Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
GŁOWA DO GÓRY
Wiedza i Życie nr 2/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2001

Niebo nad Polską w nocy z 1 na 2 lutego o godz. 24:00 (te same gwiazdozbiory będą widoczne 15 lutego o 23:00, 30 lutego o 22:00 i 15 marca o 21:00).

Na mapce znajdują się gwiazdy jaśniejsze od 4.5 wielkości gwiazdowej (4.5m), schematycznie ukazana wstęga Drogi Mlecznej oraz najjaśniejsze mgławice, gromady gwiazdowe i galaktyki (umieszczone przy tych obiektach liczby bez oznaczeń literowych są numerami z katalogu NGC). Krzyżyk oznacza położenie Obiektu Miesiąca. Oznaczono ponadto znajdujące się na wieczornym niebie planety oraz kilka położeń Księżyca, który szybko przesuwa się na tle gwiazdozbiorów Zodiaku. Przystępując do obserwacji, trzeba obrócić mapkę w taki sposób, aby oznaczenie strony świata, ku której jesteśmy zwróceni, znalazło się na dole. Gwiazdy na dole mapki odpowiadają wówczas gwiazdom widocznym nad rzeczywistym horyzontem. W centrum mapki znajdują się gwiazdy świecące wprost nad naszymi głowami, czyli w zenicie. Zarówno Drogę Mleczną, jak i słabe gwiazdy widać jedynie przy dużej przejrzystości powietrza, z dala od świateł miejskich. Do zaobserwowania Urana, Neptuna, mgławic, gromad gwiazdowych i galaktyk potrzebna jest silna lornetka lub niewielki teleskop. Plutona można dojrzeć tylko przez teleskop o średnicy zwierciadła co najmniej 15 cm.

Na początku miesiąca w wieczornej zorzy mamy szansę odnaleźć coraz słabiej świecącego Merkurego (od -0.1m do +1m), który wędruje przez gwiazdozbiory Wodnika i Koziorożca. Jednak szansa ta będzie szybko malała, ponieważ w końcu pierwszej dekady lutego patron kupców i złodziei zniknie w blasku Słońca. Za to przez cały miesiąc możemy podziwiać wyjątkowo jasną Wenus (-4.6m; gwiazdozbiór Ryb) oraz okazałą parę Jowisz - Saturn, której niespieszny taniec w gwiazdozbiorze Byka ciągnie się już od kilku miesięcy. Blask obu ostatnich planet powoli słabnie (Jowisza od -2.5m do -2.1m, zaś Saturna od +0.1m do +0.2m), ale aż do końca lutego będą to obiekty bardzo jasne. Na krótko przed 2:00 wschodzi Mars. Jaśniejsza z każdym dniem planeta boga wojny (od +1m do +0.6m) wędruje w lutym przez gwiazdozbiory Wagi i Wężownika. Również w Wężowniku znajduje się Pluton, który pojawia się na niebie przed 3:00. W ostatnich dniach lutego niewidoczny uprzednio Neptun wynurza się spod horyzontu na godzinę przed wschodem Słońca. Tuż po nim ukazują się Merkury (+1m) i Uran (wszystkie w gwiazdozbiorze Koziorożca). Jednak cała ta trójka aż do wschodu Słońca trzyma się tak blisko horyzontu, że szansa jej ujrzenia jest znikoma.

Na początku miesiąca obok Saturna, Jowisza i Aldebarana przedefiluje Księżyc w pierwszej kwadrze (mapka). Trzeciego lutego o 3:00 nasz satelita zbliży się do Jowisza na 3.5°, zaś o 18:00 tego samego dnia ujrzymy go w odległości 2°40' od Aldebarana. Dziewiątego lutego, tuż po północy, pełna tarcza Srebrnego Globu znajdzie się 2.5° nad świecącym wysoko w południku Regulusem (mapka). Piętnastego lutego nad ranem Księżyc w ostatniej kwadrze ujrzymy w odległości 2.5° od Marsa (mapka), zaś w samym końcu miesiąca cieniutki sierp "nowego Księżyca" zaświeci w towarzystwie Wenus (mapka). Czas gwiazdowy Greenwich 1 lutego o godz. 24:00 czasu uniwersalnego: 08h 49m 00s.

OBIEKT MIESIĄCA - Księżyc

Podobno tak przynajmniej moi znajomi twierdzą jacyś ludzie już o nim pisali, czy mówili. Możliwe. Ale niech to nas nie zniechęca.

Nie można chyba wymyślić lepszego początku krótkiej opowieści o Księżycu niż ta parafraza pierwszych zdań jednego z "Mini wykładów o maxi sprawach" Leszka Kołakowskiego. Bez wątpienia, o wiele łatwiej niż "księżycowych" autorów byłoby wyliczyć takich, którzy o Księżycu nie pisali. Mimo to wśród Obiektów Miesiąca brak Księżyca, czyli Miesiąca samego byłby błędem doprawdy karygodnym. Tym bardziej że po złotym wieku księżycowych badań w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nasz kosmiczny towarzysz został niemal całkowicie zapomniany. Warto więc owe stare już dzieje przywołać i jeszcze raz spojrzeć na zdjęcia, które z zapartym tchem oglądali wówczas wszyscy bez względu na narodowość, rasę i przekonania religijne.

Co w Księżycu jest najciekawsze? Gdyby ogłoszono w tej sprawie plebiscyt, opowiedziałbym się za rozmiarami naszego kosmicznego towarzysza. Księżyc jest zaledwie czterokrotnie mniejszy od Ziemi! W takim stopniu nie "dorasta" do swej planety żaden inny satelita (pomijam parę Charon - Pluton, ponieważ planetarny status tego ostatniego bywa coraz częściej kwestionowany). Dzięki swym rozmiarom Księżyc jest źródłem niebagatelnych sił przypływowych, które odkształcają ziemski glob i przemieszczają olbrzymie masy wody. Zalewanie nadmorskich nizin w porach przypływu ułatwiło (a być może wręcz umożliwiło) organizmom żywym wyjście z oceanu i skolonizowanie kontynentów. Gdyby nie Księżyc, to na Ziemi mogłoby nie być kwiatów ani motyli (nie mówiąc już o nas samych)...

Przez miliardy lat siły przypływowe wyhamowały ruch wirowy Księżyca tak dalece, że jego obrót wokół osi zsynchronizował się z obiegiem po orbicie. Efekt tej synchronizacji znamy wszyscy - z Ziemi można obejrzeć tylko jedną półkulę naszego satelity. Jednocześnie hamowany był ruch wirowy Ziemi. Ponieważ w jej przypadku do synchronizacji jeszcze daleko, proces ten trwa w najlepsze i ziemska doba wydłuża się o 1.5 milisekundy na stulecie. Niby to niedużo, ale wystarcza, by zgodnie z prawami zachowania energii i momentu pędu Księżyc odsuwał się od nas w tempie 3.8 cm na rok. Przemnożywszy owe centymetry przez wiek Księżyca (około 4.5 miliarda lat), otrzymamy imponującą odległość 170 000 km. Gdy Księżyc znajdował się bliżej Ziemi, hamowanie i odsuwanie się przebiegały szybciej niż obecnie. Uwzględniwszy to, dojdziemy do wniosku, że Księżyc przewędrował znacznie więcej niż 170 000 km, czyli... że powstał bardzo blisko Ziemi!

Obecnie przyjmuje się, że Księżyc jest pozostałością po katastrofalnym zderzeniu młodej Ziemi z równie młodą planetą wielkości Marsa. Oba te obiekty były już na tyle zaawansowane ewolucyjnie, że w ich wnętrzach znajdowały się metaliczne jądra o dużej gęstości. W trakcie zderzenia owe jądra zlały się niemal w całości w obecne jądro Ziemi, zaś ich mniej gęste otoczki (tzw. płaszcze) zostały częściowo rozproszone. Z rozproszonej materii uformował się następnie dysk, a z niego nasz poczciwy Księżyc. Za takim właśnie przebiegiem wydarzeń przemawiają zarówno symulacje komputerowe, za pomocą których odtworzono całą katastrofę, jak i coraz bogatszy materiał obserwacyjny. Średnia gęstość naszego satelity jest taka sama jak gęstość płaszcza Ziemi, zaś jego gęste jądro ma bardzo małe rozmiary (średnica ok. 340 km przy masie mniejszej od 2% masy Księżyca).

Powierzchnię Księżyca pokrywa regolit - drobnoziarnista gleba będąca produktem bombardowania skał przez wysokoenergetyczne cząstki elementarne znajdujące się w wietrze słonecznym i w promieniowaniu kosmicznym. Jej warstwa osiąga grubość od kilku do kilkunastu metrów. 20 lipca 1969 roku Neil Armstrong z załogi Apollo 11 postawił swój słynny "mały krok" i na owym księżycowym pyle pojawił się pierwszy ludzki ślad. Dobiegł końca pasjonujący wyścig, w którym brały udział USA i ZSRR. Do końca 1972 roku na Srebrnym Globie wylądowało 12 astronautów.

Wykonano mnóstwo zdjęć i pomiarów, a na Ziemię sprowadzono 382 kg próbek księżycowych skał (z tego niewielką ilość za pomocą automatycznych sond z serii Łuna). Po długiej przerwie, w czasie której Księżyc był praktycznie zapomniany, znów pojawił się przy nim pojazd kosmiczny. Była to mała sonda Clementine, która za pomocą dalmierza radarowego i kamery dokładnie "obejrzała" naszego satelitę w 1994 roku. Cztery lata później na orbitę wokółksiężycową wszedł Lunar Prospector, wsławiony odkryciem znacznych ilości wody w okolicach księżycowych biegunów. Zachęcone tym agencje (niestety, częściej prasowe niż kosmiczne) snują plany budowy baz księżycowych. Nie zapowiada się jednak na to, by program badań Księżyca ponownie nabrał rozmachu, a mały krok Armstronga ciągle nie może stać się naprawdę wielkim krokiem całej ludzkości...