Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
UCZENI W ANEGDOCIE - HERR GEHEIMRAT
Wiedza i Życie nr 5/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/2001

Pewnego razu do monachijskiego instytutu sławnego fizyka Arnolda Sommerfelda przyjechał z Ameryki gość, który znał trochę niemiecki. Gdy pierwszy raz spotkał na korytarzu Sommerfelda, przywitał go słowami "Guten Morgen" (dzień dobry) i bardzo był zdziwiony, że sławny profesor popatrzył na niego jak na powietrze i nic nie odpowiedział. Następnego dnia przy spotkaniu z Sommerfeldem skłonił się więc jeszcze uprzejmiej, mówiąc: "Guten Morgen, Herr Professor", ale profesor odburknął tylko coś niezrozumiałego pod nosem. Dopiero po wyjaśnieniach kolegów, trzy dni później był już przygotowany i widząc przechodzącego korytarzem Sommerfelda, pozdrowił go słowami: "Guten Morgen, Herr Geheimrat". Tym razem profesor zatrzymał się, podał mu z uśmiechem rękę i stwierdził: "Ach, dzień dobry, panie kolego; z przyjemnością widzę, że pańska znajomość niemieckiego polepsza się z dnia na dzień".

Arnold Sommerfeld urodził się w 1868 roku w Królewcu i tam wychował. W miejskim gimnazjum pasjonował się przede wszystkim literaturą i historią, zgłębiał języki klasyczne, ale czynił także duże postępy w naukach ścisłych. Systematyczne studia przez pierwsze lata na uniwersytecie uniemożliwił Sommerfeldowi aktywny udział w działalności korporacji studenckich, gdzie obowiązkowe były suto zakrapiane hulanki oraz pojedynki szermiercze. Wyniósł z nich długą i głęboką szramę na czole. Słuchał więc wykładów z filozofii, ekonomii politycznej oraz nauk przyrodniczych, aż wreszcie zdecydował się na specjalizację w matematyce.

Po studiach Sommerfeld odbył obowiązkową roczną służbę wojskową. Mimo niskiego wzrostu i krępej budowy bardzo dobrze sobie radził i potem jeszcze z własnej woli kilkakrotnie brał udział w ćwiczeniach. Dosłużył się stopnia porucznika, ale ze względu na długie i pielęgnowane woskiem wąsy wyglądał raczej jak pułkownik huzarów.

Dzięki protekcji Sommerfeld uzyskał stanowisko asystenta w słynącej z wysokiego poziomu matematyki Getyndze. Pod kierunkiem sławnego Felixa Kleina wyspecjalizował się tam w fizyce matematycznej i w 1895 roku uzyskał habilitację za rozprawę o dyfrakcji światła. Dzięki poparciu Kleina został najpierw profesorem matematyki w Akademii Górniczej w Clausthalu, a następnie profesorem mechaniki technicznej na Politechnice w Akwizgranie. Tamtejsi technicy początkowo podejrzliwie traktowali specjalistę od "czystej" matematyki, wkrótce jednak Sommerfeld zainteresował się problemami technicznymi i stał się znany dzięki rozwiązaniu wielu ważnych zagadnień z konstrukcji mostów i statków oraz teorii smarowania.

Szczęśliwie dla fizyki Sommerfeld zainteresował się także rozwijaną wówczas teorią elektronową i wkrótce osiągnął w tej dziedzinie tak ważne wyniki, że w 1906 roku powołano go na stanowisko profesora fizyki teoretycznej na Uniwersytecie w Monachium. Tam stworzył wyspecjalizowany instytut, który szybko stał się sławny w świecie. Kierował nie tylko badaniami teoretycznymi, ale także eksperymentalnymi. Wychował wielu znakomitych fizyków, w tym czterech laureatów Nobla (Hans Bethe, Peter Debye, Werner Heisenberg, Wolfgang Pauli). Sam jednak Nagrody Nobla nie otrzymał, choć był wielokrotnie do niej zgłaszany. W 1917 roku uzyskał wysoki tytuł "Geheimrat", dosłownie znaczący "tajny radca", ale wówczas już tylko ceremonialny. Tytuł ten sobie bardzo cenił.

Pauli zetknął się z Sommerfeldem, gdy miał 12 lat. Jego ojciec chrzestny Ernest Mach przyprowadził go wtedy na wykład uniwersytecki. Po wykładzie Sommerfeld zapytał chłopca, czy coś zrozumiał. "Zrozumiałem wszystko - odparł Pauli - z wyjątkiem tego, co jest napisane z prawej strony u góry tablicy." Sommerfeld popatrzył na tablicę i z zakłopotaniem przyznał: "Tam istotnie zrobiłem błąd". Właśnie Pauli, który - ufny w swój geniusz - do większości fizyków odnosił się później lekceważąco, a nawet brutalnie, był zawsze uprzedzająco uprzejmy w stosunku do Sommerfelda, stale mu tylko przytakując: "Tak jest, Herr Geheimrat. Ależ oczywiście, Herr Geheimrat".

Sztywny i niedostępny na pierwszy rzut oka, Sommerfeld przy bliższym poznaniu okazywał się człowiekiem ciepłym i bezpośrednim. Współpracowników zapraszał często do swego domku w górach. Tam dnie spędzano na jeździe na nartach, a wieczory na dyskusjach o fizyce. Często też przebywał w kawiarni Hofgarten, gdzie rozwiązywał skomplikowane problemy, pisząc wzory wprost na marmurowym blacie stołu. Pewnego razu pozostawił tam rozpoczęty wyjątkowo trudny rachunek, a następnego dnia ze zdumieniem stwierdził, że jakiś matematyk dokończył pracę i dopisał poprawne rozwiązanie. "Proszę szklankę wody zawołał do kelnera - i nowy stół."

W 1913 roku Max von Laue, Walther Friedrich i Paul Knipping wykonywali w instytucie Sommerfelda słynny eksperyment, w którym zaobserwowali dyfrakcję promieni rentgenowskich, udowadniając, że są one falami elektromagnetycznymi. Wtedy aparatura rentgenowska była jeszcze dość prymitywna. Jako źródło wysokiego napięcia służył induktor, który mógł działać tylko kilka sekund. Knipping skonstruował specjalny mechanizm zegarowy, który po paru sekundach ponownie włączał induktor. Okazało się wtedy, że drgania przerywacza przenosiły się do sieci elektrycznej zasilającej lampy łukowe, oświetlające przylegającą do instytutu Amalienstrasse i powodowały tam co kilka sekund głośne trzaski i szmery. Kiedy pewnego wieczora zaintrygowany przechodzień poprosił o wyjaśnienie wychodzącego właśnie z gmachu fizyka, ten, rozbawiony, położył palec na ustach i rzekł: "Pst, Profesor Sommerfeld chrapie".