Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ MIŚ
ZMIERZCH EPOKI GUTENBERGA
Wiedza i Życie nr 6/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/2001

Czy czasy drukowanej książki odchodzą w przeszłość? Według przewidywań założyciela Microsoftu, Billa Gatesa, za ćwierć wieku papier stanie się anachronizmem, a książki będą dostępne jedynie w postaci komputerowego pliku.

Jak wskazują dotychczasowe doświadczenia, prognozy dotyczące rozwoju technologii komputerowych sprawdzały się zazwyczaj dużo wcześniej. Już dzisiaj istnieje wiele wydawnictw, które pozwalają ściągnąć tekst książki bezpośrednio z Internetu na dysk domowego komputera. Stephen King, słynny amerykański autor powieści grozy, zawsze należał do grupy pisarzy odważnie sięgających po nowatorskie formy komunikacji z czytelnikami. Jako jeden z pierwszych pozwolił na wydanie swojej książki zapisanej na taśmie magnetofonowej, pierwszy również postanowił dotrzeć do odbiorców poprzez Internet, publikując w Sieci książkę w wydaniu elektronicznym. Macierzyste wydawnictwo Kinga zgodziło się na ten eksperyment, ponieważ jak mówiło się po cichu opowiadanie było po prostu słabe i nie miałoby szans na ukazanie się w druku. Książka pojawiła się w Internecie, gwar wokół wydarzenia przysporzył jej darmowej reklamy, a 2 mln wielbicieli prozy Kinga odpłatnie ściągnęło z Sieci opowiadanie "Riding the Bullet". Przykład sukcesu? Tylko na pierwszy rzut oka!

Zanim najwięksi entuzjaści e-książek zaczęli nabierać - jak się okazało dość oczywistych - wątpliwości, prekursorzy internetowego rynku wydawniczego doszli do wniosku, że oto przyszedł już czas na rewelacyjne interesy. Zachwyceni liczbą pobrań z Sieci opowiadania Kinga liczyli zyski ze sprzedaży własnych książek, zanim ta na dobre się rozpoczęła. Wkładając grube miliony dolarów w reklamę i oferując e-książki w tej samej cenie co drukowane pozycje, pozostali głusi na pierwsze symptomy kryzysu. Już tydzień po premierze książki Kinga okazało się bowiem, że jej piracka wersja dostępna jest w Sieci bez żadnych kłopotów i, co ważniejsze, za darmo.

Właśnie od idei darmowego, choć oczywiście legalnego dostępu do zasobów światowej literatury zmagazynowanych w postaci cyfrowej zaczęła się historia e-książek. W 1971 roku Amerykanin Michael Heart rozpoczął pracę nad Projektem Gutenberg, stawiając sobie za cel zarchiwizowanie 10 tys. dzieł literackich w postaci elektronicznej. Ze względu na bardzo ograniczoną pamięć ówczesnych komputerów książki zapisywano wyłącznie po angielsku, w tak zwanym kodzie ASCII, który z punktu widzenia wymagań dzisiejszego użytkownika komputera jest zupełnie przestarzały. Uniemożliwia bowiem jakiekolwiek formatowanie tekstu tzn. wstawianie wytłuszczeń, kursywy czy dostosowanie do szerokości strony, nie mówiąc już o dodaniu grafiki, dźwięku czy plików wideo.

Przez ponad 20 lat Projekt Gutenberg pozostawał tak naprawdę tylko naukową ciekawostką. Szansę na oferowanie książek on-line stworzyło dopiero powstanie komputerów osobistych, a przede wszystkim Internetu. Rozwój rynku e-książek okazał się zaś opłacalny wraz z upowszechnieniem dostępu do zasobów Sieci oraz możliwością w miarę bezpiecznego używania w niej kart kredytowych. Pismo Wired, jeden z najbardziej opiniotwórczych tytułów prasy zajmującej się nowoczesnymi technologiami, ogłosiło nawet początek nowej ery, w której tradycyjna, drukowana książka będzie służyć jedynie kolekcjonerom dziwactw. Analitycy z amerykańskiej firmy Andersen Consulting (obecnie Accenture) oszacowali nawet, że już w 2005 roku do elektronicznych książek będzie należało 10% rynku wydawniczego o wartości ponad 2.5 mld dolarów.

W przeświadczeniu o szybko nadchodzącej świetlanej przyszłości rynku e-książek nawet na zeszłorocznych targach książki we Frankfurcie przyznano pierwsze nagrody literackie w dziedzinie publikacji w Internecie. Zwycięzca otrzymał 50 tys. dolarów. Firma Microsoft zaś ogłosiła, że co roku będzie honorowała najlepszego twórcę elektronicznych książek nagrodą w wysokości 100 tys. dolarów.

Po pierwszych huraoptymistycznych opiniach trzeba jednak było zrewidować poglądy. Nawet wspomniane pismo Wired opublikowało artykuł pod jednoznacznym tytułem "Pochmurna pogoda dla e-książek". Dlaczego?

Na zmianę nastrojów wpłynęło kilka czynników. Pierwszy z nich jest trywialny, ale dobrze obrazuje generalną zmianę nastawienia do firm zajmujących się biznesem w Internecie. Po kilku tłustych latach, w których właściciele popularnych witryn internetowych z dnia na dzień stawali się milionerami, a ceny akcji spółek internetowych na amerykańskiej giełdzie sięgnęły nieba, okazało się, że przedsięwzięcia te nie przynoszą spodziewanych zysków - wciąż jest za mało chętnych na wydawanie pieniędzy za pośrednictwem Sieci. Firmy, które jeszcze kilkanaście miesięcy temu inwestowały w rozwój miliony, zaczęły gwałtownie zwalniać pracowników. Sukces wielu tzw. dotcoms był, jak się okazało, zbudowany na wyjątkowo kruchej podstawie.

Następną przyczyną - tym razem dotyczącą już tylko internetowego rynku wydawniczego - było rozminięcie się z oczekiwaniami konsumentów. Czytelnicy przywykli bowiem, że książkę - tę prawdziwą, drukowaną - mogą zabrać ze sobą wszędzie, czytać w każdym miejscu i o każdej porze przy świetle na tyle dobrym, aby wzrok się nie męczył. Niestety w przypadku e-książek spełnienie tych oczekiwań nie jest na razie możliwe.

Co można bowiem zrobić z plikiem ściągniętym z Internetu? Po pierwsze, najłatwiej otworzyć go w specjalnym programie na ekranie monitora własnego komputera. Po długim czasie spędzonym w pracy, która dla wielu osób łączy się z używaniem komputera, kolejne godziny w niewygodnej pozycji nie są specjalną atrakcją. Tym bardziej że nawet najlepszy monitor znacznie bardziej męczy wzrok niż książka.

Metodą, która pozwala na uniezależnienie się od komputera i czytanie e-książki choćby w podróży, jest kupno e-booka, czyli przenośnego minikomputera zaopatrzonego w ekran czuły na dotyk, który imituje prawdziwą książkę. Po przegraniu pliku do jego pamięci mamy natychmiastowy dostęp do całego tekstu i wiele możliwości pracy z nim. Możemy w ciągu kilku sekund wyszukać poszczególne słowa, zdania czy obrazy, robić zakładki i podkreślenia, dowolnie wycinać fragmenty tekstu. W takim urządzeniu zmieści się nawet 40 tys. stron tekstu, czyli niewielka domowa biblioteka.

Jednak takie rozwiązanie ma również wady. Każdy ekran nawet ciekłokrystaliczny męczy wzrok, baterie urządzenia pozwalają jedynie na kilka godzin pracy bez ładowania, a obudowy są tak delikatne, że trzeba uważać, by nic z urządzeniem się nie stało. I to już wystarczyło, aby skutecznie odstraszyć przynajmniej część zainteresowanych. Pozostała jeszcze cena. Najtańszy e-book kosztuje około 1200 złotych, najdroższy nawet 7 tys. Dodając do tego cenę każdej e-książki, nawet dla bogatych Amerykanów jest to bardzo dużo.

To właśnie polityka cenowa wydawnictw internetowych spowodowała korektę wyliczeń rozwoju rynku. Wykazała ona, że w 2005 roku będzie on wart jedynie 250 mln dolarów - prawie 10 razy mniej niż w założeniach firmy Accenture.

Wydawnictwa, kierując się chęcią osiągnięcia maksymalnych zysków i strachem przed wszędobylskimi krakerami (osobami łamiącymi zabezpieczenia komputerowe), ustaliły bowiem cenę książek ściąganych z Internetu na podobnym poziomie co publikacji drukowanych. Nie tylko nie wzięły pod uwagę zastrzeżeń, o których wspominaliśmy powyżej, ale nawet starały się zmusić czytelników do przepłacania. O ile bowiem w cenę zwykłej książki wliczone są koszty: druku, papieru, transportu, strat wynikłych ze zwrotów, o tyle koszty wydawnictw internetowych ograniczają się do kwoty honorarium autorskiego, promocji i dużo mniejszej niż w tradycyjnej firmie liczby etatów. W tej sytuacji tanie e-książki nieznanych pisarzy oraz niższe ceny wznowień nie wpłynęły na zmianę przyzwyczajeń czytelników.

Zresztą same wydawnictwa internetowe - zazwyczaj powiązane kapitałowo z firmami działającymi tradycyjnie - nie były specjalnie zainteresowane obniżaniem cen książek, bojąc się zmniejszenia zysków z ich publikacji. I koło się zamyka. Przynajmniej do czasu, gdy cena papieru nie skoczy w górę z przyczyn ekologicznych lub pojawią się urządzenia, które sprawią, że czytanie e-książek będzie większą przyjemnością.

Drukowana książka stanie się prawdopodobnie anachronizmem, o którym wspominał Bill Gates, jednak jeszcze nie dzisiaj! Na razie w cieniu e-książki prężnie rozwijają się jej "krewne". Większą karierę w nadchodzących latach wróży się np. "książkom na żądanie" (print-on-demand), które w księgarni istnieją tylko w postaci cyfrowej i są drukowane na życzenie czytelnika. Książki takie będą zdecydowanie tańsze od tradycyjnych, ponieważ wydawcy nie będą musieli ponosić kosztów magazynowania i zwrotów.

Inną ciekawostką są elektroniczne podręczniki. Uczniowie za drobną opłatą ściągają z Internetu tekst książki wraz ze zdjęciami, schematami czy filmami, znajdują potrzebny fragment i łączą go z tekstami wykładów, które nawet już na polskich uczelniach bywają przygotowane przez profesorów w postaci pliku. Tak spreparowane fragmenty stają się świetną, łatwo dostępną pomocą naukową.

Przypadek Kinga

Stephen King był nie tylko pierwszym popularnym autorem, który zdecydował się wydać swoją książkę w Internecie, ale też jako pierwszy postanowił wprowadzić nowy sposób handlu e-książkami. W lipcu zeszłego roku zapytał swoich internetowych fanów, czy zgodziliby się płacić co pewien czas dolara za kolejne świeżo napisane rozdziały niedokończonej powieści "The Plant". W ciągu czterech dni 7 tys. internautów odpowiedziało natychmiast: tak. Tylko 400 było przeciwnych. King zagroził jednak fanom, że przestanie pisać dalsze rozdziały, gdy tylko okaże się, iż zbyt dużo osób kradnie opowiadanie, nie wnosząc opłaty. Początek sprzedaży wydawał się gwarantować sukces, jednak już po trzecim odcinku King musiał podnieść cenę rozdziału do 2 dolarów, a po szóstym zawiesił pisanie dalszych części ze względu na masowe piractwo. Według najnowszych informacji z Sieci (www.stephenking.com) wielbiciele talentu Kinga będą musieli czekać na następny rozdział co najmniej do 2002 roku.

E-książka w polskiej Sieci

Aby dotrzeć do internetowej strony oferującej książki w postaci cyfrowej, wystarczy w wyszukiwarce portalu (np. www.onet.pl) wpisać słowo "e-book" lub skorzystać z podanych adresów:

  • www.literatura.net.pl - księgarnia internetowa mająca w ofercie ponad 600 pozycji, dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników (można to zrobić od ręki w Internecie). W ofercie ma około 20 książek dostępnych za darmo, m.in. pozycje Bolesława Prusa, Stefana Żeromskiego, Adama Mickiewicza. Dostęp do pozostałych książek jest płatny. W tym celu należy wykupić jeden z trzech abonamentów (20-40 złotych miesięcznie). Korzystając z najdroższej oferty, można w ciągu miesiąca pobrać jednokrotnie z Internetu teksty nawet wszystkich książek z zasobów księgarni. Książki oferowane są w postaci pliku PDF.
  • monika.univ.gda.pl/~literat - bogaty wybór klasyków polskiej literatury od jej zarania aż do połowy XX wieku, dostępny za darmo dzięki pasji Marka Adamca z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Projekt znajduje się pod patronatem UNESCO. Na stronie można znaleźć również ryciny i pliki dźwiękowe dokumentujące dokonania polskiej kultury.
  • www.literatura.zapis.net.pl - kolejna strona z darmowym dostępem do klasyki literatury polskiej. Jej zawartość mogą uzupełniać sami internauci, o ile oczywiście nie łamią praw autorskich. Jeśli ktoś chce się podzielić z internautami swoją twórczością, może to zrobić, wysyłając tam własny tekst.

Z e-książką do szkoły

Firmy oferujące dostęp do książek edukacyjnych jako jedne z pierwszych wyczuły dobry interes, sprzedając elektroniczne wersje podręczników. Na początku tego roku w Wielkiej Brytanii powstała witryna internetowa www.e-booksforschools.co.uk, która umożliwia uczniom dostęp do 700 e-podręczników. Koszt ściągnięcia z Sieci jednej książki to około 60 złotych, czyli prawie dwa razy mniej niż średnia cena drukowanych publikacji. Przed zamówieniem książki można podobnie jak w zwykłej księgarni zapoznać się z jej streszczeniem oraz przeczytać opinie o wybranym podręczniku specjalistów z danej dziedziny.

W oczach "proroka"

Bill Gates, twórca Microsoftu i jeden z największych autorytetów w dziedzinie informatyki, przewiduje, że już w przyszłym roku sprzedaż książek w wersji elektronicznej przekroczy miliard. W ciągu następnych 5 lat - twierdzi - przestaną nas dziwić elektroniczne wersje gazet, czasopism i magazynów w kioskach, a przed 2010 rokiem duża część autorów przestanie w ogóle korzystać z usług wydawców, oferując książki czytelnikom bezpośrednio w Internecie. Następne lata to, według Gatesa, początek końca tradycyjnych wydawnictw. Około 2012 roku rozpocznie się zażarta walka reklamowa o czytelników, w której ważnymi argumentami na rzecz e-książek będzie ochrona środowiska. Nie minie ćwierć wieku, a drukowana książka stanie się białym krukiem, na którego zakup stać będzie tylko najbogatszych. Przewidywania Gatesa nie dziwią, zważywszy, że jego firma przystąpiła niedawno do boju o ustalenie standardu oprogramowania, które w przyszłości będą wykorzystywane do tworzenia e-książek.

Walka o standard przyszłości

Jednym z większych problemów trapiących rynek e-książek jest brak jednolitego standardu zapisu, który powoduje, że internetowi złodzieje łatwo mogą łamać zabezpieczenia uniemożliwiające wielokrotne kopiowanie tekstu. W tej chwili o technologiczny prymat walczą ze sobą firmy Adobe oraz Microsoft. To do tej pierwszej korporacji należy najpopularniejszy program Acrobat Reader, umożliwiający zapisywanie plików w formacie PDF. Gwarancją sukcesu PDF ma być ponad 120 mln obecnych użytkowników tego darmowego programu. Z bezpłatną aplikacją wystartował również, choć z opóźnieniem, gigant oprogramowania Microsoft, którego program pozwala w łatwy sposób zamieniać tekst komputerowego maszynopisu w elektroniczną książkę. Oba programy starają się zapewnić użytkownikom możliwie największy komfort dla wzroku.

Nie kupuj kota w worku

Internetowe wydawnictwa nie radzą sobie najlepiej, jednak w tym samym czasie sam Internet okazał się doskonałym narzędziem do promocji autorów książek wydawanych tradycyjnymi metodami. Tak stało się choćby z ostatnią powieścią Jerzego Pilcha "Pod mocnym aniołem", której fragmenty można było oficjalnie ściągnąć z Sieci już dwa tygodnie przed pierwszym wydaniem, co zwiększyło zainteresowanie czytelników zakupem książki. Efektu promocji dopełnił "czat" (internetowa pogawędka) z pisarzem oraz możliwość zamówienia książki z autografem.