Twoja wyszukiwarka

X.RUT
SZCZYPTA SOLI - SKĄD SIĘ WZIĘŁA SZCZYPTA SOLI?
Wiedza i Życie nr 12/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/2000

W "Historii naturalnej" Pliniusza Starszego można przeczytać o tym, jak Gnejusz Pompejusz znalazł w komnacie pokonanego króla Pontu, Mitrydatesa VI, prywatny notatnik, a w nim - przepis na uniwersalną odtrutkę: dwa orzechy włoskie, tyleż fig i dwadzieścia liści ruty utłuc w moździerzu na jednolitą masę ze szczyptą soli (cum grano salis). Spożycie tej odtrutki na czczo miało zapewnić całodobową ochronę przed każdą trucizną1.

Recepta Mitrydatesa była stosowana przez prawie 1500 lat, a produkowany na jej podstawie lek nosił nazwę mitrydatu. Kiedy w końcu uznano jego nieskuteczność, nazwa ta stała się jednym z synonimów panaceum, leku na wszystko. W uczonych kręgach alchemików, pochłoniętych wytężoną pracą nad odkryciem kamienia filozoficznego, szydzono z przepisu biednego króla i jako pointę różnych prześmiewek z procedur uważanych za mocno wątpliwe dodawano cum grano salis, co natychmiast wywoływało solidarny, gromki rechot wtajemniczonych.

Pliniusz wcale jednak nie dworował sobie z recepty na mitrydat, uważał przecież, że już sam orzech włoski jest niezwykle uniwersalny: wywołuje bóle głowy i wymioty, ale także pomaga pozbyć się tasiemca, leczy bóle ucha i rany po ukąszeniu psa, przeciwdziała wściekliźnie i łagodzi ostry smak cebuli, upalony zaś i zmieszany z winem przyspiesza porost włosów, zwłaszcza u niemowląt. Większość tych zalet należy potraktować - no właśnie! - cum grano salis.

Chęć znalezienia prostego, uniwersalnego rozwiązania wszystkich albo przynajmniej bardzo wielu problemów naraz towarzyszy ludzkości od zarania dziejów, podobnie jak przeświadczenie, że każdy problem daje się rozwiązać. Stwierdzenie, że można sformułować rozsądne na pozór zadanie, które nie ma rozwiązania, wielu ludzi uważa za obrazę honoru Homo sapiens. A przecież tak właśnie jest: są dobrze postawione zadania i problemy, które nie mają rozwiązania. Najłatwiej wskazać je w matematyce: nie można np. zbudować kwadratu o polu powierzchni równym polu powierzchni zadanego koła. Za pomocą cyrkla i linijki nie można zadanego kąta podzielić na trzy równe części, sprzeczne układy równań nie mają rozwiązań (i właśnie dlatego nazywają się sprzecznymi!). Ale nierozwiązywalne problemy występują nie tylko w matematyce: pędu i położenia cząstki fizycznej nie da się jednocześnie dokładnie wyznaczyć, co w konsekwencji oznacza, iż nie można podać dowolnie szczegółowego i zarazem całkowicie dokładnego opisu świata ani żadnego jego fragmentu, ba, niewykonalne jest nawet zupełnie dokładne i szczegółowe wyodrębnienie dowolnego fragmentu świata fizycznego.

O istnieniu nierozwiązywalnych zadań matematycznych wiedzieli już starożytni, o nierozwiązywalnych problemach fizyki wiemy co najmniej od dwu pokoleń; dziś wiedza ta powinna być przyswojona przez każdego maturzystę; nie ma więc żadnego usprawiedliwienia dla ludzi wykształconych, żarliwie wierzących, że zawsze musi być jakieś rozwiązanie. Takie wyznanie wiary to niepodważalny dowód nieuctwa lub ciężkiej schizofrenii; głoszącemu je można współczuć (albo zagonić do szkoły, zależnie od okoliczności), ale podejmować sporu z nim nie warto.

Od niepamiętnych czasów pojawiają się mody na uniwersalne środki wybawienia ludzkości od trapiących ją plag i braków. Kamień filozoficzny, którego poszukiwali alchemicy kpiący z mitrydatu, miał przemieniać pospolite metale w złoto, tym samym zapewniając powszechne bogactwo. W latach dwudziestych XX wieku niemało było uczonych, kpiących z alchemii, którzy głosili, że naturalna promieniotwórczość jest cudownym lekiem; w prasie codziennej były szeroko reklamowane płyny na porost włosów z wcale niemałą zawartością soli radu! Z promieniotwórczych panaceów kpili uczeni w latach pięćdziesiątych, zapewniając jednocześnie, że powszechne zastosowanie energii jądrowej to bliska szczęśliwa przyszłość ludzkości, każdy domek jednorodzinny miał wnet posiadać własny reaktor, samochody - napęd atomowy, ba, nawet odzież zimowa miała być ogrzewana mikroreaktorami jądrowymi.

Dziś strach nawet dworować sobie z pomysłu, żeby kożuch zastąpić wdziankiem wyposażonym w reaktorek jądrowy, ale przecież nie wyzbyliśmy się wiary w odkrycia, które od ręki uwolnią nas od cierpień albo przysporzą niebywałego szczęścia i pomyślności. Ostatnio takim ulubionym odkryciem jest skatalogowanie ludzkiego genomu; za zamorskim niedoukiem, któremu pomieszał się Galileusz z Kopernikiem, cała niemalże prasa codzienna (w tym najpoważniejsze polskie dzienniki!) pisała o przewrocie porównywalnym z nowym poglądem na budowę Wszechświata.

Od dawien dawna astronomowie sporządzali katalogi gwiazd na niebie. Dorobek starożytności przenieśli przez "ciemne wieki" chrześcijańskiej Europy islamscy astronomowie z Grenady i Samarkandy, istotnie powiększył go swymi zdumiewająco precyzyjnymi obserwacjami Tycho de Brahe; katalog opracowany przez pierwszego królewskiego astronoma, Johna Flamsteeda (druga dekada XVIII w.), zawierał pozycje prawie 3 tys. gwiazd, określonych z dokładnością do 10 sekund łuku (sześć razy dokładniej niż pomiary Tychona). Słynny "Bonner Durchmusterung", wydany przez Friedricha Argelandera w latach 1852-1862, zawierał już pozycje ponad 300 tys. gwiazd półkuli północnej; stale uzupełniany i poszerzony o półkulę południową, stanowi trwałą podstawę współczesnych katalogów gwiazd.

Johannes Kepler posłużył się katalogiem Tychona w obserwacjach, które pozwoliły mu sformułować słynne trzy prawa ruchu planet wokół Słońca (chociaż sam Tycho, proponując swój, nie akceptował kopernikańskiego modelu). Katalog Flamsteeda pozwolił trzeciemu z kolei astronomowi królewskiemu, Jamesowi Bradleyowi, odkryć aberrację położeń gwiazd, a tym samym przedstawić "namacalny" dowód orbitalnego ruchu Ziemi.

Każdy kolejny katalog był bezsprzecznie wielkim osiągnięciem, umożliwiał nowe, ważne badania. Ale sam z siebie nie posuwał wiedzy astronomicznej ani o jotę. W nauce bowiem wiedza i informacja to niezupełnie to samo. W życiu zresztą też, co pięknie ujął T.S. Eliot, pisząc o mądrości trwonionej w wiedzy i o wiedzy trwonionej w informacji, a co dziś możemy śmiało przedłużyć o kolejne ogniwo: informację trwonioną w Internecie.

Mając więc nadzieję, że skatalogowanie ludzkiego genomu umożliwi nowe ważne badania, które poszerzą naszą wiedzę, okażmy mądrość, traktując wybuchy histerycznego entuzjazmu cum grano salis!

1 Wedle legendy, w obliczu klęski (w r. 63 p.n.e.) Mitrydates chciał się otruć, ale że właśnie był pod działaniem odtrutki, trucizna okazała się nieskuteczna; rozkazał wtedy, aby przebito go mieczem, czego dokonał jeden ze służby (lub z przybocznych oficerów, różne źródła rozmaicie o tym mówią).