Twoja wyszukiwarka

PIOTR KOSSOBUDZKI
GEN NIEZGODY
Wiedza i Życie nr 3/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2001

Dawno już minęły czasy, gdy z inżynierią genetyczną mieli do czynienia tylko naukowcy. Produkty ich pracy opuściły mury laboratoriów - możemy się z nimi zetknąć nawet podczas codziennych zakupów.

Genetyka wkracza do wszystkich sfer życia; medycyna, rolnictwo, elektronika, przemysł spożywczy, chemiczny, kryminalistyka, paleontologia, ochrona środowiska i wiele innych dziedzin czerpie korzyści z usług biotechnologów. Jednocześnie inżynieria genetyczna budzi dużo kontrowersji [patrz: "Biotechnologia, genomika i polityka" WiŻ nr 1/1999]. Jak "gorącym" tematem jest manipulowanie genami, wykazuje mnogość instytucji, które angażują się w te zagadnienia. Przeciwko działalności koncernów biotechnologicznych protestują organizacje konsumenckie i ekologiczne. Ich wystąpienia przybierają nieraz bardzo burzliwe formy, jak miało to miejsce podczas sesji Światowej Organizacji Handlu (WTO). Media wszystkich krajów transmitowały te akcje sprzeciwu wobec organizmów transgenicznych. Pod koniec zeszłego roku także papież Jan Paweł II wzywał wiernych do rozważnego korzystania z osiągnięć genetyków. Namawiał, aby aktywnie podejmować wyzwania stawiane przez rozwój tej dziedziny.

Z drugiej strony przedstawiciele nauki i przemysłu zapewniają o bezpieczeństwie nowej technologii i korzyściach płynących z jej stosowania. Terapia genowa, rośliny produkujące "ekologiczny" plastik, żywność o zwiększonej wartości odżywczej - to tylko kilka przykładów [patrz: "Nowe oblicze biotechnologii" WiŻ nr 4/1999]. W USA, gdzie transgeniczną soję dopuszczono do hodowli i sprzedaży już w 1996 roku, nie było niemal żadnych społecznych protestów. Unia Europejska wprowadziła na swoje rynki zmodyfikowaną soję, kukurydzę, ziemniaki, pomidory i rzepak. Na całym świecie uprawy transgenicznych roślin pokrywają obecnie ponad 44 mln hektarów i są warte ok. 20 mld dolarów. Ponad 25% całej światowej produkcji soi, 7% kukurydzy i niemal jedna trzecia bawełny pochodzi z upraw transgenicznych. Czy produkty zmodyfikowane genetycznie są więc bezpieczne? Czy hodując i jedząc transgeniczne organizmy, narażamy się na niebezpieczeństwo? Czy manipulowanie DNA jest etyczne?

Prezentujemy opinie czterech autorytetów o inżynierii genetycznej. Swoimi refleksjami podzielili się z Wiedzą i Życiem zoolog, filozof, działacz ekologiczny i biotechnolog.

Ukryte ryzyko

Jak każdy nowy produkt, także organizmy zmodyfikowane genetycznie (ang. Genetically Modified Organism - GMO) muszą przejść szczegółowe badania i otrzymać niezbędne atesty. To jednak tylko jedna strona medalu. Pomimo zapewnień przedstawicieli firm biotechnologicznych o całkowitej nieszkodliwości ich produktów, musimy sobie zdawać sprawę, że nie potrafimy przewidzieć długofalowych skutków manipulacji "u podstaw życia". Podkreślają to nie tylko ekolodzy, ale także przedstawiciele środowisk naukowych [patrz: "Dokąd zmierzasz genetyko?" WiŻ nr 2/1998] . W Science z grudnia ubiegłego roku opublikowano obszerny artykuł, którego autorzy analizują potencjalne korzyści i zagrożenia, jakie niosą transgeniczne rośliny. L. Wolfenbarger z Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) i P. Phifer z Amerykańskiego Departamentu Stanu zwracają w nim uwagę, że obie strony konfliktu przerzucają się argumentami, nie przykładając wystarczającej wagi do wyników badań naukowych. W powodzi często demagogicznych sporów nie dostrzega się obszarów wiedzy dotąd nie zbadanych, a mogących przyczynić się do wyjaśnienia wielu wątpliwości. Autorzy publikacji twierdzą też, że przy obecnym stanie wiedzy nie potrafimy oszacować ewentualnego ryzyka, jakim mogą być GMO dla naszego organizmu i środowiska naturalnego. W powijakach są także metody przewidywania potencjalnych korzyści, jakie mogłyby wywierać transgeniczne organizmy na przyrodę. Istnieje też obawa, że mają one na tyle odmienne właściwości od dotychczas hodowanych zwierząt i roślin, iż obecnie stosowane metody ich analizy mogą okazać się po prostu nieskuteczne.

Zupełnie innej sfery dotyczy problem monopolizacji rynku przez międzynarodowe koncerny wytwarzające zmodyfikowane organizmy. Klasycznym przykładem może być produkowanie przez tę samą firmę środka chwastobójczego i zboża odpornego na duże dawki herbicydów. Rolnik, który zdecyduje się na zakup ziarna, jest też niejako skazany na zakup środków ochrony roślin tej samej firmy. Producenci żywności mogą być zmuszeni do podjęcia decyzji o rozpoczęciu hodowli zmodyfikowanych organizmów. Uprawa transgenicznych odmian roślin, nie wymagających obfitego nawożenia ani stosowania środków owado- czy grzybobójczych, będzie po prostu tańsza. Decyzję o rozpoczęciu takiej hodowli może wymusić konkurencja i kalkulacja ekonomiczna. W takiej sytuacji trudno jest obiektywnie przeanalizować argumenty dotyczące ekologii.

Wiem, że nic nie wiem

Poważnym wyzwaniem jest udostępnienie społeczeństwu wiarygodnej, możliwie wyczerpującej, a przede wszystkim zrozumiałej informacji, objaśniającej konsumentom i producentom żywności potencjalne korzyści i zagrożenia płynące ze stosowania GMO. W sklepie musimy przecież podjąć decyzję sami. Niezwykle skomplikowana technologia tworzenia organizmów transgenicznych jest niezrozumiała dla osoby "spoza branży". Łatwo się pogubić w gąszczu naukowych terminów: polimerazy, nukleotydy, wektory, genomy, transformacje...

To właśnie brak otwartej polityki informacyjnej przyczynił się do nieufności, a nawet wrogości wobec produktów modyfikowanych genetycznie. W 1997 roku amerykański koncern Monsanto próbował wprowadzić na europejski rynek zmodyfikowaną soję odporną na działanie herbicydu. Popełniono wtedy kolosalny błąd, wysyłając na stary kontynent nie oznakowane transporty nasion transgenicznych wymieszanych ze "zwykłymi", niezmodyfikowanymi. Dowiedzieli się o tym działacze organizacji ekologicznych, doszło do blokady portów, do których zawinęły amerykańskie statki, demonstracji i protestów. Cały konflikt został nagłośniony przez media. Opinia publiczna oburzyła się na takie lekceważące traktowanie konsumentów, godzące w bardzo czuły punkt prawo wyboru. Niezależnie od tego, czy popieramy modyfikowanie żywności, czy jesteśmy jego zajadłymi przeciwnikami, chcemy mieć możliwość kontrolowania produktów, które trafiają na nasz stół.

Kto kontroluje genetyków?

Wprowadzanie organizmów zmodyfikowanych genetycznie do środowiska i ich zastosowania precyzyjnie regulują dyrektywy Unii Europejskiej. Jednak nawet władze w Brukseli mają wątpliwości związane z upowszechnianiem produktów inżynierii genetycznej. Od połowy 1998 roku w Unii nie dopuszczono do obrotu żadnego nowego organizmu transgenicznego. Pomimo nacisków ze strony USA, dla których Europa mogłaby być poważnym rynkiem zbytu, państwa członkowskie ustanowiły faktyczne moratorium na wprowadzanie nowych GMO. Ma ono trwać do czasu zaktualizowania dziesięcioletnich już przepisów, tak by uwzględniały społeczne obawy dotyczące potencjalnych zagrożeń dla zdrowia i środowiska.

W polskim prawie jest jeszcze wiele do zrobienia, jednak proces wprowadzania organizmów transgenicznych jest od kilku lat objęty kontrolą. Od 1996 roku rządowi doradza ekspercka komisja ds. organizmów transgenicznych. Od kwietnia ubiegłego roku polscy producenci i dystrybutorzy żywności mają obowiązek znakowania produktów zawierających GMO, zaś w przeciągu kilku miesięcy Sejm powinien przyjąć ustawę nazywaną "prawem genowym".

Od problemu organizmów transgenicznych nie da się uciec, chociażby dlatego że większość przetworzonej żywności może zawierać składniki zmodyfikowane genetycznie. Brak możliwości przewidzenia wszystkich skutków używania transgenicznych produktów powinna równoważyć jak najdalej posunięta ostrożność i dokładne badania. Przedstawiciele nauki i władz muszą także zapewnić dostęp do zrozu-miałej, kompetentnej informacji o inżynierii genetycznej.

Prawo - uzda na biotechnologię

Różnice w akceptacji produktów inżynierii genetycznej między Ameryką Północną i Europą znajdują swoje odzwierciedlenie w prawodawstwie. W USA nie ma odrębnych przepisów regulujących zagadnienia związane z GMO. Transgeniczne odmiany roślin czy leki wyprodukowane z użyciem metod inżynierii genetycznej traktowane są na równi z innymi nowymi produktami. Zezwolenia na ich wytwarzanie i sprzedaż są wydawane przez Urząd ds. Żywności i Leków (FDA), Amerykański Departament Rolnictwa (USDA) i Agencję Ochrony Środowiska (EPA). W Europie wprowadzanie organizmów zmodyfikowanych genetycznie do środowiska i ich zastosowania regulują dyrektywy Unii Europejskiej nr 90/219/EEC i 90/220/EEC. Są one wzorem dla prawodawstwa poszczególnych krajów europejskich. Ponieważ od ich przyjęcia minęło ponad 10 lat, były one wielokrotnie poprawiane. Zmiany dyrektywy 90/220/EEC zaproponowane w ubiegłym roku miały na celu m.in. usprawnienie oceny ryzyka związanego ze stosowaniem GMO i ułatwienie publicznej kontroli i dostępu do informacji dotyczących modyfikacji genetycznych. W naszym regionie kwestie organizmów transgenicznych najwcześniej uregulowały Węgry - w 1998 roku przyjęto tam prawo o technologii genowej. W Polsce każdy podmiot uwalniający GMO do środowiska lub wprowadzający je do obrotu musi uzyskać zezwolenie Ministra Środowiska. Podstawę prawną stanowią ustawa z 29.08.1997 roku o ochronie i kształtowaniu środowiska (Dz. U. 133/97) i rozporządzenia Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z 8.10.1999 roku w sprawie organizmów modyfikowanych genetycznie (Dz. U. 86/99). Ten ostatni przepis od kwietnia ub.r. nakłada na producentów, importerów i dystrybutorów obowiązek znakowania produktów zawierających GMO. Według tego rozporządzenia "Na opakowaniu produktu składającego się z organizmów genetycznie zmodyfikowanych lub ich części powinien być umieszczony, w kolorze kontrastowym do koloru opakowania, napis "produkt genetycznie zmodyfikowany"". W tym roku ma zostać uchwalone tzw. prawo genowe, kompleksowo regulujące zagadnienia zastosowań inżynierii genetycznej, z wyłączeniem kwestii dotyczących modyfikacji komórek ludzkich. Projekt tej ustawy został w grudniu ub.r. przyjęty przez Radę Ministrów.