Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
ROZMYŚLAJCIE NAD MOWĄ - MIŁOSZOWE RANLIWE CIAŁO
Wiedza i Życie nr 12/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/2000

Odmianą języka, która słowotwórczymi pomysłami powinna się dosłownie skrzyć, jest styl artystyczny, szczególnie zaś - poezja.

Czytam w Tygodniku Powszechnym nowe wiersze Czesława Miłosza. W jednym z nich, zatytułowanym "Ogrodnik", znajduję fragment: "Patrzył na całe swoje dzieło, tak dobrze zaczęte, które z winy poznania obrócić się miało w nienasycenie duszy i ranliwe ciało".

Uwaga każdego czytelnika tego tekstu musi się zatrzymać przy formie ranliwe, bo jest ona przecież na co dzień nieużywana. Niejeden z odbiorców może nawet uznać to słowo za błąd, przywołując koronny argument: nie ma go w żadnym słowniku!

Tymczasem wszyscy powinniśmy sobie uświadamiać, że w codziennym obiegu komunikacyjnym wykorzystujemy tylko część możliwości systemowych języka, że ta czy inna reguła konstrukcyjna czeka na kolejne swe spełnienia w postaci nowej formy wyrazowej.

Owszem, wiele razy dziennie mówimy np. o atrakcyjności, zdolności, pilności czy przydatności, a duża frekwencja tych rzeczowników sprawia, że weszły one do słowników. Nie znaczy to jednak, byśmy w każdej chwili nie mogli stworzyć takich - dajmy na to - form, jak najlepszość, takość, gorszość bądź końskość - spełniających regułę tworzenia nazw istotnościowych ("bycie atrakcyjnym, zdolnym, pilnym, przydatnym, najlepszym, takim, gorszym, końskim") od podstaw przymiotnikowych za pomocą przyrostka -ość.

Na wzór podnóża, podzamcza, podgórza czy poddasza mogę utworzyć, gdyby zaszła taka potrzeba, podtarasie, podbalkonie albo podstole, czyli "miejsce pod tarasem, pod balkonem, pod stołem". Przykłady można mnożyć.

Odmianą języka, która tego typu słowotwórczymi pomysłami powinna się dosłownie skrzyć, jest styl artystyczny, szczególnie zaś - poezja. Dlatego zupełnie mnie nie zaskoczyło Miłoszowe ranliwe ciało "ciało podatne na rany, skłonne do ran". Wyznam też, że odebrałem je ponadto z pewnym rozczuleniem, bo przypomniało mi ono śp. Matkę - kobietę naduczuciową, w typie Barbary Niechcicowej (model "wieczne zmartwienie"), do której zwracałem się często w konwencji żartu: "Mamo, nie bądź taka martliwa!". W chwili zaś pisania tego felietonu dochodzi do moich uszu z odbiornika radiowego: "Bardzo się lubiła do wszystkiego wtrącać". "A więc była wtrącliwa!" dopowiadam na głos.

I Miłoszowy przymiotnik ranliwy, i moje martwliwy, wtrącliwy to typowe struktury potencjalne, utworzone przyrostkiem -liwy od podstaw czasownikowych ranić, martwić (się), wtrącać (się), to okazjonalizmy nieroszczące sobie praw do wejścia w codzienny obieg komunikacyjny, ale strukturalnie poprawne, nawiązujące do morfologicznego ciągu łamliwy, krzepliwy, zgodliwy, czepliwy (od łamać, krzepnąć, zgodzić, czepiać) wyrażającego "skłonność do...".

Wracając zaś do nieobecności przymiotnika ranliwy we współczesnych słownikach, chciałbym poinformować, że w XIX-wiecznym "Słowniku języka polskiego" wydanym w Wilnie (co podkreślam!) pod red. Maurycego Orgelbranda znajduje się, opatrzone kwalifikatorem terminu medycznego, hasło ranliwość "skłonność, usposobienie ciała do ranienia się wskutek najmniejszej przyczyny". Nie jest zatem wykluczone, że z tą skłonnościową formacją Miłosz mógł być osłuchany od dzieciństwa.

Tak czy inaczej warto powtórzyć za wybitnym lingwistą amerykańskim Noamem Chomskim: o pełnej znajomości języka może mówić tylko ten jego użytkownik, który w każdej chwili jest gotów do stworzenia nowej formy, ale tak zbudowanej, że będzie ona przez wszystkich jednoznacznie i właściwie odebrana.