Twoja wyszukiwarka

TOMASZ TWARDOWSKI
AKCEPTACJA JEST TYLKO KWESTIĄ CZASU
Wiedza i Życie nr 3/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2001

Modyfikacje genetyczne rzeczywiście wzbudzają wiele kontrowersji. Może na to wpływać kilka czynników.

Pierwsza przesłanka ma charakter filozoficzno-społeczny. W historii nie było chyba żadnej innowacyjnej technologii, która nie wzbudziłaby kontrowersji. Zaczynając od biegania z chorągiewką przed pierwszymi samochodami, czy niechęci do budowy  torów bądź stacji kolejowych. Opór społeczny nie zatrzymał jednak rozwoju.

Po drugie, każda nowatorska technologia sprawia, że ktoś traci miejsce na rynku, a ktoś zyskuje. Ktoś się stanie bogatszy, a ktoś zbiednieje. To także budzi sprzeciw.

Zastosowania inżynierii genetycznej to dla przeciętnego konsumenta: hamburger, keczup, bawełniana koszulka, szczepionka  rzeczy z pozoru najbardziej prozaiczne i normalne. Jednocześnie jest w nich ukryta tak wymyślna i zaawansowana myśl techniczna, że nawet biolog może mieć kłopot ze zrozumieniem, jak to zostało zrobione. Tymczasem pokazuje się taki produkt człowiekowi, który z genetyką nie ma nic wspólnego, i każe mu zrozumieć, podejmować świadome decyzje. Brak przystępnej informacji jest więc trzecim powodem oporu społecznego w stosunku do inżynierii genetycznej.

Potwierdza to ogromna różnica w akceptacji GMO pomiędzy Europą a Ameryką Północną, której mieszkańcy mają dostęp do ustawicznej edukacji, do przystępnie podanej wiedzy o biologii molekularnej. Rozbieżność między Amerykaninem a Europejczykiem jest w tej kwestii ogromna. Z badań opinii publicznej wynika, że 30% Europejczyków uważa, że tylko transgeniczne pomidory zawierają geny...

Jest to oczywiście wina mojego środowiska - naukowców. Mamy zbyt mało czasu, mówimy w sposób niezrozumiały, „kryjemy się w wieży z kości słoniowej”... Jednakże nie tylko naukowcy ponoszą winę za brak wiarygodnej informacji. Ogromną rolę w edukacji odgrywają przecież środki masowego przekazu.

Nie ma uzasadnienia merytorycznego, żeby modyfikacje genów traktować inaczej niż telekomunikację, tworzenie nowych materiałów czy energetykę. To też jest pewna technologia. Otrzymanie kukurydzy czy soi odpornej na szkodniki to taka sama modyfikacja genomu jak krzyżówka prowadząca do wytworzenia pszenżyta, tylko zrobiona aseksualnie za pomocą pipety.

O ile jednak na temat potrzeby transgenicznej żywności można sobie podyskutować, o tyle gdy brakuje organów do przeszczepów, to zapomina się o oporach. Dziś w Ameryce najtańszym i najszybszym sposobem zabezpieczenia sobie organów jest ich kupienie od innego człowieka. Czy nie jest to bardziej nieetyczne niż praca nad przeszczepami narządów zwierzęcych? Sądzę, że nie istnieje obecnie inne rozwiązanie problemu niż ksenotransplantacje i klonowanie tkanek.

Nie twierdzę przy tym, że są to rozwiązania bez wad. Jednak to, co dotyczy medycyny, farmacji i diagnostyki, jest najtrudniejsze do krytykowania, pomimo że wiąże się z tym najwięcej błędów. Obecnie cenne dla lecznictwa hormony, np. ludzka insulina, interferony i hormony wzrostu są produkowane w większości metodami inżynierii genetycznej. Trwa to od lat i w ogóle się o tym nie mówi. A tam rzeczywiście mogły pojawić się tragiczne przypadki. Nie wykluczam, że zdarzy się błąd ludzki. Takie ryzyko zawsze istnieje.

Ekolodzy często powołują się na tzw. zasadę przezorności, która każe zaniechać działań mogących rodzić potencjalne zagrożenia. Czy jednak ktoś udowadniał, że owoce kiwi, pszenżyto czy nektarynki w żaden sposób nie są szkodliwe? Społeczność naukowa nie wyda nigdy oświadczenia, że coś nie spowoduje negatywnych skutków w kolejnych pokoleniach, bo tego nie można udowodnić. Jedyne dowody w tej chwili to 30 lat doświadczeń, które nie spowodowały żadnego tragicznego wypadku związanego z GMO.

Akceptacja technik inżynierii genetycznej w rolnictwie jest więc tylko kwestią czasu. O słuszności tej tezy świadczy ciągły wzrost powierzchni upraw roślin transgenicznych i akceptacja inżynierii genetycznej w medycynie. Przy czym poza rolnictwem, które teraz dostaje wszystkie baty, jest jeszcze farmacja, ochrona środowiska, odzysk rud. Jeżeli uda się pomysł, który uważam za fantastyczny  zrobienie roślin wytwarzających biodegradowalny plastik  to przebije wszystko. Z obecnie istniejących zastosowań inżynierii genetycznej największe nadzieje wiązałbym z medycyną: diagnostyką, produkcją leków w roślinach i ksenotransplantacjami. Już dzisiaj zyski firm z tej branży są ogromne. Jednak o najbardziej obiecującym zastosowaniu wiedzy genetyków ciągle jeszcze nic nie wiemy. Ono dopiero się pojawi.

Prof. Tomasz Twardowski jest biologiem molekularnym, popularyzatorem wiedzy o organizmach transgenicznych i ich gorącym zwolennikiem. Pracuje w Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.