Życie nr 9/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/2000

Nadużywanie antybiotyków szkodzi nie tylko ludziom, ale również sadom.

Już pierwsze eksperymenty z wykorzystaniem penicyliny wykazały, że stosowaniu antybiotyków towarzyszy powstawanie mikrobów opornych na ich działanie. Dziś mikroorganizmy niewrażliwe na leki są zmorą pacjentów i lekarzy . Jednak problem "niezniszczalnych" bakterii nie ogranicza się jedynie do medycyny. Antybiotyki są również masowo używane w rolnictwie. W Stanach Zjednoczonych wykorzystuje się je m.in. jako środki ochrony roślin. Opryskiwanie sadów tymi preparatami może się jednak okazać bronią obosieczną. W tym roku doświadczyli tego bardzo boleśnie sadownicy stanu Michigan - jednego z największych w USA producentów jabłek.

Tamtejsze sady zostały masowo zaatakowane przez zarazę ogniową - chorobę drzew owocowych, którą wywołują bakterie Erwinia amylovora. Dotychczas zapobiegano jej, opryskując jabłonie streptomycyną. Tym razem jednak sprawdzony antybiotyk nie pomógł. W niektórych sadach straty sięgnęły 40%. Tegoroczną chorobę wywołały bowiem bakterie, które uodporniły się na streptomycynę. Producenci jabłek rozpoczęli więc opryski kolejnym środkiem - oksytetracykliną.

Stosowanie coraz to nowych preparatów bakteriobójczych jest jednak drogą donikąd. Jeżeli są to jednocześnie środki używane do leczenia chorób człowieka, ich masowe użycie w sadownictwie może być groźne dla ludzkiego zdrowia. Geny, które uodparniają bakterie na antybiotyk, mogą zostać dość łatwo przekazane do szczepów chorobotwórczych, a wtedy problemem będzie już nie tylko wyższa cena szarlotki...