Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA GĄSIOREK
WIELKI PRZYJACIEL?
Wiedza i Życie nr 6/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/2001

Polacy podzielili się na tych, którzy podglądają "Wielkiego Brata", i tych, którzy twierdzą, że w godzinach emisji wyłączają telewizor, czując obrzydzenie. Jeszcze żaden program telewizyjny nie budził tylu emocji. Na czym polega jego niezwykłość?

Po raz pierwszy "Big Brother" ("Wielki Brat") pojawił się we wrześniu 1999 roku w telewizji holenderskiej. Właścicielem pomysłu jest firma Endemol Neovision, kapitałowo powiązana z ITI Holdings - współwłaścicielem TVN. Umowa między tą firmą a telewizją TVN na produkcję polskiej wersji "Big Brothera" została podpisana w lipcu zeszłego roku w Amsterdamie. Na casting zgłosiło się ponad 10 tys. osób, z których wybrano dwunastu uczestników programu. W TVN "Big Brothera" poprzedził "Agent" - pierwszy polski program typu reality show. Niemal równocześnie z "Wielkim Bratem" wystartował w Polsacie, Polsacie 2 i TV4 podobny program, zatytułowany "Dwa światy".

W wielu krajach reality shows ogląda ponad połowa telewizyjnej widowni. Programy "Big Brother", jak każda nowość, także w naszym kraju ściągnęły przed ekrany miliony widzów. Według marcowych badań OBOP1, w pierwszym tygodniu emisji to, co działo się w Domu Wielkiego Brata, codziennie oglądało blisko 4 mln Polaków.

Uczestnicy a widzowie

Od samego początku program wzbudzał emocje, dyskutowano o nim w prasie, radiu i telewizji. Głos zabierali psycholodzy, socjolodzy, etycy, ale rozmowy toczyły się także na spotkaniach rodzinnych, towarzyskich i wśród uczniów w szkołach. O "Big Brotherze" powstają pierwsze prace naukowe, a środowiska uczonych zastanawiają się nad jego wpływem zarówno na uczestników show, jak i na społeczeństwo.

Telewidzowie pozytywnie nastawieni do tego programu starają się naśladować bohaterów "Wielkiego Brata", "uczą się" od nich, jak przetrwać ciężkie chwile i jak wybrnąć z kłopotliwych sytuacji. Prawie co trzeci ankietowany przez OBOP dostrzegł wśród uczestników jedną lub nawet kilka osób podobnych do siebie. Wśród 491 respondentów, którzy oglądali przynajmniej jeden odcinek programu, połowa przyznaje się, że dobrze się bawi (47% deklaruje coś przeciwnego), a 56% - że uczestnicy wykonują ciekawe i różnorodne zadania. Program odpowiada zwłaszcza młodym widzom; warto też zaznaczyć, że im niższe wykształcenie mają badani, tym częściej uważają, iż "Big Brother" jest interesujący. Telewidzowie, u których program budzi niesmak i zażenowanie (27% respondentów OBOP), są zdania, że jest on nudny. Taką opinię mają przede wszystkim osoby starsze, a także lepiej wykształcone.

Wielu komentatorów nie kryje swego oburzenia, traktując podglądanie ludzi zamkniętych na parę miesięcy we wspólnym domu jako coś całkowicie irracjonalnego i niewytłumaczalnego w swej brzydocie. Obwinia się współczesne media o ogłupianie społeczeństwa i manipulowanie naszymi potrzebami.

Dom Wielkiego Brata znajduje się w Sękocinie, niedaleko Warszawy, na dużej działce ogrodzonej wysokim murem i odizolowanej od reszty świata. Już trzeci miesiąc w domu naszpikowanym 27 kamerami i 54 mikrofonami mieszkają uczestnicy gry. Kamery rejestrują wszystko, co dzieje się wewnątrz domu i na podwórku, widz natomiast może zobaczyć poddane obróbce, zmontowane fragmenty z życia bohaterów.

Między mieszkańcami - których na początku programu było dwunastu - zawiązują się przyjaźnie, jak między Sebastianem, Piotrem i Klaudiuszem. Czasem sobie dokuczają albo mówią coś miłego, próbują kogoś "skrzywdzić" (np. Grzesiek, nie odwzajemniając uczuć Manueli) albo pokochać (jak Karolina Grześka). Ciągle trwa między nimi rywalizacja, zgodnie bowiem z regułami gry najpierw co dwa tygodnie, poźniej co tydzień jeden z uczestników jest "eksmitowany" przez współlokatorów i telewidzów. Uczestnicy typują osoby ich zdaniem najbardziej nie pasujące do reszty zespołu - np. pierwsza Dom opuściła Anna za "normalność", "wiek" (jest po trzydziestce) i zbytnie zamiłowanie do porządku lub im zagrażające, czyli mające największą szansę na zdobycie głównej nagrody. Później widzowie telefonicznie głosują, kto ze wskazanych do opuszczenia Domu ma ostatecznie odpaść z gry. Osoba, która zostanie jako ostatnia w Domu Wielkiego Brata, wygrywa w czerwcu 500 tys. złotych. We wspomnianym sondażu połowa badanych przez OBOP jest zdania, że uczestnicy "Wielkiego Brata" zdecydowali się pokazywać w telewizji właśnie dla nagrody.

Motywacja uczestników programu

Bohaterowie "Wielkiego Brata" spodziewają się, że udział w programie w znaczący sposób wpłynie na ich życie - oczekują błyskotliwej kariery (w mediach, show-biznesie) i na pewno wielkiej popularności. Przykładem przecież mogą być losy uczestników niedawno emitowanego "Agenta": Livia i Remek wystąpili w reklamie, Jakub prowadzi program "Supergliny" w TVN. Monika już podczas eliminacji do programu "Big Brother" oznajmiła, że chciałaby być sławna jak Madonna, zrobić karierę muzyczną, a kiedy została z Domu "eksmitowana", oświadczyła, iż zainteresowana jest sesją zdjęciową dla "męskich" magazynów - Playboya, CKM i Maxima.

Jednak "podglądactwo" nie jest czymś nowym. Świadectwem tego jest popularność plotek i literatury pamiętnikarskiej, a nawet literatury pięknej, która często przecież "ocierała się" o plotkę. Profesor Bogdan Wojciszke z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie uważa, iż "masowe" podglądactwo i jego pojawienie się właśnie teraz, a nie przed pięćdziesięciu czy pięciuset laty, wynika z trzech rzeczy: "po pierwsze, z uniwersalnej potrzeby psychicznej, potrzeby więzi z innymi i przynależności społecznej. Po drugie, z pewnych szczególnych warunków demograficznych i społecznych, rozpadu wielkiej, kilkupokoleniowej rodziny, dezintegracji społeczności lokalnych oraz częstych zmian miejsca zamieszkania i pracy, co wpływa na tymczasowość wielu relacji społecznych. Po trzecie, wynika też oczywiście z nowych technologii telewizji, szczególnie w połączeniu z Internetem". Można po prostu włączyć telewizor lub podłączyć się do Internetu tam kamery transmitują program na żywo 24 godziny na dobę.

Czyżby więc współczesne podglądanie, dzięki najnowszym technologiom, było pewną formą zaspokojenia potrzeb przynależności do grupy? Między innymi umożliwiałoby, choć już w innej niż przedtem formie, nawiązywanie kontaktów? Zdaniem profesora Wojciszke zmiany społeczne coraz bardziej utrudniają ich utrzymywanie za pomocą starych i dobrze sprawdzonych sposobów, wystarczających naszym dziadkom i bohaterom lektur z młodości.

Wiele razy w prasie i telewizji padało stwierdzenie, iż reality shows i podglądanie bohaterów umożliwi społeczeństwu spojrzenie w głąb siebie. Zadanie byłoby ambitne, ale przeciętny telewidz jest mało wymagający, a telewizja zwłaszcza komercyjna nie jest medium odpowiedzialnym za edukację. Jak twierdzi Andrzej Sołtysik, rzecznik prasowy TVN, jego stacja: "wręcz nie powinna uprawiać działalności edukacyjno-kulturalnej, gdyż jako firma komercyjna weszłaby na prostą drogę do bankructwa".

Zgodnie z założeniem twórców program ten próbuje przedstawić "postaci - naszych sąsiadów", a więc ludzi, których spotykamy w pracy czy na ulicy. Wielu oglądającym "Big Brother" podoba się. Ich zdaniem, telewizja wreszcie przestała pokazywać jedynie gwiazdy Hollywood i można uczestniczyć w życiu osób zwyczajnych, właśnie takich jak ci po drugiej stronie ekranu w "Wielkim Bracie". TVN zastrzega jednak, że intencją tego programu nie było ukazanie naszego społeczeństwa w lustrzanym odbiciu.

Dziś coraz rzadziej wspólnie jemy posiłki przy jednym stole, prawie w ogóle nie rozmawiamy. Trudne sytuacje rozwiązujemy głównie we własnych sumieniach. Badania nad młodzieżą licealną z Warszawy i okolic, przeprowadzone przez dr. Wojciecha Pawlika, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, świadczą o tym, że młodzi ludzie u nikogo nie szukają pomocy czy porady ani u rodziców, ani u księdza, ani u rówieśników, ani nawet u przyjaciela: "właściwie w swych dylematach moralnych są osamotnieni. Być może takie programy jak "Big Brother" są odpowiedzią na to, że po prostu interesuje ich, jak inni sobie radzą z życiem".

Ludzie zamknięci w Domu Wielkiego Brata rozmawiają ze sobą, zwierzają się z problemów, szukają pomocy, bacznie obserwowani przez miliony polskich widzów. Ale trudno też mówić, że panuje tam sielanka. Wśród uczestników toczy się walka o pierwsze miejsce i o duże pieniądze; być może niektórzy z nich stracą swoich partnerów, gdy opuszczą mury Domu. Przykładem szkodliwości tego rodzaju programów jest próba samobójstwa jednego z uczestników szwedzkiego reality show - gdy został wykluczony z gry. Przy okazji warto przypomnieć, jak jeden z uczestników "Agenta" w ramach gry zabił królika - gwarantowało to zdobycie pewnej sumy pieniędzy z części głównej nagrody. Na ekranie nie pokazano "egzekucji", a jedynie reakcję bohatera. Uczestnicy "Agenta", widząc śmierć bezbronnego stworzenia, zachowywali się różnie: jedni przyjęli to szlochem, na innych nie zrobiło to wrażenia.

Człowiek dla pieniędzy jest gotów zrobić wiele. Telewizja dla zysku może przygotować kolejne coraz bardziej szokujące programy, np. relację z egzekucji, doświadczeń wykonywanych na zwierzętach, porodu, śmierci człowieka po długiej chorobie itd., itp. Tego jeszcze u nas przecież nie było...

Jak daleko może posunąć się telewizja? Czym będzie chciała nas zaskoczyć? Polskie Towarzystwo Psychologiczne wydało 26 marca oświadczenie, w którym m.in. czytamy, że wyraża ono: "głębokie zaniepokojenie sposobem prezentacji w środkach masowego przekazu nowego programu rozrywkowego "Big Brother". Potencjalni uczestnicy tego typu programów powinni być poinformowani o możliwych psychologicznych skutkach swojego udziału. Uczestnictwo w takim programie może stanowić zagrożenie dla zdrowia psychicznego osób biorących udział w programie, jak i ich najbliższego społecznego otoczenia, zarówno w perspektywie skutków natychmiastowych, jak i oddalonych w czasie. Przedstawienie ewentualnych skutków wydaje się podstawowym moralnym obowiązkiem twórców programu".

Ocena programu "Big Brother"

Znany z licznych publikacji i wypowiedzi telewizyjnych Jacek Santorski, psycholog społeczny, który pomagał producentowi we wstępnej fazie przygotowania programu, podziela troskę kolegów z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, twierdzi jednak, że polska edycja "Big Brothera" nie stanowi zagrożenia dla zdrowia psychicznego uczestników, gdyż zostali oni wyselekcjonowani spośród licznego grona chętnych tak, aby prawdopodobieństwo uszczerbku na zdrowiu było jak najmniejsze. Wyeliminowano osoby o niedostatecznej odporności psychicznej i emocjonalnej, pozbawione samokrytycyzmu, a te, które przyjęto do gry, powiadomiono o możliwych zagrożeniach emocjonalnych i społecznych. Przygotowywano je zarówno do zmian, które mogą nastąpić w ich życiu po odniesieniu sukcesu, jak i na przyjęcie porażki. Jacek Santorski wskazuje na wielkie zainteresowanie drugim człowiekiem, jakie program budzi wśród widzów, ale przecież "Big Brother" to tylko rozrywka telewizyjna uważa on, że lepiej byłoby, gdybyśmy poświęcili więcej uwagi naszym bliskim. Jednak ta ciekawość drugiego człowieka może w rezultacie okazać się, zdaniem Jacka Santorskiego, najmocniejszą stroną programu, jeżeli jego odbiorcy zostaną zachęceni do refleksji nad sobą. Na czym polega niezwykłość "Big Brothera"?

Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Tak jak nie ma jednego poglądu na jego atrakcyjność czy szkodliwość społeczną. Można zgodzić się z tym, że jest nudny, ale można też wymienić wiele tytułów nudnych telewizyjnych seriali lub filmów, będących niemal instrukcjami, jak oszukać, okraść lub nawet zabić drugiego człowieka.

1 Źródło danych i tabel: "TNS OBOP "Big Brother" reakcje widzów po pierwszym tygodniu nadawania", Warszawa, marzec 2001. Na pytania zawarte w tabelach odpowiedziało 491 osób, które oglądały przynajmniej jeden odcinek programu.

A wtedy nie dojrzą nic złego...

Oświadczenie Rady Etyki Mediów z 6 marca 2001 roku:

Rada Etyki Mediów z niepokojem przyjęła rozpoczęcie w Polsce emisji programów typu "Big Brother". Nazwa ta nieprzypadkowo nawiązuje do Orwellowskiej wizji totalitaryzmu. Przypomnijmy więc czas, kiedy w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej aparat partii komunistycznej PZPR śledził życie poddanych swojej władzy obywateli za pomocą donosicielstwa, rewizji w domu i na ulicy, podsłuchu i kontroli korespondencji tak, że nikt i nic nie było w ochronnej sferze prywatności. Dzisiaj programy tzw. reality shows (m.in. "Big Brother") wciągają do udziału dobrowolnie, kusząc chętnych pieniędzmi i rozgłosem. Przyciągając uwagę zaciekawionej społeczności, wyrabiają one nawyk podglądactwa i osłabiają dopiero co odzyskane poczucie prywatności. Może to doprowadzić do tego, że gdy znów pojawi się zagrożenie totalnej dominacji państwa nad obywatelem, społeczeństwo nie dojrzy nic złego w podobnych działaniach władzy. [...]

Czegoś takiego jeszcze nie było

Przekonuje nas o tym Andrzej Sołtysik, rzecznik prasowy TVN:

"Big Brother" jest jednym z wielu programów telewizyjnych dostępnych o godz. 20:00, a więc Rada Etyki Mediów zapomina o wolności obywateli i możliwości wyboru tym wypadku dokonywanej za pomocą pilota, a np. nie urny z głosem politycznym. "Wielki Brat" jest tylko figurą stylistyczną oczywiście biorącą się z George'a Orwella i jego "Roku 1984", ale nie mającą nic wspólnego z totalitaryzmem. Nasi bohaterowie pokazali, że inaczej niż na Zachodzie traktują "Wielkiego Brata" rozmawiają z nim, dyskutują, bawią się. Czy to czegoś Rady Etyki Mediów nie uczy, nie mówi o tych ludziach, którzy, jak się wmawia przy różnych okazjach, zostali skuszeni pieniędzmi? Mamy nadzieję, że "Big Brother" będzie największym wydarzeniem w dziejach polskiej telewizji jako nowa jakość. Widzowie to ocenią. W pewnym sensie to przełomowe wydarzenie, czegoś takiego jeszcze nie było. To największa produkcja telewizyjna w Polsce. Sam pomysł jest bardzo pojemny zawiera w sobie mnóstwo innych: zabawy, obserwacji, rozrywki, gry. Jest nowatorski oraz stwarza duże możliwości programowe, a także pozatelewizyjne mam tu na myśli Internet i telefonię komórkową oraz interakcje z telewidzami.

Nie było w tym żadnej sromoty...

W XVI wieku niektóre obrazy z "Big Brothera" nie byłyby niczym szokującym uważa profesor Roch Sulima, antropolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego:

Na programy tego typu warto spojrzeć nie z bliska, ale z daleka, czyli z perspektywy historii europejskich obyczajów. Programy reality shows unaoczniają przemiany obyczaju, dokonujące się za sprawą istnienia telewizji, która stała się medium kuchennym, a telewizor stracił miejsce domowego "ołtarzyka". Zaakceptowaliśmy już dawno informacyjne czy ludyczne funkcje telewizji, natomiast szokuje nas, ujawnione w programach reality shows, jej oddziaływanie na sferę obyczaju, np. to, że kamery mówiąc metaforycznie mogą zajrzeć także "pod kołdrę". Wszędzie jest jednak jakaś "ukryta kamera", nawet w parku krajobrazowym z tzw. dziewiczą przyrodą. Nasza obecność w świecie jest "teleobecnością", gdyż - jak mówią medioznawcy - "to kamera patrzy za nas na świat", a ten zdaje się istnieć przez to, że był lub mógłby być pokazany w telewizji. Nie można więc dziś mówić o "podglądactwie", raczej o "oglądactwie". "Podglądactwo" nie ma sensu w epoce takiej jak nasza, gdzie wszystko jest albo może być "na widoku". Stare pojęcia wstydu, stosowności, dobrego smaku słabną jako społeczne tabu, przestają wyznaczać czytelne konwencje kulturowe, różnicować społeczeństwo. "Resztkami" ich starych znaczeń "gra się" więc w widowiskach typu "Big Brother", gdzie nie czyny czy idee, ale prywatność sypialni lub toalety staje się przedmiotem reżyserowanej penetracji kamer. Reżyserowanej według oczekiwań "społeczeństwa podglądaczy", pobudzającej jednych do irytacji i poczucia niesmaku, a innych do przeżywania sensacji bądź nawet "samooglądactwa", czyli stawiania się w sytuacji bohaterów programu, innymi słowy uczestnictwa w globalnej już wspólnocie "oglądaczy". Telewizja jest przedłużeniem naszych zmysłów i na nasze zmysły oddziałuje. "Big Brother" to taka sytuacja, w której psychologami możemy być wszyscy, nie widząc, że to psychologizowanie naiwne, ale iluż przelotnych satysfakcji wówczas doświadczamy. Jest to jakiś medialny triumf XX wieku jako Wieku Psychologii, w którym tylko sama psychoanaliza "roznegliżowała" nas już dogłębnie.

Poczucie wstydu, jak je jeszcze dziś odbieramy, zaczęło się kształtować w Europie w XVI wieku, a swoje apogeum osiągnęło w XIX wieku. Kłaść się nago spać wśród obcych albo nago udawać się do łaźni było czymś normalnym. Nie mogło więc być przedmiotem "podglądactwa", dziś natomiast stało się atrakcją medialną. Jan Chryzostom Pasek dziwił się przecież (w połowie XVII wieku), że Duńczycy sypiają nago i do tego twierdzą, iż nie ma w tym "żadnej sromoty" i nie można się wstydzić "za swoje członki, które Pan Bóg stworzył". Warto więc spojrzeć na programy typu "Big Brother" jak na świadectwo przemian obyczajów, w których kształtowaniu techniki medialne zdają się mieć decydujące znaczenie.

Zamiast potępiać, spytajmy: dlaczego?

Oto co na temat "Big Brothera" sądzi dr Wojciech Pawlik, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, zajmujący się przemianami moralnymi, obyczajowości i kultury współczesnego społeczeństwa:

Moim zdaniem "Big Brother" to zjawisko medialne i osoby biorące udział w programie mają świadomość praw i reguł, które nim rządzą. Nawet jeśli chwilami wydają się bardzo szczere w swoich wypowiedziach lub postępowaniu, czynią to w pewnych granicach i zgodnie z regułami rządzącymi gatunkiem. Widzowie nie podglądają w tym programie "prawdziwego życia": istotą reality show jest zatarcie granicy między tym, co spontaniczne, autentyczne i improwizowane, a tym co odgrywane na pokaz, kalkulowane i wyznaczone przez reguły wcześniej przygotowanego scenariusza. Niewiele jest osób aż tak naiwnych, by udawanie "prawdziwego życia" brały za samo życie. Nie można takich programów bagatelizować. "Narodowa" dyskusja przypisuje jednak chyba nadmierne znaczenie temu programowi. Ja widzę w nim zjawisko ludyczne, zabawę. Uznałem go za nowy i ciekawy sposób spędzania czasu przed telewizorem. Nie wykluczam, że większa liczba takich programów zmniejszy kiedyś, w przyszłości, ich atrakcyjność. Co więcej, zgorszenie wyrażane publicznie przez część elit uważam za bałamutne i nieszczere. Telewizja "psuje" nam kulturę, ale przecież nie od dziś i nie tylko takimi programami jak "Big Brother". Środowiska naukowe i artystyczne od dawna o tym alarmują i szkoda, że dyskusja wokół tego programu nie stała się zaczątkiem poważnej debaty nad jakością oferty kulturowej polskiej telewizji (zwłaszcza telewizji publicznej). "Big Brother" prawdopodobnie zmieni nasze myślenie o telewizji. Dlatego właśnie uważam, że program ten jest zjawiskiem ważnym, podobnie jak - dla socjologa disco polo. Możemy je lubić lub nie lubić, ale trzeba je badać i opisywać, bo odpowiadają na jakieś potrzeby społeczne i je zaspokajają.

MAGDALENA GĄSIOREK jest studentką dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.