Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
ROZMYŚLAJCIE NAD MOWĄ - EKSCELENCJO - KIEROWNIKU - SZEFIE
Wiedza i Życie nr 7/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/2001

Dowartościowywanie kogoś przez formę językową jest zjawiskiem starym jak świat. I choć wyraźna jest dziś tendencja do zaniku uroczystych form zwracania się do innych osób, to przecież ciągle się znajdują w komunikacyjnym obiegu takie chociażby konstrukcje, jak Wasza Świątobliwość (do papieża), Eminencjo (do kardynała), Ekscelencjo (do biskupa, do dyplomaty) czy Magnificencjo (do rektora), na kopertach zaś jeszcze się widzi Wielmożnego bądź nawet Jaśnie Wielmożnego Pana oraz Wielebnego (Przewielebnego) Księdza, a początkiem listów pozostaje formuła Szanowny (Wielce Szanowny) Panie.

A skoro już o kopertach mowa, dodajmy, że starsi rodacy, kiedy nie korzystają z usług poczty, lecz taką czy inną wiadomość zostawiają dla kogoś np. na portierni, potrafią pod imieniem i nazwiskiem adresata dopisać "ł. o. r.". Dla większości Polaków jest to już szyfr nie do rozwiązania, kryje zaś on w sobie bardzo uniżenie brzmiący zwrot "łaskawie odebrać raczy".

Na drukach urzędowych natomiast widzi się często skrót P. T. (pleno titulo "pełnym tytułem") - też coraz bardziej tajemniczy dla społeczeństwa w większości, niestety, nieznającego już łaciny. W ostatnich latach obserwuję upraszczanie formuł grzecznościowych. Oto np. studenci coraz częściej zwracają się do swych profesorów nie za pomocą tradycyjnego połączenia panie profesorze, ale za pomocą krótszego profesorze (na pewno nie powiedzą magistrze, lecz zawsze panie magistrze, uznają zatem, że profesor jest już tak wielką godnością, że nie potrzebuje podpórkowego panie). Nie wyczuwają, że jest to jednak w wypadku dużej różnicy wieku zachowanie stylistycznie naganne - tak jak pewien bardzo znany Polak nie może się oduczyć bardzo prostackiego panie przy zwracaniu się do kogoś (oczywiście, powinien się posłużyć neutralnym stylistycznie zwrotem proszę pana).

Różnice socjalne i regionalne są do dziś źródłem rozmaitych zachowań językowych związanych z formułami grzecznościowymi. I tak np. środowiska wiejskie i robotnicze ciągle preferują model pani, panie plus nazwisko (pani Wiśniewska, panie Kowalski, panie Nowak), inteligenckie natomiast - pani, panie plus imię (pani Tereso, panie Janie, panie Marcinie). Formuły z nazwiskiem częstsze są też na ziemiach pozostających w przeszłości pod silniejszym wpływem obyczajowości niemieckiej, a więc na Śląsku, na Pomorzu, w Wielkopolsce.

W środowiskach ludzi prostych, często - marginesu społecznego, dwoma najbardziej dowartościowującymi określeniami są od lat słowa kierownik i szef (ciekawe, że nie dyrektor!). Oczywiście, są one nieraz używane z intencją odległą od szacunku do adresata ("szefie, dwie setki" - do barmana, "kierowniku, rachunek" - do kelnera). Ale na ogół są one wypowiadane z wyraźną chęcią przypodobania się rozmówcy (przed paroma dniami czekałem na rodzinę na dużym parkingu; w pewnym momencie podszedł do samochodu człowiek i zapytał niezwykle uprzejmie: "Czy kupnem butów szef zainteresowany?"; zaproszeniem "niech sobie szef sam wybierze"- raczy mnie też miła ekspedientka z kiosku z pieczywem).

Ciekawa bywa także ewolucja stylistyczna poszczególnych formuł grzecznościowych. Kiedy dziś usłyszę np. wysiadasz pan? czy słuchaj pan!, odbieram takie konstrukcje jako znak czyjegoś nieobycia towarzyskiego bądź nawet językowej agresji. Jeszcze 100-150 lat temu tak się mówiło w arystokratycznych salonach, o czym można się przekonać, czytając chociażby "Lalkę" Bolesława Prusa: "Mylisz się pan, jeżeli sądzisz, żeś mnie już poznał. A teraz pocałuj mnie pan w rękę; jesteś pan rzeczywiście interesujący" - zwraca się do Wokulskiego pani Wąsowska.

A i jeszcze w jednym z ostatnich fragmentów "Miasta niepokonanego" Kazimierza Brandysa z roku 1946 z inteligenckich ust wychodzi pytanie: "Może umiesz pan po angielsku?".