Twoja wyszukiwarka

MARTA BADUREK
NA KOŃCU ŚWIATA
Wiedza i Życie nr 8/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/2001

Patagonia - jałowe pustkowie ciągnące się od Rio Negro po Ziemię Ognistą. Kto raz przemierzał bezkresne pampy, nieprędko uwolni się spod ich uroku.

Rozległa, licząca ponad 650 tys. km2 powierzchnia Patagonii opada tarasami od podnóża Andów do Oceanu Atlantyckiego. Z zachodu na wschód przecinają ją głębokie doliny nielicznych rzek (Rio Negro, Rio Chubut i Rio Deseado). Klimat jest tu dosyć surowy i chłodny, a opady niewielkie: od około 100 do maksymalnie 350 mm rocznie (w Polsce średnia opadów to 600 mm). Centralne rejony są wyraźnie suchsze i prawie zupełnie pozbawione roślinności. Mało jest tu osad i estancji (dużych farm), nie ma asfaltowych dróg, a nieliczne szutrowe są w fatalnym stanie. U podnóża Andów, gdzie pada nieco więcej deszczu, oraz u wybrzeży Atlantyku, gdzie jest wilgotniej dzięki wpływowi morskiego powietrza, krajobraz nie jest tak surowy i pojawia się trochę więcej roślin.

Drzewa w Patagonii można spotkać jedynie tam, gdzie mieszkają ludzie. Charakterystyczne są zwarte szpalery topól włoskich, sadzone wokół domostw dla ochrony przed wiatrem. Wszystkie drzewa muszą być tu regularnie podlewane, bez tego szybko usychają, dlatego naturalnie nie występują one na Wyżynie Patagońskiej. Przyczyną, poza niedostatkiem wody, są niezwykle silne wiatry, które wieją tu z zachodu niemal przez cały rok. W porywach osiągają one prędkość nawet do 200 km/h. Mieszkańcy tej krainy twierdzą, że kto nie zna wiatru Patagonii, ten nie wie, co to wiatr. Czasem jest on tak silny, że z trudem chodzi się po ulicach i ciężko jest prowadzić samochód szarpany silnymi porywami.

Niegdyś, około 150 mln lat temu, klimat Patagonii był inny znacznie cieplejszy i dużo wilgotniejszy. Porastały ją wtedy bujne i pełne życia lasy. Wraz z powstaniem Andów klimat gwałtownie się zmienił. Doprowadziło to do wyginięcia lasów, których miejsce zajęły występujące do dziś ogromne obszary porośnięte głównie przez trawy i krzewy. Wysokie góry zatrzymują większość opadów na zachodnich stokach, powodując duży deficyt wilgoci po stronie wschodniej.

Bogactwo ropy - klęska środowiska

Surowy, suchy klimat, huraganowe wiatry oraz nieurodzajność gleb spowodowały, że odkryta w 1520 roku przez Magellana Patagonia długo nie była kolonizowana przez Europejczyków. Pierwsze trwałe osady założono dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Ich mieszkańcy zajmowali się głównie hodowlą owiec, które jako jedyne znosiły tutejsze trudne warunki. Hodowla owiec jest do dzisiaj jedną z głównych gałęzi gospodarki tych nadal słabo zaludnionych rejonów.

Dopiero w 1907 roku, gdy w rejonie dzisiejszego miasta Comodoro Rivadavia, leżącego 1800 km od Buenos Aires, odkryto wielce obiecujące złoża ropy naftowej, tereny te znalazły się w centrum zainteresowania osadników. Natychmiast pojawiły się tu liczne szyby naftowe, maszyny i wzniesiono liczne budynki. Ropa naftowa do dzisiaj jest głównym surowcem mineralnym wydobywanym w Patagonii. Jednak nastawione na szybki zysk wydobycie stanowi poważne zagrożenie dla środowiska naturalnego. Niwelacja terenu pod nowe platformy wiertnicze powoduje całkowite zniszczenie roślinności. W panujących tu warunkach zieleń chroniąca wzgórza przed erozją odradza się niezwykle powoli.

Miejsca, w których nie ma zieleni, potrafią zamienić się w głębokie rowy wymyte przez deszcze, te zaś - choć rzadkie - są zazwyczaj dość gwałtowne. Innym problemem jest wpompowywanie słonej, morskiej wody na miejsce ropy do częściowo wyeksploatowanych już złóż, co ułatwia wydobycie i zmniejsza koszty. Jest jednak zgubne dla środowiska, powoduje bowiem silne zasolenie gleb oraz zanieczyszcza i tak niewielkie zasoby słodkich wód gruntowych.

Na szczęście człowiek nie zdołał jeszcze wytrzebić wielu gatunków dzikich zwierząt występujących w Patagonii. Przeważnie są one mało płochliwe i łatwo dają się obserwować i fotografować. Prawie na całym obszarze pampy patagońskiej można spotkać pancerniki, strusie i guanako (Lama guanicoe).

Guanako jest jednym z występujących w Ameryce Południowej krewniaków wielbłąda. Mierzą one od 90 do 130 cm w kłębie i ważą około 70 kg. Poruszają się zwinnie wśród kolczastych zarośli, których liście stanowią główny składnik ich diety. Żyją w stadach złożonych z kilku do kilkunastu samic z młodymi. Przewodniczy im jeden samiec, pilnujący bezpieczeństwa haremu, który czujnie obserwuje okolicę. W razie potrzeby daje on sygnał do ucieczki. Są to zwierzęta terytorialne. Zasięg swojego rewiru oznaczają odchodami. Te mało płochliwe stworzenia zostały prawie wytępione na początku naszego wieku, jednak dziś dzięki objęciu ochroną jest ich coraz więcej.

Niewątpliwie najszybszymi zwierzętami Patagonii są strusie nandu (Pterocnemia pennata). Zagrożone uciekają z prędkością nawet 50 km/h. To chyba najbardziej płochliwe ze wszystkich zwierząt zamieszkujących Patagonię. Podejście do nich bliżej niż na 100 m jest nie lada sztuką w tym prawie odkrytym terenie. Gdy tylko zobaczą człowieka, natychmiast rzucają się do ucieczki. Ich gniazdami, w których znajduje się od 20 do 30 jaj składanych przez kilka samic, opiekują się wyłącznie samce. One też zajmują się pisklętami i dbają o ich bezpieczeństwo. Przysmakami nandu są delikatne części roślin, owady i małe kręgowce.

Wody u wybrzeży niegościnnej Patagonii tętnią życiem. Prócz wielu gatunków ryb można spotkać pingwiny magellana, lwy i słonie morskie, delfiny i orki. Wieloryby zaś przypływają w te okolice, aby odbyć gody i w płytkich zatokach urodzić młode.

Karol Darwin, który w młodości opłynął całą Ziemię, przyznawał, że ta monotonna, niedostępna i dzika kraina wywarła na nim największe wrażenie.

Mgr MARTA BADUREK jest pracownikiem Ogrodu Botanicznego PAN w Warszawie.