Twoja wyszukiwarka

PAWEŁ ŁUKÓW
ETYKA NA CO DZIEŃ - OBYWATEL NA GAPĘ
Wiedza i Życie nr 1/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/2001

Nadszedł czas płacenia podatków. Kolejny raz wpatrujemy się w rubryki formularzy PIT, a przez głowę przelatuje nam myśl: może udałoby się zapłacić choć trochę mniejszy podatek? Może warto chociaż odrobinę oszukać państwo?

Najbardziej racjonalną osobą w pociągu jest pasażer na gapę. Nie płaci za bilet, a jedzie jak inni. Gdyby jednak wszyscy pasażerowie wpadli na ten pomysł, zabrakłoby pieniędzy na utrzymanie linii kolejowej i nikt nie dojechałby do miejsca przeznaczenia. Dlatego kolej zatrudnia konduktorów. Groźba zapłacenia kary zdecydowanie ogranicza pokusę jazdy bez biletu.

Z płaceniem podatków jest podobnie. Część dochodów, którą oddajemy budżetom państwa i gmin, jest jak opłaty za bilety kolejowe. Bez nich nie można korzystać z takich dóbr, jak drogi publiczne, oświetlenie ulic, bezpieczeństwo oraz wiele innych rzeczy, bez których nie sposób wieść normalnego życia. Są też różnice. Chcąc zaoszczędzić trochę pieniędzy i mając dużo czasu, możemy zamiast pociągiem udać się w podróż pieszo. Możemy też w ogóle zrezygnować z podróży. Nie możemy natomiast zrezygnować z życia w państwie i aby państwo utrzymać, musimy płacić podatki. Żeby ograniczyć pokusę "obywatelstwa na gapę", ustawodawcy grożą karami za uchylanie się od płacenia podatków.

Drogi i bezpieczeństwo to dobra publiczne. Nie przysługują tylko tym, którzy za nie płacą, i nikt lub prawie nikt nie może ich sobie zapewnić sam. Ustanawiając policję osiedlową, czy oświetlając ulicę dla własnego bezpieczeństwa, chronimy nie tylko siebie, ale również gości, przechodniów i mieszkańców sąsiedniego osiedla lub ulicy. Chociaż nie mamy nic przeciwko fundowaniu dóbr publicznych przechodniom, to nie chcemy, aby wykorzystywali nas pozostali mieszkańcy osiedla. Musimy zachęcić ich do ponoszenia kosztów wspólnego przedsięwzięcia.

Najprościej jest wprowadzić kontrolę i groźbę kar. Ci, którzy chcą korzystać z dóbr publicznych za darmo, muszą liczyć się z tym, że zapłacą karę znacznie przekraczającą wartość dobra, z którego korzystali. Jest to jednak kosztowne trzeba zatrudniać kontrolerów i zorganizować system egzekwowania kar.

Bardziej opłacalnym sposobem zapewnienia, aby wszyscy mieszkańcy osiedla łożyli na wspólne bezpieczeństwo, jest zadbanie, aby na naszym osiedlu mieszkali tylko tacy ludzie, którzy są gotowi do współpracy. To tak, jakbyśmy zaprosili do naszego pociągu tylko przyjaciół. Chociaż nie ma gwarancji, że przyjaciele nie zawiodą, na ogół można na nich polegać bardziej niż na nieznajomych. Ale państwo nie jest pociągiem, do którego możemy zaprosić tylko przyjaciół, tak samo jak nie jest nim przeciętne osiedle.

Wiedząc, że na naszym osiedlu będą mieszkać ludzie, którzy niekoniecznie są naszymi przyjaciółmi, możemy zadbać, żeby się nimi stali, kiedy już zamieszkają. Należy sprawić, aby poczuli się współwłaścicielami osiedla. Możemy włączyć ich w proces decydowania o rozmaitych udogodnieniach, zaangażować w organizowanie służb porządkowych i projektowanie skwerków oraz placów zabaw dla ich dzieci. W ten sposób nie tylko zainwestują swój czas, ale też emocje. Polubią osiedle, a poświęcone mu chwile nie będą dla nich stracone.

Podobnie możemy postąpić w przypadku państwa. Możemy zadbać o to, żeby obywatele czuli się współwłaścicielami państwa, a ono nie było dla nich obcą, jedynie ograniczającą ich siłą. Najlepiej osiągnąć to, pozostawiając władzę w rękach obywateli. Muszą decydować o swoim losie i rozwiązaniach prawnych. Muszą mieć podstawy, by sądzić, że inni mają podobne przekonania i że nie szukają okazji, aby siebie nawzajem wykorzystywać. Ponieważ we współczesnych społeczeństwach nie można zaangażować wszystkich w bezpośrednie sprawowanie władzy i zachęcić ich do udziału we wspólnym przedsięwzięciu, jakim jest państwo, władzę przekazujemy tymczasowo w ręce delegatów, którzy mają działać w naszym imieniu.

Lecz przeciętny obywatel nie bierze udziału w sprawowaniu władzy państwowej w takim stopniu, w jakim współmieszkaniec osiedla może włączyć się w budowę placu zabaw. Ponieważ utrzymanie państwa wymaga pieniędzy, podatki stają się zastępczym sposobem udziału obywateli we wspólnym przedsięwzięciu, jakim jest państwo (podobnie jak delegaci są substytutem sprawowania władzy przez obywateli). W państwie postrzeganym przez jego obywateli jako wspólne przedsięwzięcie, podatki dają obywatelom poczucie inwestowania w swoje państwo. Oczywiście nie można wykluczyć, że we wspólnym państwie nie znajdą się obywatele na gapę. Nie wszyscy mają zamiar wykonać swoją część pracy na rzecz państwa; aby temu zapobiec, istnieje groźba kar za uchylanie się od płacenia podatków.

Wszystko to brzmi idealistycznie i naiwnie. Państwo jako wspólne przedsięwzięcie? Wielu z nas sądzi, że ludzie zabiegają wyłącznie o własne dobro i starają się wykorzystać innych, jak tylko się da... A jednak wspólne państwo nie jest ideałem niemożliwym. W społeczeństwach o silnej tradycji demokratycznej państwa nie postrzega się wyłącznie jako obcej siły. Państwo to konieczność, o którą trzeba wspólnie dbać. Płacenie podatków nie jest tam przyjemnością, tak samo nie jest nią tutaj. Należy jednak do rzeczy, których konieczność uznaje się i respektuje, ponieważ pieniądze z podatków są niezbędne do uzyskania dóbr, których nikt nie zapewniłby sobie w pojedynkę. Konstytucja Stanów Zjednoczonych stoi na straży takich dóbr publicznych, jak sprawiedliwość, pokój, wspólna obrona i powodzenie obywateli.

Poczuciu współwłasności państwa służy w państwach demokratycznych decentralizacja władzy. Krzewieniu ideału państwa jako wspólnego dobra pomaga prowadzona w szkołach i mediach publicznych edukacja obywatelska i pielęgnowanie demokratycznej tradycji. Dzięki nim państwo jako wspólne przedsięwzięcie pozostaje ideałem realistów.

W cyklu Etyka na co dzień opublikowaliśmy artykuły pt. Kółko z zapadką WiŻ, nr 9/2000, Zaufanie nr 10/2000, Paradoks przyzwoitości nr 12/2000 red.

Dr Paweł Łuków jest adiunktem na Wydziale Filozofii i Socjologii UW.