Twoja wyszukiwarka

X.RUT
SZCZYPTA SOLI - PIĄTEK TRZYNASTEGO
Wiedza i Życie nr 3/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2001

W 400-letnim cyklu kalendarza gregoriańskiego mieści się 146 097 dni; liczba ta jest podzielna przez 7; w każdym więc cyklu ten sam dzień (licząc kolejno od początku cyklu) przypada w ten sam dzień tygodnia. Jednakże liczba miesięcy zawartych w cyklu gregoriańskim, 4800, nie dzieli się przez 7, wobec czego poszczególne dni tygodnia przypadają na dany dzień miesiąca z niejednakową frekwencją. Na przykład 13 dzień miesiąca najrzadziej wypada w czwartek, a najczęściej w piątek; różnica nie jest wielka (trzynastego przypada w czwartek 684 razy, w piątek zaś 688 razy), usprawiedliwia jednak zdanie, że trzynastego najczęściej wypada w piątek. Jeśli zaś tak, to dlaczego uważa się, że jest to szczególnie feralna kombinacja? W końcu najbardziej prawdopodobne zjawisko trudno przyjąć za szczególnie zły omen!

Niewykluczone, że zła sława piątku trzynastego ma niejakie historyczne uzasadnienie, poprzedzające wprowadzenie gregoriańskiego kalendarza. W piątek 13 października 1307 roku konetablowie i seneszelowie króla Filipa IV, zwanego Pięknym, aresztowali wszystkich templariuszy, których zdołali dopaść na terytorium Francji. Całą akcję zaplanował i logistycznie przygotował Guillaume (Wilhelm) de Nogaret, kanclerz i szef królewskich służb specjalnych. Z kart historii wynurza się on jako postać - delikatnie powiedziawszy - kontrowersyjna.

Król Filip i papież Bonifacy VIII trwali w zaciekłym sporze. Zaczął się on od zatargu o pieniądze (podatki od kleru), a doszedł do zasadniczego konfliktu o zakres świeckiej władzy papieża nad królami. Na konsystorzu w 1302 roku Bonifacy zapowiedział, że strąci Filipa z tronu jak niegrzecznego chłopca, a Francuzów przyrównał do świń. We wrześniu 1303 roku de Nogaret, na czele komando złożonego z Francuzów i włoskich oponentów papieża (współdowodził Sciarra Colonna), napadł na miasto Anagni, w którym rezydował papież, i aresztował Bonifacego, opuszczonego przez dwór i kardynałów. Zamiar wywiezienia uwięzionego papieża do Francji uniemożliwili mieszczanie i pospólstwo Anagni. Uwolnili oni Bonifacego po dwóch dniach; zmarł on jednak po kilku tygodniach wskutek doznanego szoku (a niektórzy twierdzą, że także od obrażeń fizycznych). De Nogaret wytoczył mu pośmiertny proces o herezję, bezbożność i sodomię. (Procesy, a także wyroki przeciw zmarłym nie były czymś nadzwyczajnym w ówczesnych sferach władzy. Zdarzało się nawet wykopywanie zwłok w celu ich przykładnego ukarania.)

Po krótkim pontyfikacie następcy Bonifacego, Benedykta XI, prawie rok trwające konklawe wybrało w czerwcu 1305 roku na papieża arcybiskupa Bordeaux, Bertranda de Goth. Reklamował się on jako przeciwnik króla Filipa, ale jako papież Klemens V okazał się jego wiernym sprzymierzeńcem i do końca swego pontyfikatu nigdy nie opuścił Francji, od 1309 roku rezydując w Awinionie.

W lipcu 1306 roku de Nogaret zorganizował i precyzyjnie przeprowadził pierwszą masową łapankę: aresztowano, a następnie wygnano z Francji wszystkich Żydów, zaś skonfiskowane im przy okazji mienie zasiliło pustawy skarbiec Filipa Pięknego.

Templariusze, jak wszystkie zakony, byli wyjęci spod wszelkiej władzy (zarówno świeckiej, jak i kościelnej), podlegali bezpośrednio papieżowi. Aby uzyskać papieską zgodę na ich aresztowanie, de Nogaret (uwolniony już przez Klemensa od kar kościelnych za napad na Bonifacego) spreparował przeciw nim standardowe oskarżenie o herezję, bezbożność i sodomię.

Aresztowanych templariuszy poddano straszliwym torturom; wielkiego mistrza zakonu, Jakuba de Molay, przesłuchiwał nocą z 13 na 14 października, w podziemiach paryskiego Templum (siedziby templariuszy) sam wielki inkwizytor Francji, Guillaume Imbert. De Molay załamał się na torturach, przyznał do winy, napisał nawet list wzywający templariuszy do przyznania się (co było niewątpliwym sukcesem inkwizycji, albowiem wielki mistrz był niepiśmienny).

Nie we wszystkich królestwach Europy papieskie wezwanie do aresztowania templariuszy znalazło należny posłuch. Ociągały się Portugalia, Irlandia, Szkocja i Anglia. Ta ostatnia tak bardzo, że paryska inkwizycja oferowała Edwardowi II swą pomoc. W końcu jednak najbogatszy i najlepiej zorganizowany zakon rycerski uległ zagładzie, a jego majątek wzbogacił króla Francji. Z jednym wyjątkiem: spora flota templariuszy, stojąca na kotwicy w La Rochelle jeszcze w czwartek 12 października, zniknęła bez śladu przed piątkowym świtem i nikt jej więcej nie widział. Dopiero jakieś dwieście lat z okładem później na Morzu Karaibskim pojawiły się okręty pod templariuszowską banderą: na czarnym tle trupia czaszka i skrzyżowane piszczele. Ale to już materiał na inną opowieść.

Kiedy Jakub de Molay wylizał się z ran zadanych w czasie przesłuchania, odwołał swoje zeznania, był więc ponownie przesłuchiwany, znów się przyznał i znów wszystko odwołał. W rezultacie jako zatwardziały heretyk został spalony na stosie w marcu 1314 roku, wzywając przed śmiercią na sąd boży Filipa IV, Klemensa V i Wilhelma de Nogaret. Współczesnymi wstrząsnęło to, że żaden z tej trójki nie dożył Bożego Narodzenia AD MCCCXIV.

Stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego głosi obecnie, że "cały zakon (templariuszy przyp. aut.) został oskarżony bezpodstawnie"1. Winą za zbrodnię całopalenia templariuszy obciąża głównie Wilhelma de Nogaret, "który miał być nienawidzącym papiestwo potomkiem albigensów"2. I tu stajemy wobec dziwnej sprzeczności, świecki historyk3 usprawiedliwia bowiem część zarzutów wobec templariuszy tym, że ulegli oni wpływom kataryzmu.

Być może warto przypomnieć, że katarzy i albigensi to dwie nazwy tego samego ruchu religijnego, rozkwitającego na przełomie wieków XII i XIII na południu dzisiejszej Francji, w niepodległym hrabstwie Tuluzy, hołdującym tolerancji religijnej, nawet względem Żydów. Ruch ten został okrutnie zdławiony w czasie dwudziestoletniej krucjaty, nacechowanej nieopisanym okrucieństwem i rzeziami, w których nie szczędzono ni kobiet, ni dzieci. To w czasie tej krucjaty z ust katolickiego hierarchy padły haniebne słowa: "zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich". I choć papież Innocenty III potępił ekscesy krzyżowców, a król Francji, Filip August, niezbyt jej sprzyjał (w obawie przed wzrostem potęgi północnofrancuskiej arystokracji), albigensów ad maiorem Dei gloriam wyrżnięto, a nielicznych ocalałych palono na stosach długo jeszcze po oficjalnym zwycięstwie w 1219 roku, kładącym kres niezależności hrabstwa Tuluzy i dającym Francji szeroki dostęp do Morza Śródziemnego. Panujący po Filipie Auguście Ludwikowie, VIII i IX, okazali się żarliwymi sprzymierzeńcami Świętej Inkwizycji, która dopiero na początku XIV wieku wypaliła tę herezję do cna (a z nią łagodną śródziemnomorską kulturę trubadurów języka langue d'oc).

Jak więc to możliwe, by Wilhelm de Nogaret, nienawidzący papiestwa potomek katarów, miał kierować masowym prześladowaniem Żydów, z którymi katarzy dobrze żyli, i zniszczyć Zakon Templariuszy, który - przynajmniej częściowo - poglądy katarskie miał hołubić?

Ciekawe, czy przyszli historycy, opisując dzisiejsze walki o wpływy, władzę i szmal, też tak poważnie potraktują ideologiczne lub religijne dekoracje i standardowe oskarżenia, którymi tak chętnie posługują się gracze na publicznej scenie.

1 Ks. M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, Wyd. ATK, 1987; Cum permissione auctoritatis ecclesiasticae, tom 2, s. 230.
2 Ibid. s. 229.
3 J. Baszkiewicz, Historia Francji, Ossolineum 1978, s. 140.