Twoja wyszukiwarka

RENATA HRYŃ-KUŚMIEREK
ZWALI TEGO BAŁWANA MARZANNA
Wiedza i Życie nr 3/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2001

Dziś pierwszy dzień wiosny to "Dzień Wagarowicza". Przez wieki niszczono w tym dniu Marzannę, symbol zimy i śmierci.

Bywa, że już na przełomie lutego i marca różne znaki na niebie i ziemi zapowiadają nadejście wiosny. Nam wydaje się, że nie może być nic bardziej pewnego niż zmiana pór roku. Zima odchodzi, a przychodzi wiosna, potem lato i jesień. Nasi dziadowie mieli nadzieję, że taka będzie kolej rzeczy każdego roku, ale nigdy nie byli tego absolutnie pewni.

Wierzyli, że trwanie świata i życie człowieka w dużej mierze zależą od istot "z tamtego świata", mniej lub bardziej przyjaznych ludziom. One wszystkie, w pewnych zwyczajowo ustalonych okresach roku, działały ku naszemu pożytkowi. Stąd w tradycyjnej polskiej obrzędowości tak wiele śladów świąt zadusznych. Składane wówczas ofiary stawały się darami dla przybyszów z zaświatów, zobowiązując ich do wzajemności i opieki nad ludźmi, ich dobytkiem oraz zbiorami. Kiedy skończył się czas "pożytecznego" pobytu tych istot na ziemi, wówczas należało je odesłać tam, skąd przyszły, aby nie zaczęły szkodzić.

Być może taka jest właśnie geneza niszczenia Marzanny, zwanej również Moreną, Marzaniokiem (na Śląsku), Śmiercichą, Śmiertką, Śmierteczką, Śmiercią (w Wielkopolsce i na Podhalu). Wszystkie nazwy, w mniej lub bardziej dosłowny sposób, odwoływały się do zmory, moru, śmierci, ponieważ Marzanna była uważana właśnie za uosobienie śmierci, zimy i chorób. Powszechne było przekonanie, że jej unicestwienie spowoduje szybkie nadejście wiosny. Niszczenie kukły odbywało się w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną w języku łacińskim Laetare, a także Białą, Czarną albo Śmiertną. Podobne jak u nas obrzędy znane były w wielu krajach Europy, m.in. w Niemczech, na Słowacji, w Czechach, we Francji.

Opis topienia Marzanny podany w XVI-wiecznej "Kronice polskiej" Marcina Bielskiego jest zadziwiająco aktualny: "Za mej to jeszcze pamięci był ten obyczaj u nas jeszcze po wsiach, iż w Białą Niedzielę w poście topili bałwana, jeden ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko czy kałuża, tam zebrawszy z niego odzienie wrzucali do wody, śpiewając żartobliwie: Śmierć się wije u płotu, szukający kłopotu etc. Potem najprędzej do domu od tego miejsca bieżali, który albo która się wtenczas powaliła albo powalił, wróżbę tę mieli, iż tego roku umrze. Zwali tego bałwana Marzanna".

Marzanna najczęściej wyobrażała postać kobiety, ale np. na Śląsku chłopcy topili również kukłę mężczyzny, czyli wspomnianego już Marzanioka. Śmiercichę robiono zazwyczaj z wiechcia słomy, który okręcano białym płótnem, ozdabiano wstążkami i koralami. Śląską maszkarę ubierano bardziej bogato strój druhny weselnej: białą bluzkę, kwiecistą spódnicę, fartuch, gorset, chustę na ramiona, korale, wianek z kwiatów i wstążki w słomianych warkoczach. Marzanną-Śmiercichą mogła być również lalka z gałganków lub kupiona w sklepie, ale musiała mieć białą sukienkę.

W różnych regionach Polski podobnie wyglądał obrzęd niszczenia Marzanny. Najpierw orszak niosący kukłę obchodził wszystkie domy we wsi, śpiewając przy tym stosowne pieśni (podobnie wyglądały bożonarodzeniowe obchody kolędnicze), np. na Podhalu:

"Jak ni mocie bobu,
To nam dejcie chleba.
Bo wos ta śmierztecka
Nie przyjmie do nieba."

Po ich odśpiewaniu "wiosenni kolędnicy" czekali na datki. Najczęściej dawano im jajka, niekiedy drobne pieniądze. Kiedy zapadał wieczór, Śmierć wynoszono poza granice wsi. Dawniej uważano, że to teren nie należący już do świata ludzi, będący przejściem do "tamtego świata".

Należało więc mieć się na baczności. Orszak szedł w milczeniu. Na miejscu "egzekucji" z Marzanny zdzierano ubranie, a samą kukłę podpalano i płonącą wrzucano do wody. Zgodnie z dawnym światopoglądem był to najskuteczniejszy sposób wysłania Śmiercichy w zaświaty.

Bezpieczny powrót do domów był możliwy tylko pod pewnymi warunkami. Należało to zrobić jak najprędzej, w milczeniu i nie oglądając się za siebie. Podobne reguły postępowania możemy odnaleźć w opisach innych obrzędów i tekstach ludowych baśni nie tylko z terenu Polski. Kontakt z zaświatami był bardzo niebezpieczny dla człowieka.

Od kilkudziesięciu lat obrzęd jest już przede wszystkim zabawą dzieci i młodzieży, łączoną z początkiem kalendarzowej wiosny. Uczniowie ogłosili pierwszy dzień wiosny "Dniem Wagarowicza" radosnych nastrojach i wymyślnych strojach, wręcz karnawałowych, świętują dzień bez szkoły. Mogą w wodzie utopić nie tylko kukłę Marzanny-zimy, ale przy okazji również niedole i smutki uczniowskie.

W tym artykule odpowiadamy na pytanie Czytelniczki Wiedzy i Życia o ludowy zwyczaj niszczenia Marzanny - skierowane do organizatorów ubiegłorocznego Festiwalu Nauki. O innych problemach interesujących Czytelników można dowiedzieć się pod adresem internetowym www.icm.edu.pl/festiwal

Mgr RENATA HRYŃ-KUŚMIEREK jest etnografem, absolwentką Katedry Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego.