Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
UCZENI W ANEGDOCIE - DOM Z KOMET
Wiedza i Życie nr 6/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/2001

Edward Emerson Barnard przyszedł na świat w Nashville w stanie Tennessee 10 grudnia 1857 roku. Był wychowywany z bratem przez matkę, ponieważ ojciec zmarł przed jego urodzeniem.

Ta kobieta z charakterem, mimo borykania się ze strasznym ubóstwem, dokładała wszelkich starań, by jej synowie wyrośli na wartościowych ludzi. Uczyła ich w domu i zaszczepiała chęć do poznawania świata. Edwardowi nadała drugie imię Emerson na cześć znanego filozofa amerykańskiego.

Barnard tylko dwa miesiące chodził do szkoły. Zanim ukończył 9 lat, został oddany do pomocy w zakładzie fotograficznym, aby swoimi zarobkami wesprzeć szczupły budżet rodzinny. Spędził tam łącznie 17 lat i poznał wszystkie tajniki wykonywania zdjęć i obróbki klisz, dzięki czemu stał się potem niezrównanym mistrzem fotografii astronomicznej.

Barnard od dzieciństwa był zafascynowany niebem. Kiedy przypadkiem znalazł na ulicy soczewkę okularową, umieścił ją w rurze kartonowej i zrobił prostą lunetę. Od przyjaciela dostał wtedy w prezencie popularną książkę astronomiczną, w której znalazł pierwszą mapę nieba. Wówczas postanowił zostać astronomem. W 1876 roku kupił za 400 dolarów mały teleskop, poświęcając na to dwie trzecie rocznych zarobków. Noce zaczął spędzać na obserwacjach nieba.

Pierwszą swoją kometę odkrył Barnard 12 maja 1881 roku na porannym niebie i obserwował ją jeszcze następnej nocy. Z braku doświadczenia nie zawiadomił nikogo o swym odkryciu. Okazało się, że żaden inny astronom nie zauważył tej komety, a ponieważ sam Barnard też nie mógł jej potem odnaleźć na niebie, odkrycie pozostało niepotwierdzone, kometa zaś nie znalazła się w rejestrze. Wydarzenie to jednak wzbudziło u Barnarda zainteresowanie kometami i odtąd systematycznie przeszukiwał niebo. Nie czekał długo na następną kometę. Odkrył ją już 17 września tegoż roku. Tym razem kometa znalazła się w spisie, a dumny z odkrycia Barnard nieoczekiwanie zarobił pieniądze. Okazało się bowiem, że niejaki pan H. Warner z Rochesteru ustanowił wcześniej nagrodę w wysokości 200 dolarów dla amerykańskiego astronoma, który odkryje nową kometę (komety periodyczne były oczywiście wykluczone). Ta dość znaczna jak na owe czasy suma pozwoliła Barnardowi zapłacić bieżące rachunki za budowany dla swej rodziny mały domek. Cztery dalsze nagrody za następne komety wystarczyły na zakończenie budowy. Barnard wyrażał się żartobliwie, ale i z dumą, że oto cały jego dom został "zbudowany z komet".

Był jednak nadal tylko niewykształconym amatorem. Za radą znanego astronoma Simona Newcomba postanowił jednak douczać się, zwłaszcza matematyki. Doceniając nieprzeciętny talent Barnarda, przyjaciele opłacili mu koszt nauki na uniwersytecie Vanderbilta w Nashville. W 1887 roku Barnard uzyskał tam dyplom z matematyki. Podczas studiów korzystał z teleskopu w uniwersyteckim obserwatorium i wielokrotnie dawał dowody, że dysponuje niezwykle ostrym wzrokiem.

Szczęśliwym trafem zaproponowano Barnardowi pracę w zbudowanym w 1888 roku w Kalifornii wielkim obserwatorium, ufundowanym za 700 tys. dolarów przez amerykańskiego milionera Jamesa Licka. Znalazł się tam największy ówczesny teleskop świata. Dzięki niemu w nocy 9 września 1892 roku Barnard dokonał odkrycia, które rozsławiło go na cały świat. Spostrzegł bardzo blisko Jowisza jego piątego satelitę, któremu nadano potem nazwę Amaltea. Pierwsze cztery księżyce Jowisza odkrył w 1610 roku Galileusz. Odkrycie piątego po blisko 300 latach śledzenia Jowisza odbiło się szerokim echem.

Barnard odkrywał dalsze komety (łącznie odkrył ich szesnaście!), ale zajmował się głównie fotografowaniem Drogi Mlecznej. Za niezrównanej jakości zdjęcia nieba otrzymał w 1897 roku złoty medal londyńskiego Royal Society.

W 1891 roku Barnardowi spłatano figla. Ukazująca się w San Francisco gazeta Examiner zamieściła 8 marca artykuł zawiadamiający o skonstruowaniu przez Barnarda automatycznego "szukacza komet", który sam przeszukiwał całe niebo i uruchamiał dzwonek w jego sypialni, kiedy natrafiał na kometę. Artykuł był bardzo umiejętnie napisany i zawierał wiele, oczywiście zmyślonych, szczegółów technicznych, toteż wszyscy czytelnicy uwierzyli bez zastrzeżeń w niezwykły wynalazek. Trzęsąc się ze złości, Barnard natychmiast napisał sprostowanie do Examinera i innych gazet w San Francisco. Ale żadna nie wydrukowała tego tekstu, sądząc, że tym razem ma do czynienia z kawałem kogoś, kto chce odebrać Barnardowi sławę. Przez następne wiele miesięcy Barnard był zasypywany listami z całego świata zawierającymi prośby o wyjawienie szczegółów niezwykłego wynalazku.

Ponieważ stosunki z dyrektorem Obserwatorium Licka nie układały się dobrze, Barnard przeniósł się w 1895 roku do Obserwatorium Yerkesa w stanie Wisconsin, gdzie inny milioner, Charles Yerkes, sfinansował budowę teleskopu przewyższającego nieco teleskop Licka. Tam Barnard pozostał aż do śmierci w 1923 roku, nie pomijając żadnej okazji do obserwacji ciał niebieskich i zapominając nieraz o bożym świecie. Na przykład pewnego ranka wyszedł z kopuły z krwawiącą raną na twarzy. Okazało się, że pochłonięty obserwacjami nie czuł, iż nos przymarzł mu do lunety.

W maju 1916 roku Barnard odkrył w gwiazdozbiorze Wężownika niepozorną gwiazdę, która charakteryzowała się niezwykle dużym "ruchem własnym", to znaczy zmieniała położenie względem innych gwiazd. Pomiar paralaksy potwierdził, że to szybkie przesuwanie jest wynikiem bardzo małej odległości od Ziemi. Gwiazdę "Strzała" Barnarda, bo taką otrzymała nazwę, dzieli od nas tylko 6 lat świetlnych. Jest to, po układzie a Centauri, nasz najbliższy sąsiad w kosmosie. Tym odkryciem Barnard wystawił sobie wspaniały pomnik na niebie.