Twoja wyszukiwarka

PAWEŁ ŁUKÓW
ETYKA NA CO DZIEŃ - ZAUFANIE
Wiedza i Życie nr 10/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/2000

Dlaczego ohyda moralna przestępcy nie stanowi wystarczającego powodu do odmowy jego obrony?

We wszystkich kulturach istnieją zawody służące ochronie fundamentalnej wartości członkostwa we wspólnocie moralnej. W społeczeństwach takich jak nasze dobrem doczesnym zajmują się doradcy finansowi, nauczyciele, lekarze, policjanci i adwokaci, dobrem wiecznym - duchowni; wszystkich łączy zabieganie o "społeczne zdrowie" członków wspólnoty.

Odmawiając komuś świadczenia usług bez podania niewątpliwie ważnych powodów, osoby wykonujące te szczególne zawody wykluczałyby ze wspólnoty swych niedoszłych "usługobiorców". Lekarz, który nie chce opiekować się chorym, daje do zrozumienia, iż zdrowie tej osoby nie jest warte ochrony. Pomijając takie kontrowersyjne przypadki, jak np. przerywanie ciąży, możemy uznać, że leczenie polega na wykonywaniu zabiegów mających na celu ochronę życia i zdrowia chorego. Są one cenne niezależnie od tego, czy pacjent jest człowiekiem dobrym, czy zepsutym moralnie, czy sam na siebie sprowadził chorobę i czy cierpi na inne jeszcze dolegliwości. Wartość zdrowia i życia od tych okoliczności nie zależą.

Jeśli lekarz odmówi leczenia, będziemy żądali od niego wytłumaczenia takiego postępowania. Musi wyjaśnić, dlaczego w określonej sytuacji wolno lub należy zaniedbać dobro pacjenta. Ponieważ zdrowie i życie, tak jak wolność i dobre imię, zaliczamy do wartości o niezwykłej wadze, będziemy oczekiwać wskazania na jakieś nadzwyczajne okoliczności. Możemy wyobrazić sobie, że jedyny dostępny w okolicy lekarz odmawia leczenia chorego w czasie wojny, ponieważ tylko tak włączy się w ratowanie ojczyzny. Uznamy wówczas, iż nasz lekarz wskazuje na wartość, której ochrona jest co najmniej równie ważna jak ta, której ochrony właśnie odmówił.

Wyjątkowość okoliczności i wielka wartość dobra wspólnego społeczności, które współzawodniczy z dobrem pojedynczego pacjenta, pozwalają wierzyć, że lekarz autentycznie troszczy się o powierzone jego opiece życie i zdrowie chorego. Możemy sądzić, iż odmawiając leczenia, nie wyklucza pacjenta z grona pełnoprawnych członków wspólnoty moralnej. To sprawia, że pomimo niekorzystnej dla pacjenta decyzji takiemu lekarzowi można ufać. Wierzymy, że nas nie zawiedzie, gdy będziemy go potrzebować, i jeśli odmówi leczenia, poda niezwykle ważne powody. Zaufanie jest bowiem podstawą stosunków między leczącym i leczonym. Bez tego trudno wierzyć, iż nie otrzymamy trucizny zamiast leku.

Podobnie wygląda relacja między klientem a adwokatem, który świadczy usługi mające chronić wielkie dobra: wolność, dobre imię, a czasem i życie. Adwokat odmawiający obrony oskarżonemu powinien zatem również dysponować niezwykle silnym uzasadnieniem swej decyzji. Gdyby, powiedzmy, był jedynym dostępnym w danej sytuacji adwokatem, a wartość konkurująca z wolnością, dobrym imieniem czy życiem oskarżonego była im co najmniej równa, to powody odmowy musiałyby być porównywalne do argumentów lekarza w czasie wojny, np. zaangażowanie w obronę wolności, dobrego imienia i życia uciskanej mniejszości.

Choć zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy, wszyscy - złoczyńcy i porządni ludzie - jesteśmy potencjalnymi oskarżonymi tak jak potencjalnymi pacjentami. Aby uniknąć niesprawiedliwego wyroku, musimy liczyć na adwokata. Nie podając naprawdę przekonywających argumentów, prawnik odmawiający świadczenia usług zawodzi zaufanie potencjalnych oskarżonych, tak jak lekarz, który nie chce leczyć, zawodzi zaufanie pacjentów.

Powodem odmowy nie może być to, że oskarżony jest moralnie zepsuty lub że sam sprowadził na siebie nieszczęście, ponieważ o tym zadecyduje sąd. Adwokat, który nie chce podjąć się obrony, przypisuje sobie rolę sądu, z góry rozstrzygając o winie. Nie dba o sprawiedliwość, ponieważ wszystko mu jedno, czy oskarżony - nawet jeśli jego sprawstwo jest ewidentne - dostanie sprawiedliwy wyrok.

Gdyby adwokat miał prawo odmówić obrony, musiałby wskazać powody uniemożliwiające mu troskę o sprawiedliwość. Do takich z pewnością należą sytuacje, w których prawnik jest osobiście zainteresowany zasądzeniem określonego wyroku, a dostępni są inni prawnicy mogący podjąć się obrony. Związki rodzinne z oskarżonym bądź z ofiarą lub korzyści materialne wykraczające poza wynagrodzenie za świadczoną usługę też mogą wpływać na rzetelność adwokata. Lecz domniemana ohyda moralna sprawcy nie jest racją wystarczającą.

Powoływanie się na odrazę moralną sugeruje, że oskarżony osiągnął taki poziom zepsucia moralnego, iż adwokat nie może utożsamiać się z interesem klienta w stopniu umożliwiającym rzetelną obronę. To jednak oznacza, że - jego zdaniem - wolność, dobre imię i życie oskarżonego na nią nie zasługują. Odmawiając w takiej sytuacji obrony, adwokat wydaje wyrok, że oskarżony nie zasługuje na sprawiedliwe traktowanie, a tym samym powinien zostać wykluczony ze wspólnoty moralnej.

Nie można pokładać zaufania w prawniku odmawiającym obrony bez niezwykle silnych racji. Tak samo jak nie można wierzyć lekarzowi odmawiającemu leczenia bez wystarczająco silnych powodów. To właśnie dzięki temu zaufaniu - tak jak w przypadku lekarza - my wszyscy, potencjalni oskarżeni, możemy wierzyć, że nasz adwokat nie wsadzi nas za kratki i pomoże uniknąć niesprawiedliwego wyroku. Dzięki temu zaufaniu możemy też wierzyć, że prawnicy nie będą oszukiwali w sądzie, aby wyciągać z więzienia zbrodniarzy.

Cykl "Etyka na co dzień" rozpoczęliśmy w WiŻ nr 9/2000 artykułem pt. "Kółko z zapadką" - red.

Dr PAWEŁ ŁUKÓW jest adiunktem na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.