Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
UCZENI W ANEGDOCIE - LICZBY ZWŁASZCZA DUŻE
Wiedza i Życie nr 11/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/2000

Sądzę, że we wszechświecie jest 15 747 724 136 275 002 577 605 653 961 181 555 468 044 717 914 527 116 709 366 231 425 076 185 631 031 296 protonów i taka sama liczba elektronów - tak zaczyna się XI rozdział książki "Philosophy of Physical Science" wybitnego uczonego angielskiego, Arthura Stanleya Eddingtona.

Zdanie to świetnie oddaje fascynację liczbami, jaka charakteryzowała go od dzieciństwa. Już jako mały chłopiec nauczył się tabliczki mnożenia 24x24. Wpadł też na pomysł samodzielnego policzenia wszystkich słów występujących w Biblii.

Arthur Stanley Eddington urodził się w 1882 roku w Kendall, w północno?zachodniej Anglii, blisko granicy ze Szkocją. Otrzymał staranne wykształcenie, a ponieważ wcześnie odznaczał się zdolnościami, zwłaszcza do nauk ścisłych i matematyki, już mając 16 lat, wstąpił do Owen College (obecnie Manchester University). Potem kontynuował studia na uniwersytecie w Cambridge i ukończył je z wyróżnieniem, uzyskując w 1905 roku doktorat z matematyki. Rozpoczął wówczas pracę jako asystent w Królewskim Obserwatorium Astronomicznym w Greenwich, gdzie doskonalił wiedzę i umiejętności astronomiczne. Odbył dwie wyprawy naukowe, w 1906 roku był na Malcie dla wykonania pomiarów geodezyjnych, a w 1912 roku kierował ekspedycją do Brazylii, by obserwować całkowite zaćmienie Słońca. Sukcesy młodego uczonego sprawiły, że w 1913 roku został profesorem astronomii w Cambridge.

Tymczasem wybuchła wojna światowa. Kontakty między uczonymi z walczących państw praktycznie się urwały. W 1915 roku w Berlinie Einstein opracował ogólną teorię względności. Wiadomości o niej z wielkimi trudnościami dotarły na szczęście do Anglii przez neutralną Holandię. Zainteresowano się od razu możliwościami sprawdzenia przewidywań tej teorii, a mianowicie odchylenia promieni światła w polu grawitacyjnym. Ówczesny astronom królewski Frank Dyson zwrócił uwagę na niezwykłą okazję, jaką stwarzało całkowite zaćmienie Słońca 29 maja 1919 roku. Słońce miało znaleźć się wtedy na tle gromady jasnych gwiazd (Hiady). Można było myśleć o sfotografowaniu go i widocznych wtedy wokół gwiazd, aby następnie, przez porównanie z kliszą wykonaną parę miesięcy wcześniej, stwierdzić ewentualną zmianę położenia obrazów gwiazd.

Rodzina Eddingtonów od wielu pokoleń należała do kwakrów i w tej religii został także wychowany nasz bohater. Gdy w wyniku dużych strat, poniesionych przez Brytyjczyków w 1917 roku w bitwie nad Sommą, zarządzono pobór do wojska, Eddington odmówił zgłoszenia się, tłumacząc to przekonaniami religijnymi. Od kary więzienia uratował go Dyson, który wymógł, że w razie ustania działań wojennych Eddington w 1919 roku zgodzi się osobiście pokierować wyprawą, by obserwować to fascynujące zaćmienie.

Tak też się stało. Zaćmienie miało być widoczne tylko w wąskim pasie na południowej półkuli. Dla zwiększenia prawdopodobieństwa sukcesu zaplanowano dwie wyprawy, jedną do Brazylii, a drugą na Wyspę Książęcą u wybrzeży Afryki. Tą ostatnią kierował Eddington. Rankiem 29 maja 1919 roku były tam chmury i deszcz, ale na szczęście tuż przed zaćmieniem niebo się wypogodziło i udało się wykonać fotografię okolic zaćmionego Słońca. Eddington zabrał z sobą naświetloną pół roku wcześniej kliszę z obrazem Hiad i od razu na miejscu wykonał odpowiednie pomiary. Po trzech dniach wiedział już, że przewidywania Einsteina doskonale się potwierdziły. Publiczne ogłoszenie tego wyniku w listopadzie 1919 roku spowodowało, iż Einstein stał się najsławniejszym uczonym świata.

Dla astrofizyki najważniejsze były prace Eddingtona na temat budowy wewnętrznej gwiazd. Uczony uwikłał się także w spory naukowe, zwłaszcza z innym wybitnym uczonym i popularyzatorem brytyjskim, Jamesem Jeansem. Ci dwaj panowie bardzo się nie lubili i nie szczędzili sobie uszczypliwych uwag, nawet w periodykach naukowych.

Skupmy się jednak na działalności popularyzatorskiej Eddingtona. Był on autorem wielu znakomitych książek, chętnie też wykładał. Zafascynowany liczbami, lubił je wypisywać. W głośnej książce "Nowe oblicze natury" pisał na przykład o stałej Plancka: "W pewnym sensie wiemy, czym jest H, ponieważ istnieje cała masa sposobów, aby je zmierzyć. H równa się 0,000 000 000 000 000 000 000 000 006 55 erg-sekund. Podsunie to wam słusznie, że H jest czymś bardzo małym".

Przytoczoną na wstępie liczbę protonów i elektronów we Wszechświecie otrzymał w 1938 roku jako 136x2256 - na podstawie dość mętnych przesłanek i rozważań numerologicznych. Nie mógł sobie jednak odmówić przyjemności napisania jej explicite, bez użycia potęg. Bertrand Russell zapytał potem Eddingtona, czy ten żmudny rachunek ktoś za niego wykonał. Eddington odparł, że obliczenia przeprowadził sam, podczas podróży statkiem przez Atlantyk.

Eddington nigdy się nie ożenił, chcąc poświęcić się całkowicie nauce. Był w dobrej formie fizycznej, lubił pływać i grać w golfa, przede wszystkim jednak był zapalonym cyklistą. Odbywał na rowerze coraz dłuższe wyprawy. Prowadził przy tym dziennik, w którym zapisywał przejechane odległości. Na podstawie zapisów wyznaczał swój parametr n, oznaczający liczbę dni, w których przejechał n lub więcej mil. Mimo zaawansowanego wieku starał się stale zwiększać ten parametr. W 1938 roku osiągnął n = 75, ale to go nie zadowalało. 2 września 1943 roku miał wtedy 61 lat napisał do Chandrasekhara: "Parametr n wynosi już 77. Zwiększył się parę dni temu, kiedy przejechałem 80 mil".

Eddington lubił też obserwować wyścigi konne. Zapytany przez Chandrasekhara, czy kiedykolwiek obstawiał jakieś konie, odparł, że tylko raz. Gdy Chandrasekhar chciał się dowiedzieć szczegółów tej niezwykłej okazji, wyjaśnił, że zobaczył kiedyś konia, który nosił imię "Jeans" i nie mógł się oprzeć pokusie postawienia nań pewnej sumy. "Ale koń ten przegrał" - dodał z uśmiechem.