Twoja wyszukiwarka

MIROSŁAW RUTKOWSKI
SYGNAŁY - WENECJA TONIE CORAZ SZYBCIEJ
Wiedza i Życie nr 3/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2001

Słynne włoskie miasto rozpaczliwie broni się przed zalaniem.

Dziwny pomysł założenia miasta na bagnistej lagunie mogła usprawiedliwiać tylko przymusowa sytuacja pierwszych wenecjan - uciekając ze stałego lądu przed barbarzyńcami w II wieku n.e., szukali przede wszystkim bezpiecznej kryjówki. Płytka laguna, poprzecinana siecią kanałów, wydawała się miejscem idealnym. I rzeczywiście: zalety przeważyły nad wadami - miasto stało się klejnotem cywilizacji. Lecz za bezpieczną lokalizację mieszkańcy płacili wysoką cenę - życie kilka centymetrów nad zmiennym poziomem morza było zawsze kłopotliwe. Budowanie fundamentów w bagnistym weneckim gruncie stanowiło wyzwanie dla budowniczych - wielkie kamienne budowle, place, ogrody spoczywają na milionie drewnianych pali wbitych głęboko w muł.

Ostatnie badania archeologiczne wykazały, że problemem było nie tylko słabe podłoże. Od początku walczono też z morzem, które zalewało wszystko, co człowiek zbudował. Wenecja bowiem osiada, a morze się podnosi. Według publikacji ogłoszonej niedawno przez zespół dr. Alberta Ammermana, archeologa z Colgate University, tempo tej fatalnej kombinacji przez około 4500 lat aż do roku 450 n.e. - było stałe i wynosiło 8 cm na 100 lat. Niestety, od roku 450 n.e. ulega ciągłemu przyspieszeniu - obecnie wynosi około 25 cm na stulecie i dalej rośnie. Skutek tych zmian jest widoczny gołym okiem wenecjanie w zimie muszą chodzić stale w gumowych butach. Plac Świętego Marka, najniższy punkt Wenecji, na początku wieku był zalewany siedem razy w roku - obecnie około stu razy.

Ratunkiem dla Wenecji miał być projekt "Mojżesz" - system 79 wrót przeciwpowodziowych w razie potrzeby odcinających lagunę od Adriatyku. Wrota o wysokości całkowitej 30 metrów miały spoczywać w swych łożach płasko na dnie morza, co umożliwiałoby żeglugę. Na wypadek aqua alta - wysokiej wody miały być podnoszone pneumatycznie na wysokość 2 m n.p.m. Projekt o wartości 2 mld dolarów od początku był obiektem przetargów politycznych, a na dodatek budził zastrzeżenia ekologów. Albert Ammerman kwestionuje ostatnio celowość budowy, ponieważ wyliczone przez niego tempo pogrążania się miasta jest ponaddwukrotnie wyższe niż zakładane przez projektantów. Wrota musiałyby odcinać lagunę od morza aż 150 razy w roku, co zaburzy równowagę ekosystemu, dla którego powodzie są naturalnym zabiegiem oczyszczającym. Ammerman zaleca powrót do starych metod weneckich - "budowania wyżej", a w międzyczasie szukania lepszych rozwiązań niż kontrowersyjny projekt. Problem w tym, że można podnieść poziom ulic i placów, ale Pałacu Dożów i bazyliki nie sposób.

Zastrzeżenia ekologów, wsparte autorytetem Ammermana, odniosły skutek planowana na koniec 2000 roku debata parlamentu włoskiego na temat rozpoczęcia projektu "Mojżesz" znów została odłożona. Zwolennicy projektu zgadzają się, że nie jest może doskonały, zwłaszcza jeśli chodzi o skutki ekologiczne, ale na coś w końcu trzeba się zdecydować, póki nie jest za późno...

Antiquity nr 280/2000