Twoja wyszukiwarka

BOGUSŁAW HABRAT HELENA BARAN-FURGA KARINA CHMIELEWSKA
Z UFO W ZAŚWIATY
Wiedza i Życie nr 3/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2001

Małe, kolorowe pastylki, podobne do witamin lub innych leków tak coraz częściej wyglądają narkotyki. Nigdy dokładnie nie wiadomo, co zawierają, ponieważ producenci wciąż tworzą nowe kompozycje, poszukując specyfików tańszych, działających dłużej, bardziej podniecających. Sięgając po te pigułki, warto pamiętać, że czasem "odlot" bywa nieoczekiwanie daleki, nawet na tamten świat.

W wielu krajach, także w Polsce, zwiększa się zapotrzebowanie na nowe substancje psychoaktywne. Szczególnie atrakcyjne są te, które pozwalają na przeżywanie euforii i odmiennych stanów świadomości, zwiększony wysiłek bez poczucia zmęczenia, "pełniejsze" odczuwanie muzyki i tańca. Jedną z nich jest ekstazy, która robi ostatnio niebywałą karierę. Pod tą nazwą kryje się pochodna amfetaminy, metylenodioksymetamfetamina, w skrócie MDMA. Wbrew pozorom nie jest to nowa substancja - została zsyntetyzowana pod koniec XIX wieku. Niedługo potem próbowano ją wykorzystać jako środek zmniejszający łaknienie, jednak bez większego powodzenia. Swój renesans przeżywała w latach siedemdziesiątych, kiedy w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych nasiliły się ruchy określane jako kontrkulturowe.

Początkowo MDMA miała dobrą opinię - pomagała radzić sobie ze stresami i wydawała się bezpieczna. Stosowali ją nawet niektórzy psychiatrzy i psychologowie jako lek wspomagający psychoterapię. Szybko jednak zweryfikowano ten pogląd, gdy okazało się, że powoduje ciężkie i trwałe powikłania somatyczne, psychiczne, a nawet śmierć. W sumie zanotowano wówczas około 500 zgonów po zażyciu ekstazy. Nic więc dziwnego, że trafiła ona na listę najgroźniejszych narkotyków. Z czasem zsyntetyzowano dziesiątki innych pochodnych amfetaminy. Oprócz ciekawości i obietnicy coraz bardziej emocjonujących przeżyć, motorem tych poszukiwań była... walka z narkotykami. Im więcej substancji delegalizowano, tym więcej powstawało nowych, które przez jakiś czas mogły zastąpić te już zakazane.

Zażywanie pochodnych amfetaminy doprowadziło do wielu tragedii. W latach siedemdziesiątych w USA i Kanadzie zanotowano kilkanaście zgonów, które wzbudziły szczególny niepokój. Ich przyczyną okazał się narkotyk reklamowany jako ekstazy, a będący w rzeczywistości inną pochodną amfetaminy, parametoksyamfetaminą (PMA), której uliczna nazwa, "death", mówi sama za siebie. Przez wiele lat nie było jej na rynku, i oto w maju 2000 roku znów pojawiła się w USA, Europie i Australii. I znów zaczęła zbierać śmiertelne żniwo.

W ostatnich miesiącach także w Polsce zmarło kilka osób po zażyciu pigułki kupionej jako ekstazy, pod nazwą UFO. Okazało się jednak, że skonfiskowane później tabletki UFO nie zawierają MDMA, czyli ekstazy, lecz właśnie PMA oraz małe ilości innych substancji stymulujących.

Trzeba to wyraźnie podkreślić - wszystkie pochodne amfetaminy są bardzo niebezpieczne. Przede wszystkim dlatego że dawka powodująca oczekiwany efekt euforii jest tylko niewiele mniejsza od dawki toksycznej. A także z tego powodu, że reakcji organizmu na te substancje nie sposób z góry przewidzieć. Zależy ona bowiem od wielu czynników, z których znamy tylko część. PMA jest jednak wyjątkowo niebezpieczna. Sprawia to jej szczególna toksyczność w połączeniu z opóźnionym działaniem. Kiedy zbyt długo nie nadchodzi spodziewany efekt, wiele osób może sięgnąć po kolejną jej dawkę, inny narkotyk, jakiś lek lub alkohol. A to jest właśnie najkrótsza droga do śmiertelnego zatrucia, środki te bowiem nawzajem wzmacniają swoje działanie.

Zgon poprzedzony jest bardzo znacznym podwyższeniem temperatury, odwodnieniem i zaburzeniami w gospodarce elektrolitowej, podnieceniem psychoruchowym i zaburzeniami świadomości, do śpiączki włącznie, nadciśnieniem tętniczym, przyspieszeniem rytmu i arytmią serca, aż do zatrzymania jego pracy, zaburzeniami oddychania, wymiotami, drgawkami. U zmarłych stwierdza się toksyczne uszkodzenia narządów wewnętrznych, m.in. wątroby i nerek. Niestety, tylko w nielicznych placówkach, poza wyspecjalizowanymi ośrodkami toksykologicznymi, personel ma dostateczne doświadczenie w rozpoznawaniu i leczeniu takich stanów. Ale nawet szybkie rozpoznanie przyczyn dolegliwości nie zawsze zwiększa szanse na przeżycie. Nie ma tu bowiem leczenia przyczynowego, można tylko starać się łagodzić występujące objawy.

Śmiertelne ofiary UFO znów skupiły uwagę opinii publicznej na walce z narkomanią. Często podkreśla się, że dotychczasowe działania profilaktyczne walka z podażą narkotyków i próby zmniejszenia popytu mają ograniczoną skuteczność. W niektórych krajach zaczęto więc stosować politykę harm reduction, czyli propagowanie takich działań, które zmniejszają ryzyko poważnych szkód zdrowotnych u osób biorących. Na przykład zaleca się stosowanie prostych chemicznych metod rozpoznawania, czy w pigułce jest MDMA, czy jakaś inna substancja. Uczy się, że po zażyciu ekstazy trzeba wypić znaczną ilość płynów, lekko się ubrać i przebywać tylko w dobrze wywietrzonych, chłodnych pomieszczeniach.

Takie podejście ma jednak wielu zdecydowanych przeciwników, stwarza bowiem pozornie atmosferę aprobaty dla narkotyków. Może też wpajać ludziom błędne przekonanie, że narkotyki dzielą się na bezpieczne i niebezpieczne, a cała sztuka polega na unikaniu tych drugich.

Jak dotąd w Polsce zanotowano niewiele groźnych powikłań po zażyciu ekstazy i jej podobnych, ale ryzyko wydaje się rosnąć. Może je zmniejszyć rzetelna wiedza. Być może, przydadzą się niektóre programy zmniejszające ryzyko szkód zdrowotnych, ale przede wszystkim świadomość, że czasem jedna pastylka staje się przepustką na tamten świat.

Ile osób bierze?

Co roku w Polsce leczy się 5-6 tys. osób uzależnionych od opiatów, głównie heroiny. Ponieważ na leczenie trafia mniej więcej 20% uzależnionych, szacuje się, że w sumie jest ich 25-30 tys. Na kilka tysięcy ocenia się grupę osób uzależninych od amfetaminy, wąchających kleje itp.

Odrębny problem stanowią ci, którzy regularnie, choć niezbyt często, np. raz w tygodniu, zażywają środki typu ekstazy. Z sondaży przeprowadzanych w różnych środowiskach wynika, że grupa ta liczy dziesiątki, a może nawet setki tysięcy osób.

Autorzy są psychiatrami, pracują w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, zajmują się leczeniem uzależnień.