Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF SZYMBORSKI
SYGNAŁY - Z PRZYMRUŻENIEM OKA
Wiedza i Życie nr 2/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2001

Bujna czupryna biologiczną adaptacją?

Jak sugerowała Susan Blackmore w swej książce "The Meme Machine", niebywałe zwiększenie objętości ludzkiego mózgu w czasie ostatniego miliona lat mogło być spowodowane selekcją seksualną. Po prostu na pewnym etapie naszej ewolucji wielkie (i inteligentne) mózgi mężczyzn - a zatem i wielkie głowy - stały się "modne" i wielkogłowi, mając większe powodzenie u kobiet, pozostawiali po sobie więcej potomstwa. Ekstrapolując logikę tego argumentu, Thomas G. Parsons, doktorant z University of Aukland w Nowej Zelandii, zaproponował ostatnio hipotezę głoszącą, iż w momencie, gdy rozmiar naszych głów osiągnął praktyczny limit i dalszy ich wzrost uniemożliwiłby naturalny poród, natura podsunęła mężczyznom inny trick zwiększający ich seksualną atrakcyjność - bujny porost włosów na głowie. Szczególnie kiedy nie są czesane, a jeszcze lepiej gdy się kręcą, męskie czupryny stwarzają iluzję, że ich posiadacz ma wielki mózg. Parsons nie tłumaczy jednak dlaczego z reguły włosy kobiet są bardziej obfite od męskich.

Po prostu gorsze przewodnictwo

Badacze inteligencji zawsze mieli trudności ze zidentyfikowaniem anatomicznych i fizjologicznych korelatów tej istotnej cechy osobowości. Choć generalnie istnieje wyraźna korelacja pomiędzy rozmiarami mózgu a inteligencją, stwierdzono, że często bardzo mądrzy ludzie (np. Einstein) mają stosunkowo małe głowy. Choć w tym wypadku "defekt" ten skompensowany był fryzurą. Badając starzejące się szczury, uczeni z Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku doszli do wniosku, że sprawność umysłowa tych gryzoni nie zależy w gruncie rzeczy od liczby neuronów i synaps w ich mózgach, lecz od tego, jak sprawnie sygnały nerwowe transmitowane są przez te synapsy pomiędzy rozmaitymi neuronami. Kwestia inteligencji sprowadza się więc być może do prostego fizycznego wyjaśnienia - lepsze przewodniki są bardziej inteligentne.

Kosiarka Jamesa Bonda

Brytyjska firma Wolf Garden wyprodukowała prototyp kosiarki, której nie powstydziłby się Mister Q, projektujący wyrafinowaną broń dla agenta 007. Kosiarka ta, o nazwie Zero, używa do cięcia trawy lasera, co pozwala na regulację długości trawy z dokładnością do 1 mm. Jest ona niemal bezgłośna i nie wytwarza spalin. Praca nad tym urządzeniem trwała 21 lat, ponieważ początkowo, jak wyrazili się twórcy, "zamieniała ona trawę w spaghetti". Ostateczny model po ścięciu trawy usuwa z niej wilgoć, piekąc ją i rozkładając na drobne cząstki, które powracają do gleby jako nawóz. Dodatkową atrakcją tej wyposażonej w komputer i kamerę wideo maszyny jest to, że została zamontowana na dwuosobowym podwoziu firmy Mecedes Benz/Swatch Smart Car. Koszenie trawy może więc być zajęciem towarzyskim.

Postępy inżynierii genetycznej

Wraz z rozwojem kosiarek postępują szybko prace nad nowymi odmianami genetycznie udoskonalonej trawy. Konsorcjum badaczy z firmy Monsanto i Rutgers University w New Jersey, przy współpracy z największym amerykańskim producentem nawozów i nasion traw - firmą Scotts, pracują intensywnie nad trawą, która będzie świecić w mroku (dzięki wszczepieniu do jej genotypu genu powodującego luminescencję). Trwają też prace nad wyhodowaniem trawy o barwach innych niż zieleń. W połączeniu z laserową kosiarką, będziemy być może w przyszłości siać trawę, która w czasie koszenia emituje muzykę.

Nieznośny ciężar bytu

Jak wynika z badań brytyjskich uczonych, Emada Saliba i George'a Tadrosa, mózgi ludzi, którzy popełnili samobójstwo, są większe od przeciętnego. Różnica jest dość znaczna - 1352 g w porównaniu z przeciętnym, mającym tylko 1238 g. Może nie warto za dużo myśleć?

Dlaczego nie możemy się sami połechtać?

Dlaczego chichoczemy, gdy inni nas łaskoczą, a nie możemy sami wprowadzić się w wesoły nastrój, muskając piórkiem stopy? Sarah-Jayne Blakemore, brytyjska badaczka z University College of London, znalazła wreszcie odpowiedź na to nękające uczonych od dawna pytanie. Umieściła ona ochotników w magnetycznym skanerze i obserwowała aktywność ich mózgu w czasie łaskotania. Kiedy jesteśmy łaskotani przez innych, pobudza to aktywność korowych ośrodków czucia oraz tzw. obręcz przednią, gdzie generowane są przyjemne doznania. Kiedy jednak robimy to sami, uruchamiamy jeszcze inny obszar mózgu, który najwyraźniej wysyła sygnały tłumiące aktywność dwóch pozostałych. Nie przeszkadza to nam jednak śmiać się z własnych żartów. Nawet jeśli nikt inny ich nie rozumie.

Nos wróży Alzheimera?

Doktor D. P. Devanand, psychiatra z Columbia University w Nowym Jorku, twierdzi, że odkrył prosty test pozwalający na wczesne wykrycie choroby Alzheimera. Grupie 90 pacjentów dał do powąchania 40 rozmaitych pospolitych wonnych substancji (takich jak mentol czy masło orzechowe) i obserwując ich przez następne lata, stwierdził, że utrata węchu jest wczesnym sygnałem tej choroby. Z jednym zastrzeżeniem: zagrożeni byli ci, którym nie tylko pogorszył się węch, ale którzy na dodatek twierdzili, że nadal znakomicie rozpoznają zapachy.

Solowy duet

Niektóre ptaki śpiewające wyposażone są w dwie pary strun głosowych, co umożliwia im jednoczesne wytwarzanie dwu harmonicznych dźwięków. Wydaje się, że podobną umiejętność posiada także wielu polityków, którzy na jednymwydechupotrafią wygłosić dwa sprzeczne ze sobą poglądy.

Lekarze liżą rany

Od dawna wiadomo, że wiele zwierząt liże swe rany i że przyspiesza to ich gojenie. Wkrótce praktyka ta znajdzie szerokie zastosowanie kliniczne. Nie znaczy to jednak, że szpitale uzupełnią swój personel o specjalnie tresowane psy - prawdopodobnie spotkałoby się to z protestem miłośników zwierząt. Zespół badaczy pod kierunkiem dr Sharon Wahl z US National Institute of Dental and Craniofacial Research zidentyfikował aktywny składnik śliny psów. Jest nim białko o nazwie inhibitor proteazy leukocytowej (secretory leukocyte protease inhibitor - SLPI). Naukowcy planują wyizolować go i zastosować w celach terapeutycznych. Zawsze to mniej odstręczające niż szeroko dziś stosowane w tym celu w niektórych krajach żywe larwy much.

Wartość tropikalnej dżungli

Mieszczuchom, żyjącym z dala od deszczowych lasów strefy tropikalnej, dżungla wydaje się bezcennym skarbem natury. Grupa antropologów z Brandeis University postanowiła sprawdzić, jaka jest jej wartość dla zamieszkujących ją tubylców. Okazało się, że zadziwiająco niewielka. Uczeni, obserwując życie dwu wiosek we wschodnim Hondurasie, zidentyfikowali, zważyli i oszacowali wartość wszystkich produktów leśnych wykorzystywanych przez miejscową ludność - od ryb i zwierzyny łownej, poprzez dzikie rośliny, do drewna opałowego - i stwierdzili, że roczna "wydajność" hektara dżungli wynosi od 18 do 24 dolarów. Jest to suma znacznie mniejsza od wcześniejszych oszacowań, wahających się w granicach 50-1000 dolarów. Oto powód, dla którego ochrona środowiska naturalnego nie pasjonuje mieszkańców dżungli w takim samym stopniu jak mieszkańców Nowego Jorku czy Warszawy.