Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
SYGNAŁY - RZADKI GOŚĆ Z KOSMOSU
Wiedza i Życie nr 2/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2001

Do rąk badaczy trafił świetnie zachowany meteoryt z unikalnego gatunku chondrytów węglowych.

18 stycznia 2000 roku nad północno-zachodnią Kanadą przeleciał bardzo jasny bolid. Jego lot zakończył się serią eksplozji, które zaobserwowano na Alasce oraz w kanadyjskich prowincjach Yukon, Northwest Territories i British Columbia [patrz: "Sygnały", WiŻ nr 6/2000]. Główny wybuch miał miejsce nad bezludną okolicą w odległości ok. 100 km na południe od miejscowości Whitehorse. Według naocznych świadków wybuchający bolid zaświecił kilkakrotnie jaśniej niż Słońce. Sejsmografy odnotowały liczne wstrząsy gruntu, a wkrótce po wybuchu na obszarze o średnicy ponad 100 km czuć było wyraźny zapach siarki, rozgrzanego metalu i skały. Pozostawiona przez obiekt wstęga pyłu utrzymywała się na niebie przez kilka godzin (wieczorem tego samego dnia zaobserwowano ją w odległym o 1500 km Edmonton). Amerykańskie satelity wojskowe oceniły prędkość kosmicznego pocisku na 16 km/s, zaś energię eksplozji - na kilka kiloton trotylu.

Na podstawie danych satelitarnych ustalono, że sprawcą wybuchu był meteoryt o średnicy ok. 5 m i masie ok. 150 t. Jego resztki znaleziono na zamarzniętym i zaśnieżonym jeziorze Tagish. Przypadkowym odkrywcą był miejscowy traper James Brook. Stosując się do rozesłanych przez NASA instrukcji, założył gumowe rękawiczki i zebrał wtopione w lód odłamki wprost do czystych plastikowych torebek. Niepozorne, szaroczarne i porowate wyglądały jak kawałki nadpalonego węgla drzewnego. Okazało się, że nad Kanadą eksplodował meteoryt należący do rzadko spotykanej klasy chondrytów węglowych (są to obiekty, które uformowały się w mgławicy protoplanetarnej przed powstaniem planet i w swej pierwotnej postaci dotrwały aż do dzisiaj).

Na przełomie kwietnia i maja ub.r. ekspedycja naukowa zorganizowana przez University of Calgary i University of Western Ontario odnalazła kilkaset dalszych fragmentów o łącznej wadze kilku kilogramów. Poszukiwania wkrótce zakończono ze względu na wiosenną odwilż, zaś próbki meteorytu, który otrzymał oficjalną nazwę Tagish, dostarczono do specjalistycznego laboratorium NASA w Houston (USA). Stwierdzono tam, że są one wyjątkowo bogate w związki węgla. Meteoryt Tagish uznano za zachowany lepiej niż najwspanialsze okazy chondrytów węglowych znajdowane dotychczas na Antarktydzie. Niska temperatura w rejonie spadku i praktyczny brak kontaktu z ziemską materią organiczną sprawiły, że do rąk badaczy trafił pozbawiony zanieczyszczeń okruch pierwotnej materii Układu Słonecznego.

Badania trwają. Wiadomo już, że mamy do czynienia z okazem będącym rzadkością nawet wśród chondrytów węglowych. Stosunki izotopów pewnych pierwiastków wskazują jednoznacznie, że powstał w środowisku, z jakiego nie pochodzi żaden ze znalezionych dotychczas meteorytów. Niewykluczone więc, że znalezisko umożliwi nam wiarygodne odtworzenie pierwszych stadiów ewolucji Układu Słonecznego.