Twoja wyszukiwarka

MIRA MONTANA CZARNAWSKA
ŚWIAT MEMÓW
Wiedza i Życie nr 2/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2001

Nasze umysły są doskonałym siedliskiem memów. Czym są owe memy? Wszystkim, czego uczymy się przez naśladownictwo. Teoria memów każe inaczej spojrzeć na człowieka i kulturę, podważając to, co zwykliśmy o sobie sądzić.

Wszystko zaczęło się od biologii. W 1976 roku brytyjski zoolog, Richard Dawkins, napisał książkę "Samolubny gen" ("The Selfish Gene"), w której popularyzuje pogląd, że ewolucja biologiczna dokonuje się, nie mając na uwadze rozwoju gatunków czy grup, ani nawet dobra jednostki, ale wyłącznie geny. Geny są tym, co jest kopiowane - lub nie - i tylko współzawodnictwo genów kieruje wzorcem ewolucji biologicznej.

Uczony, rozważając ten coraz powszechniejszy wśród biologów pogląd, nie koncentrował się jedynie na genach, lecz szukał fundamentalnego wyjaśnienia samych zasad uniwersalnego darwinizmu. Zasadniczy pogląd Karola Darwina (1859) wyrażał się w następującym wywodzie: skoro istoty żywe zmieniają się w taki sposób, aby zwiększyć swoją zdolność do przetrwania, to przy nadmiarze potomstwa przetrwają tylko najlepiej przystosowane osobniki. Każda następna generacja będzie zatem coraz silniejsza i lepiej dostosowana do przeżycia. Jeśli żyjące istoty przekazały swoją charakterystykę następnej generacji, to znaczy, że charakterystyka, która pomagała im przetrwać, będzie w tej generacji bardziej popularna. Tam, gdzie mamy różnorodność, dziedziczność i selekcję, wystąpi również ewolucja. W ten sposób bez poparcia umysłu z chaosu rzeczy zaczną wyłaniać się wzory.

Richard Dawkins postawił w swojej książce pytanie, czy zasada ta, słuszna dla genów i świata biologii, ma jakieś inne zastosowanie. To znaczy - czy istnieją oprócz genów inne jednostki mogące się powielać. Odpowiedź jest o tyle zaskakująca, o ile bogata w konsekwencje. Tak, istnieją - odpowiada Dawkins. Są to memy - jednostki naśladownictwa.

Memem jest wszystko, czego uczymy się przez naśladownictwo: język, sposób ubierania się, przyzwyczajenia, przysłowia, teorie naukowe i przesądy. Sposób, w jaki prowadzimy samochód, i dania, które lubimy jeść. Styl naszych mieszkań i kierunek wyjazdu na wczasy, a nawet kolor autobusów w mieście. Memy to zachowania, historie, nawyki i umiejętności. Wszystko, co trwa dzięki temu, że przenosi się z jednego umysłu do drugiego przez naśladownictwo. Idee, przedmioty, sposoby robienia czegoś, nowe systemy komunikacji są memami. Są to "informacje" przekazywane od osoby do osoby, podlegające selekcji i ewolucji. Memem jest "coś, co zostało skopiowane", czy to będzie ruch ciała, czy powiedzenie, wzór artystyczny czy teoria naukowa.

Nie wszystko jednak, co dzieje się w naszym umyśle i wokół nas, jest memem. Nie jest nim zapach, jaki czuję, wąchając kwiat, wrażenie deszczowego dnia, smutek, który mi towarzyszy po odejściu bliskiej osoby. Memami nie są indywidualne, nieprzekazywalne odczucia i emocje. Jednak jeśli mój smutek ujmę w formę wiersza, jeśli przeniosę wrażenie, malując obraz, jest to już mem.

Jakie memy są powielane? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na świat "z punktu widzenia memów". Istnieje ich tak wiele, że nie dość jest umysłów, książek, komputerów do ich powielania. Przypomnijmy, że ewolucja memetyczna kieruje się tymi samymi prawami co ewolucja biologiczna. Jedyną naczelną zasadą jest przetrwanie. Nie dzieje się "ze względu na dobro grupy", czy "dlatego że jest korzystna dla jednostki", lecz ze względu "na dobro" memów. Inaczej mówiąc: nie te memy przetrwają, które są dobre, właściwe czy pożyteczne dla człowieka, ale te, które łatwo się kopiują.

Należy zatem liczyć się z tym, że pewne pożyteczne dla człowieka memy przegrają, ponieważ nie są łatwe do powielania, inne zaś, złe i nieprzydatne, przetrwają, ponieważ ich kopiowanie nie nastręcza trudności. Niezwykłe rozprzestrzenienie się restauracji McDonald'sa czy popularność filmów o przemocy należy więc tłumaczyć nie tym, że są to "dobre" bary albo że ludzie "chętnie oglądają" takie filmy, ale tym, że są to po prostu memy łatwe do kopiowania. Wobec ewolucji memów człowiek ma niewiele do powiedzenia.

Podejście takie ukazuje kulturę w nowym świetle. Podobnie jak nasze ciała zostały ukształtowane poprzez współzawodnictwo między genami - mówią memetycy - tak nasze umysły, a nawet nasze "ja", są wynikiem współzawodnictwa między memami. Z tego punktu widzenia kultura jest produktem ewolucji memetycznej.

Socjobiolodzy argumentują na rzecz tezy, że w ostatecznej konsekwencji to geny mają wpływ na kształt kultury. Memetycy jednak twierdzą, że memy konsekwentnie przejmują kontrolę nad genami i dokonują własnej, niezależnej ewolucji.

Dla większości memów łatwiejsze jest przeżycie w grupie niż w izolacji, dlatego też memy łączą się we "współadaptujące się kompleksy memów", nazywane mempleksami. Są to zorganizowane grupy zabezpieczające swoje przetrwanie, inaczej mówiąc, organizujące się, tak aby były bez przerwy i na nowo powielane. Cała nasza kultura jest zbiorem memów. Mempleksami będą religie, mity czy systemy polityczne.

Jednakże nie tylko przejawy kultury są samoorganizującymi się memami. Również nasze umysły - twierdzą teoretycy ewolucji memetycznej - nie są w gruncie rzeczy niczym innym jak biologicznym replikatorem memów.

Przywykliśmy myśleć o sobie jak o świadomym, niezależnym i podejmującym decyzje podmiocie działającym. "Ja" mam wierzenia i wyobrażenia, "ja" pewne rzeczy lubię, innych nie, "ja" jestem czasem szczęśliwy, czasem nieszczęśliwy. Ale cokolwiek czynię, czynię to świadomie i odpowiedzialnie, a nawet jeśli brak mi odpowiedzialności lub świadomości, zawsze jednak "ja" czynię; jeśli ktoś za mnie podejmuje decyzje, to "ja" o tym wiem. Chodzę, mówię, czuję, cierpię. Ale cóż to jest "ja"?

Słowo to sugeruje jakieś świadome centrum istniejące wewnątrz umysłu, podejmujące decyzje i mające wolną wolę. Jednak ze znalezieniem takiego centrum naukowcy od dawna mają poważne problemy. Badania neurofizjologiczne mózgu coraz precyzyjniej odkrywają naszą wewnętrzną "mapę" - ośrodek ruchu, mowy, pamięci itd. Jednakże nie znaleziono jednego "miejsca", które byłoby odpowiedzialne za nasze "ja". Odrębnym zagadnieniem jest zresztą pytanie o naturę owego "ja". Czy jest to nadrzędny "ośrodek decyzyjny"? Czy jest to pamięć i osobowość? Bycie świadomym tego, co się dzieje? Jakkolwiek nie zostałoby ono zdefiniowane, nie znajdziemy w mózgu odpowiadającej mu funkcji.

Pamięć i osobowość, bez których rzeczywiście nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy (i w tym sensie konstytuują one nasze "ja"), okazują się złożoną funkcją mózgu, a "ja" rozumiane jako nadrzędny ośrodek decyzyjny było wielokrotnie podważane przez eksperymenty wskazujące na to, że nasza świadomość decyzji nie wyprzedza bynajmniej działania. Jeden z takich eksperymentów przeprowadził w 1918 roku amerykański neurolog Benjamin Libet. Wybrana grupa wolontariuszy miała na zmianę podnosić lub opuszczać rękę, gdy przyjdzie im na to ochota. Chodziło o to, aby wykonywane ruchy były jak najbardziej świadome i kontrolowane za pomocą woli. Libet mierzył trzy rzeczy: czas poruszenia, czas, w którym badani zdecydowali się zadziałać, oraz czas, w którym "potencjał gotowości" w ich mózgu pokazywał, że koordynacja procesu już się zaczęła. Wynik eksperymentu wskazywał, że mija prawie pół sekundy ciągłego ruchu ręką, zanim osoba staje się tego świadoma. Skoro tak, to świadomość nie może być rzeczywistym inicjatorem działania, choć wydaje się nam, że jest.

Teoria memetyczna, opisująca świat z punktu widzenia memów, ma na to swoje wyjaśnienie. Ludzkie ciała i umysły utworzone zostały przez ewolucję genów, tak aby były zdolne do naśladownictwa. Umysły ludzkie stały się doskonałym siedliskiem dla zbioru memów. Zbiór ten samoorganizuje się i zapewnia swoje przetrwanie, tworząc korzystne dla siebie pojęcie "ja". "Ja" wierzę w Boga, "ja" lubię Louisa Armstronga, "ja" uważam, że najlepszy jest taki a nie inny proszek do prania. Memy zorganizowane w ten sposób gwarantują sobie szansę przetrwania.

To "ja" jest bowiem w stanie walczyć o swoje poglądy, argumentować za nimi i przekonywać do nich innych. "Ja" będę je rozpowszechniał i dążył, aby stały się modne, niejednokrotnie jestem wręcz gotów poświęcić swoje biologiczne życie, aby tylko przetrwały memy, których jestem tymczasowym nośnikiem. Nasze poczucie wolnej woli jest tylko złudzeniem. Memy, które wybieramy do rozprzestrzeniania, nie są - wbrew pozorom - selekcjonowane przez autonomiczne, wewnętrzne "ja". To, co czynimy, jest więc wynikiem dwóch nakładających się procesów ewolucyjnych: naturalnej selekcji i selekcji memetycznej. W istocie nie jesteśmy niczym więcej jak tylko maszyną memetyczną. Pierwszą - ale być może nie ostatnią.

Podejmuje się coraz więcej prób, aby zbudować sztuczną inteligencję, "człowiekopodobną" maszynę, myślącego robota. Nieodłącznie wiąże się z tym pytanie, czym jest człowiek, w czym zatem powinna być ta maszyna do niego "podobna"? Susan Blackmore, wykładowca psychologii w University of the West of England w Bristolu, sugeruje, że o odrębności i unikalności Homo sapiens świadczy nie jego inteligencja, nie zdolność logicznego myślenia i rozwiązywania problemów, nawet nie posługiwanie się językiem, a właśnie zdolność do naśladownictwa. Wszystkie pozostałe własności - twierdzi - są tego konsekwencją. Jeśli pogląd ten jest słuszny, to maszyna "myśląca" powstanie wówczas, gdy będzie zdolna do naśladownictwa dokładnie w taki sam sposób, jak czyni to człowiek.

Wyobraźmy sobie - abstrahując od wszelakich trudności technicznych, które są z tym związane - że udało się nam skonstruować robota, który doskonale imituje człowieka. Robot taki byłby przede wszystkim zdolny do naśladowania języka, jakim się posługujemy, i ruchów ciała. Z początku zacząłby więc kopiować ruchy i dźwięki ludzi znajdujących się wokół niego. Wkrótce nazywałby siebie "ja", tak jak czynią to ludzie. Zacząłby imitować memy wszelkiego rodzaju i obserwować je u innych. Z czasem "polubiłby" wczasy na Hawajach i coca-colę. Wykształciłoby się w nim wewnętrzne "ja", które ma "swoje" upodobania i pragnienia, "wolną wolę" i podejmuje decyzje.

Ktoś mógłby powiedzieć: ale mimo wszystko to byłby tylko robot. Być może. Jednak teoria memetyczna podaje, że wytworzyłoby się w nim dokładnie takie samo pojęcie świadomości jak u człowieka.

Nie powinniśmy się jednak zbytnio martwić. Według teorii memetycznej nasze widoki na przyszłość przedstawiają się zupełnie nieźle. Memom zależy na ich maksymalnym rozprzestrzenianiu się, dobrze więc funkcjonować będą memy zachowania altruistycznego, ponieważ bardziej ono ludzi uspołecznia, dzięki czemu mają więcej przyjaciół i stają się lepszymi przekazicielami memów. Rozprzestrzeniać się będą "zielone" zachowania, dążące do utrzymania naszego globu w jak najlepszym stanie, ponieważ jest on jedynym miejscem występowania memów. Dobrze będę się mieć wszelkie memy dające kobietom coraz większy dostęp do udziału w życiu społecznym, memy chroniące Trzeci Świat i wiele innych podtrzymujących społeczne i kooperatywne zachowania.

W sumie więc, teoria ewolucji memetycznej, choć pokazuje, że nie jesteśmy niczym więcej jak samoorganizującym się kompleksem memów, zapewnia nam jednak pogodną i szczęśliwą przyszłość.

Memy i religie

Religie doskonale posługują się samoreplikującymi się memami, np. Boga, piekła, nieba, raju. Memy te zabezpieczyły się zarówno przed testowaniem, jak i odrzuceniem, zmuszając miliony ludzi do ich kopiowania. Idea Boga gwarantuje umysłowi "komfort" i "wyjaśnienie" wszystkiego, czego nie umiemy wyjaśnić. Zabezpiecza również przed wyjściem poza nią ku myśleniu (ku innym mempleksom) i zapowiada karę w razie odstąpienia od przenoszenia memu. Memy te dobrze zabezpieczyły działania ludzkie mające służyć ich rozprzestrzenianiu: nakazują bezwarunkową wiarę, poświęcanie czasu na studiowanie Pisma Świętego (co jest utrwalaniem wzoru memetycznego), łączenie się z innym współwyznawcą w celu wydania na świat dzieci - które będą następnymi przekaźnikami mempleksu. Mempleks religii angażuje człowieka w budowanie świątyń, komponowanie muzyki i organizowanie spotkań. Zbiera ludzi na msze, gdzie wielokrotne powtarzanie tych samych słów i pieśni umacnia powielanie memu. Podobnie funkcjonują mempleksy ideologii politycznych. Zabezpieczają sobie nietestowalność (poprzez głoszenie idei nieomylności wodza, partii itp.), akceptują i wzmacniają działania służące ich powielaniu (odznaczenia, ordery, awanse) oraz karzą niepowielanie memu. Religie i systemy polityczne - twierdzą memetycy - to znakomite przykłady, jak dalece memy wdzierają się w świat ludzkiej działalności dla celów własnej propagandy.

Kto wymyślił komputery?

Nasuwająca się odpowiedź: "oczywiście, człowiek!", wbrew pozorom niewiele wyjaśnia, a z punktu widzenia ewolucji memetycznej jest wręcz nieprawdziwa. Czy człowiek rzeczywiście dążył do wynalezienia komputerów? Zważmy, że w początkowej fazie komputeryzacji nikt nie byłby w stanie przewidzieć, że na przełomie stuleci komputery będą należały do podstawowego wyposażenia niemal każdego gospodarstwa domowego, a kieszonkowe komputery będą nam towarzyszyć w podróży. Brytyjska badaczka, Susan Blackmore, jedna z czołowych przedstawicielek teorii ewolucji memetycznej, autorka książki "The Meme Machine" (1999), sugeruje, że dzieje się tak bynajmniej nie dlatego, iż komputery zaspokajają jakąś naszą potrzebę. Komputery stworzono dla celów militarnych i z "ludzkiego punktu widzenia" ich rozwój mógł się na tym zatrzymać. Jednak tak się nie stało. Dlaczego? Teoria ewolucji memetycznej odpowiada tak: pierwsze komputery gromadziły, przekształcały i rozprzestrzeniały memy w sposób bardziej wierny i długowieczny, niż czyniły to jakiekolwiek dotychczasowe środki przekazu. Myśli mogły być szybciej przenoszone, zadania szybciej wykonywane, a przez to memy mogły szybciej i dalej rozprzestrzeniać się w świecie. A wraz z nimi oczywiście idea komputeryzacji. Komputery zostały więc wymyślone przez memy dla ich lepszego przetrwania!

Dr MIRA MONTANA CZARNAWSKA, doktor filozofii, logik, filolog. Od kilku lat zajmuje się zagadnieniem języka jako narzędzia manipulacji i wpływu na drugiego człowieka.