Twoja wyszukiwarka

RAFAŁ RIEDEL
SZUKAM PRACY
Wiedza i Życie nr 6/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/2001

Prawie 3 mln Polaków szuka pracy - to tyle, ile wynosi populacja dorosłych mieszkańców trzech województw. Lada chwila dołączą do nich tegoroczni absolwenci szkół.

Ekonomiści twierdzą, iż stopa bezrobocia na poziomie 4% jest naturalna w krajach, w których gospodarka jest w dobrej kondycji. Wynika z migracji ludności, tymczasowego poszukiwania pracy czy sezonowo zwiększonej liczby absolwentów. Jest jednocześnie mobilizująca dla poszukujących pracy i powoduje "równowagę sił" między nimi i pracodawcami.

W naszym kraju - według danych z marca Departamentu Polityki Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia wynosi 15.6%, czyli bez pracy pozostaje 2835 tys. osób - 1537 tys. kobiet i 1298 tys. mężczyzn. Założenia budżetu do końca 2001 roku przewidują dalszy wzrost liczby poszukujących pracy - o 100 tys. Międzynarodowa Organizacja Pracy zakłada, że pod koniec roku bez pracy w Polsce pozostanie 16.3% ludności czynnej zawodowo.

W takiej sytuacji bardzo ważna wydaje się odpowiedź na pytanie: jak szukać pracy? Właściwie należałoby o tym myśleć nawet jeszcze przed zakończeniem nauki w szkole. Warto spisać wtedy swoje cele: kim chcę być za 5 czy 10 lat? Jakiego rodzaju pracę chcę wykonywać, jak ciężko pracować? Jakie są moje silne strony, a jakie słabe? Każda nieuczciwa odpowiedź będzie w przyszłości owocowała niepowodzeniami i frustracją.

Kiedy trudno podjąć decyzję, najlepiej wybrać wykształcenie ogólne. Zapewnia ono przygotowanie interdyscyplinarne, które nawet w późniejszych latach pozwala zdecydować się na inny kierunek. Wykształcenie humanistyczne, poparte dodatkowo znajomością kilku języków obcych, obsługi komputera i innymi praktycznymi kwalifikacjami, jest dobrym podłożem, na którym można budować swoje życie zawodowe.

Warto pamiętać, że co kilka czy kilkanaście lat zmieniają się wymagania rynku pracy. Dziesięć lat temu ekonomiści przewidywali wzmożony popyt na informatyków, czy jednak ktokolwiek mógł wyobrazić sobie boom, który obecnie obserwujemy? Nawet tak sprawnie funkcjonujące systemy edukacyjne jak niemiecki czy holenderski nie potrafiły odpowiedzieć na to zapotrzebowanie. Nikt w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych tego nie przewidywał, stąd "zawodowe" migracje informatyków w ramach naszego kontynentu i globu. Analitycy rynku pracy przewidują, że w najbliższych latach nie powinni mieć problemu ze znalezieniem pracy specjaliści z branży telekomunikacyjnej, informatycznej, związanej z technologią cyfrową. Generalnie - w ślad za innymi krajami przodującymi w rozwoju gospodarczym będziemy obserwować coraz większą dominację sektora usług i tam też koncentrować się będzie większość nowych możliwości zawodowych.

Czynnikiem charakterystycznym dla współczesnego i przyszłego rynku pracy jest jego zmienność. Statystyki bezrobocia w wielu krajach nawet tych o poziomie kilkakrotnie niższym od polskiego pełne są przykładów takich osób, które jeszcze niedawno miały bezpieczne posady, dobre wynagrodzenie, jednak wskutek likwidowania przerostów zatrudnienia, niewydajności firm nie wytrzymujących konkurencji krajowej i zagranicznej, w brutalny dla nich sposób zostali "zweryfikowani" przez rynek pracy. Rynek ten jest ogromnie elastyczny - Amerykański Departament Pracy opublikował statystyki, według których rozpoczynający właśnie swą pierwszą pracę absolwent najprawdopodobniej 4 razy zmieni profesję, a 15 razy pracodawcę.

Najczęściej pracodawca zatrudnia ludzi do konkretnego zadania, dlatego podczas procedury kwalifikacyjnej należy pokazać się jako ktoś, kto z pewnością potrafi je wykonać, ale jednocześnie jako osoba elastyczna, mająca nawyki uczenia się, aby w przyszłości - jeśli zajdzie taka potrzeba - mogła nawet w tej samej instytucji wykonywać inną pracę. 63% starających się o zatrudnienie w jakiejś firmie twierdzi, iż kierunek wykształcenia nie odgrywa właściwie żadnej roli.

Absolwent studiów humanistycznych dzięki swojemu ogólnemu wykształceniu może bardzo łatwo się przekwalifikowywać, a jak wykazują dane, w krajach wysoko rozwiniętych człowiek ze średnim wykształceniem 5-7 razy w ciągu życia zawodowego zmienia miejsce pracy (najczęściej pociąga to za sobą zmiany kwalifikacji). Również badania naszego rynku dowodzą, że mniej niż 30% absolwentów szkół wyższych podejmuje pracę na stanowiskach zgodnych z kwalifikacjami.

Obserwowana w naszym kraju niestabilność rynku pracy wymusza umiejętność adaptowania się, a nawet gotowość zmiany miejsca zamieszkania. Pracobiorcy - przynajmniej ci myślący o swojej zawodowej przyszłości w kilkuletniej perspektywie - skłonni są podejmować znaczne wysiłki na rzecz zwiększania swoich umiejętności. Wielu zatrudnia się jako wolontariusze, biorąc udział w różnych pracach, nabywając przy okazji doświadczenie, inni gotowi są do długich wyjazdów zagranicznych w celu odbycia praktyki w renomowanej firmie, o czym warto później napisać w życiorysie.

Jednak jak znaleźć tę pierwszą pracę? Przede wszystkim należy przeglądać ogłoszenia w pismach. Na stanowiska kierowników i specjalistów często ogłasza się w gazetach konkursy. Tych, którzy już mają odpowiednie doświadczenie, rekrutuje się z innych przedsiębiorstw. Niektóre wielkie firmy prowadzą nabór wewnątrz własnej instytucji, argumentując to tym, że wybrani pracownicy dali już się poznać i większe jest prawdopodobieństwo ich powodzenia podczas wykonywania nowych zadań.

Spróbujmy kontaktować się z publicznymi i prywatnymi instytucjami zajmującymi się pośrednictwem pracy. Wiele firm, oprócz poszukiwania osób na konkretne stanowiska, prowadzi bazy danych. Pośrednicy są zainteresowani przyjmowaniem nowych zgłoszeń, sami zachęcają do tego poszukujących pracy, a ich systemy informacyjne są tak skonstruowane, że mogą z dużego grona kandydatów wybrać najbardziej odpowiednich.

Warto więc odwiedzić biuro doradztwa personalnego, nawet jeżeli w jego ofercie nie znajduje się aktualnie żadne stanowisko odpowiadające naszym kwalifikacjom. Rozmowa ze specjalistą może pomóc nam odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące umiejętności, które powinniśmy zdobyć, kierunków poszukiwań itd. Co więcej, rozmowa kwalifikacyjna odbyta z konsultantem biura doradztwa personalnego może być dobrym doświadczeniem i jeszcze lepszym treningiem przed prawdziwą rozmową o pracę, na której nam naprawdę zależy. Nawet wiele poradników mówiących o tym, jak szukać pracy, zaleca, aby przed udaniem się na tę najważniejszą rozmowę zaaranżować kilka spotkań z pracodawcami, od których nie planujemy przyjąć oferty zatrudnienia tylko po to, aby poznać atmosferę i trochę przyzwyczaić się do stresu nieodłącznie towarzyszącemu rozmowie kwalifikacyjnej.

Dodatkową, pożądaną cechą - z punktu widzenia osób poszukujących pracy niektórych firm świadczących usługi doradztwa personalnego jest prowadzenie tzw. assessment center, czyli całego systemu działań obejmujących testy psychologiczne, charakterologiczne, ankiety zawodowe, praktyczne sprawdzanie kwalifikacji, kompetencji społecznych (takich jak: komunikatywność, umiejętność pracy w grupie, umiejętność rozwiązywania konfliktów, słuchania, otwarcie na nowe idee, sposób argumentowania własnych opinii), symulacje (np. zespołu roboczego mającego rozwiązać bardzo konkretny - najczęściej prawdziwy problem) itp. - po to, aby jak najbardziej obiektywnie ocenić kandydata. Nawet jeżeli sami nie udamy się do prywatnej firmy świadczącej usługi z tego zakresu, jest prawdopodobne, że i tak trafimy tam, ubiegając się o stanowisko w firmie z zagranicznym kapitałem.

Osoba o cenionych na rynku kwalifikacjach może znajdzie pracę za pośrednictwem tzw. łowców głów (ang. head hunters). Reprezentują oni prywatne biura pośrednictwa pracy, które pojawiły się w Polsce wraz z zagranicznymi pracodawcami. Ich głównym zadaniem jest poszukiwanie personelu na konkretne stanowiska, realizują więc misję kojarzenia osób szukających pracy i pracodawców. Wiele z nich ma swoje przedstawicielstwa w każdym większym mieście w Polsce. Aby do nich dotrzeć, wystarczy przejrzeć prasowe ogłoszenia w sprawie pracy większość powierzchni jest wykupiona właśnie przez nie - lub zajrzeć do Internetu, gdyż zazwyczaj mają też swoje witryny.

Nie należy także omijać państwowych instytucji pośrednictwa pracy - urzędów pracy. Utarło się przekonanie, iż trafiają tam tylko osoby najbardziej zdesperowane lub ubiegające się o zasiłek dla bezrobotnych. Oczywiście wypłacają one te świadczenia osobom, które w ciągu ostatniego półtora roku przepracowały co najmniej jeden pełny rok (na całym etacie lub wszystkie składki z tytułu ubezpieczenia społecznego były odprowadzane od podstawy nie mniejszej niż minimalna płaca). Zasiłek jest wypłacany przez pół roku, chyba że urząd pracy znajduje się na terenie szczególnie zagrożonym bezrobociem - wtedy bezrobotny otrzymuje świadczenie przez rok. Poszukujący pracy może uczestniczyć w warsztatach organizowanych w tych urzędach, podczas których zdobędzie informacje na temat lokalnego rynku pracy i możliwości przez niego oferowanych (informacji o spotkaniach i tematyce warsztatów udzielają pracownicy tych instytucji oczywiście tam, gdzie zdecydowano się na taką formę pomocy bezrobotnym). Wiele urzędów pracy organizuje dodatkowo tzw. kluby pracy, będące formą poradnictwa zawodowego oraz prowadzi bazę danych ofert pracy. Najwięcej jest propozycji wymagających technicznych kwalifikacji.

Można również umieścić swoją ofertę w lokalnych mediach. Na koszt urzędu w rubryce "Szukam pracy" czy w audycjach stacji radiowych mogą być promowane osoby mające poszukiwane przez rynek pracy kwalifikacje - oczywiście z zachowaniem prawa do ochrony danych osobowych.

Urzędy pracy, ale nie tylko one - również wiele firm, banków i innych instytucji - prowadzą specjalne programy praktyk, które spełniają kilka celów: pozwalają firmom znajdować najlepszych, sprawdzać, jak radzą sobie z obowiązkami, odbywającym praktykę umożliwiają jednocześnie poznanie firmy "od środka", specyfiki konkretnego stanowiska pracy, dokładnego zakresu obowiązków i odpowiedzialności. Jest to bardzo dobra forma kontaktu z życiem zawodowym, pozwalająca zachować aktywność, tak ważną przy poszukiwaniu pracy.

Mówiąc o sposobach poszukiwania pracy, nie sposób ominąć nowego medium, które w krajach wysoko rozwiniętych zaczęło odgrywać wiodącą rolę na rynku pracy, zdobywającego również w Polsce coraz większe uznanie. Chodzi o Internet. Pojawiło się już wiele portali tematycznych skierowanych właśnie do pracodawców i pracobiorców. Tzw. serwisy rekrutacyjne umożliwiają nie tylko przeglądanie propozycji pracy, ale oferują dość bogatą informację na temat głównych trendów na rynku pracy, ciekawostek (np. limitów zezwoleń na pracę w poszczególnych krajach), metod przygotowania się do rozmowy kwalifikacyjnej, prawa pracy itp. Bardzo często można też skierować pytania i wątpliwości do eksperta, który odpowie oczywiście drogą internetową. W Internecie funkcjonuje już kilkanaście takich godnych zaufania polskich serwisów, z których najpopularniejsze (i siłą rzeczy mające najwięcej ofert) to: www.jobs.pl, www.cvonline.pl, www.job-net.com.pl, www.jobpilot.pl, www.praca.onet.pl, www.topjobs.pl, www.hrk.pl. Badania wskazują, iż 77% użytkowników tych portali to osoby młode i pod ich kątem właśnie jest kształtowana oferta.

Wśród osób, które poszukują pracy, powszechne jest przeświadczenie, że najpewniejszą drogą do jej znalezienia są znajomości; potwierdzają to badania CBOS. Trudno ocenić, w jakim stopniu jest to wynik sfrustrowania, a w jakim obraz prawdziwej sytuacji na rynku pracy. Prawdopodobnie wraz ze wzrostem wymaganych kwalifikacji na dane stanowisko coraz mniej liczą się znajomości. Ponadto rzadziej to dotyczy sektora prywatnego niż publicznego. Jeżeli bowiem każdy etat wkalkulowany jest w koszty operacyjne przedsiębiorstwa funkcjonującego w konkurencyjnym środowisku wolnego rynku - nikt nie pozwoli sobie na zatrudnianie "znajomych znajomych", gdyż nieuchronnie prowadzi to do obniżenia efektywności, a więc w konsekwencji - rentowności firmy.

Nie jest łatwo, a będzie jeszcze trudniej znaleźć pracę. W najbliższych latach dwa dodatkowe czynniki będą miały istotny wpływ na kształtowanie się stosunków na rynku pracy. Pierwszym będzie wyż demograficzny "wchodzący" właśnie na rynek pracy. Jego szczyt (700 tys. osób) to rocznik 1983. Gdyby gospodarka była nowoczesna, podobnie jak systemy kształcenia, ci młodzi ludzie mogliby być wielkim atutem, jednak w polskich warunkach niewątpliwie przyczynią się do wzrostu stopy bezrobocia. Tym bardziej że na emeryturę odejdzie w ciągu najbliższych 5 lat zaledwie 1600 tys. osób - w tym samym czasie rynek pracy będzie musiał wchłonąć około 3400 tys. młodych ludzi.

Drugi czynnik to przyszłe członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Jak wiadomo, jedną z podstaw wspólnego rynku jest swobodny przepływ kapitału, towarów, usług i osób. Otwarcie się rynku pracy Wspólnoty i Polski mogłoby całkowicie zmienić charakter naszych stosunków pracy. Jednocześnie jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych obszarów negocjacyjnych pomiędzy krajami aspirującymi a członkowskimi. Szczególnie Austria i Niemcy, obawiając się potężnego napływu ekonomicznych emigrantów z Polski, Czech i Węgier, zabiegają o długie okresy ochronne dla ich rynków pracy (najbardziej aktualne stanowisko niemieckiego ministerstwa pracy to 7 lat). Mówi się też o częściowym tylko (np. obejmującym najbardziej zagrożone Niemcy) okresie ochronnym. Takie rozwiązanie zostało przyjęte podczas wchodzenia do UE Hiszpanii i Portugalii.

Rynek pracy jest tak specyficzny, iż wielu ekonomistów spiera się nawet, która strona pracodawca czy pracobiorca jest klientem. Czy absolwent składający ofertę w postaci swoich umiejętności, zaangażowania, energii, potencjału i wreszcie doświadczenia, czy też przedsiębiorstwo oferujące pracę wraz z systemem wynagrodzeń, świadczeń socjalnych itd. Odpowiedź na to pytanie zależy od indywidualnych doświadczeń.

Mgr RAFAŁ RIEDEL jest doktorantem Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.