Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
SYGNAŁY - ODYSEJA MARSJAŃSKA 2001
Wiedza i Życie nr 6/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/2001

Na początku kwietnia wystartowała kolejna amerykańska sonda przeznaczona do badań Marsa.

Po niepowodzeniach misji Mars Climate Orbiter (sonda uległa zniszczeniu w atmosferze Czerwonej Planety) i Mars Polar Lander (sonda najprawdopodobniej rozbiła się przy lądowaniu) kolejną amerykańską wyprawę na Marsa przygotowano niezwykle starannie. Mars Odyssey Orbiter, bo taką nazwę otrzymał próbnik lecący w tej chwili na Marsa, został dokładnie sprawdzony, a w jego wyposażeniu i oprogramowaniu wprowadzono wiele zmian mających zapobiec przykrym niespodziankom. Czy owe zmiany i zabezpieczenia będą wystarczające, przekonamy się w końcu października, gdy Odyssey rozpocznie skomplikowany manewr wchodzenia na orbitę wokół Marsa. Po zbliżeniu się do planety próbnik uruchomi silnik hamujący i osiągnie silnie wydłużoną orbitę przejściową. Jej najniższy punkt musi znaleźć się na takiej wysokości nad powierzchnią planety, by opór atmosfery umożliwił dalsze, bardzo łagodne hamowanie. Po jedenastu tygodniach Odyssey powinien osiągnąć stacjonarną orbitę roboczą z okresem obiegu wokół Marsa równym dwu ziemskim godzinom. Bezpośrednie wejście na orbitę roboczą jest także możliwe, wymaga jednak zużycia znacznie większych ilości paliwa, co wydatnie zwiększyłoby koszt misji.

Celem wyprawy Odyssey jest identyfikacja i zbadanie rozkładu minerałów na powierzchni Marsa, a w szczególności ustalenie, czy znajdują (lub znajdowały) się na niej zbiorniki wodne. Próbnik będzie ją w tym celu fotografował w świetle widzialnym i w podczerwieni, a także "spenetruje" wierzchnią, kilkucentymetrową warstwę marsjańskiego gruntu. Nie należy tego oczywiście rozumieć dosłownie: wszystko odbędzie się zdalnie, za pomocą przyrządów rejestrujących cząstki elementarne emitowane przez minerały pod wpływem wiatru słonecznego i promieni kosmicznych. Podobną techniką posługiwały się już z powodzeniem sondy Lunar Prospector (wykryła wodę na Księżycu) i NEAR-Shoemaker (zbadała planetoidę Eros). Na pokładzie Odyssey znajduje się ponadto miernik natężenia promieniowania korpuskularnego, który ma określić, jakiej dawki tego promieniowania mogą się spodziewać astronauci podczas lotu na Marsa i pobytu na jego powierzchni.

Badania zaplanowano na prawie trzy lata, w ciągu których do Marsa powinny dotrzeć następne sondy. Odyssey będzie im służył jako stacja przekaźnikowa. Pamiętając, że z dotychczasowych misji marsjańskich tylko co trzecia zakończyła się pełnym powodzeniem, życzmy mu, by przełamał pechową passę. Może uda mu się potwierdzić hipotezę o "wilgotnej przeszłości" Czerwonej Planety?