Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
UCZENI W ANEGDOCIE - SAMOTNIK Z NEW HAVEN
Wiedza i Życie nr 8/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/2001

Każdy fizyk i chemik dobrze wie, jak wiele do nauki wniósł Josiah Willard Gibbs, ale poza tymi kręgami naukowców jest to postać zupełnie nieznana. Był to jednak uczony bardzo wybitny, według niektórych opinii największy fizyk teoretyk urodzony na ziemi amerykańskiej. Jego kariera przebiegała dość niezwykle.

Gibbs urodził się w 1839 roku w New Haven. Ród Gibbsów był - jak na Stany Zjednoczone - bardzo stary, gdyż sięgał pierwszej połowy XVII wieku, kiedy to do Bostonu przybyli z Anglii pierwsi jego przedstawiciele. Przez wszystkie pokolenia Gibbsowie wyróżniali się zdolnościami intelektualnymi, mieli wyższe wykształcenie - przeważnie z Harvard College lub Yale College - a niektórzy z nich zrobili akademicką karierę. Ojciec naszego bohatera, Josiah Willard Gibbs senior, był kaznodzieją i profesorem literatury religijnej na wydziale teologicznym Yale College w New Haven, który sam w 1822 roku zorganizował.

Josiah Willard junior po ukończeniu szkoły podstawowej i średniej wstąpił w 1854 roku do Yale College (ta jedna z najbardziej prestiżowych uczelni Stanów Zjednoczonych dopiero w 1887 roku przyjęła nazwę uniwersytetu). Studiował łacinę i matematykę, a po czterech latach uzyskał dyplom z najwyższymi wyróżnieniami. Postanowił się kształcić dalej i rozpoczął studia inżynierskie w Yale. Był pierwszym studentem, który uzyskał, w 1863 roku, doktorat na dopiero co zorganizowanym wydziale inżynierii. Gibbs został jednocześnie pierwszym doktorem inżynierii w Stanach Zjednoczonych. Jego rozprawa doktorska nosiła tytuł "O kształcie zębów w przekładniach zębatych" i była w zasadzie rozprawą z geometrii stosowanej. Trzeba pamiętać, że poziom nauki i inżynierii na uczelniach amerykańskich nie był wówczas wysoki.

Świeżo upieczony doktor inżynierii został zatrudniony w Yale College jako wykładowca... łaciny! Rozwijał jednak zainteresowania techniczne i w 1865 roku zgłosił patent na ulepszony hamulec wagonów kolejowych.

Tymczasem zmarli rodzice Gibbsa. Po śmierci ojca na 22-letniego młodzieńca spadł obowiązek opieki nad trzema siostrami. Na szczęście ojciec pozostawił w spadku dość znaczną sumę pieniędzy. W sierpniu 1866 roku Gibbs z siostrami Anną i Julią (trzecia siostra już zmarła) wyjechał do Europy.

Trzyletni pobyt we Francji i Niemczech postanowił poświęcić na zgłębianie matematyki i fizyki. W Paryżu spędzał 16 godzin tygodniowo słuchając wykładów na Sorbonie i w Collége de France (m.in. sławnych matematyków Jeana Gastona Darboux i Josepha Liouville'a). Potem w Berlinie jego profesorami byli matematycy Leopold Kronecker i Karl Theodor Weierstrass oraz fizycy August Kundt, Heinrich Magnus i Georg Quincke, a w Heidelbergu miał okazję czerpać wiedzę od Roberta Bunsena, Gustava Kirchhoffa i Hermanna Helmholtza. Mając takich mistrzów i poświęcając bardzo wiele czasu na lekturę, mógł Gibbs stać się prawdziwym specjalistą w najbardziej aktualnych zagadnieniach matematyki i fizyki. Przyjechał do Europy jako słabo wykształcony inżynier, a wrócił do New Haven jako ekspert w fizyce matematycznej.

W 1871 roku Gibbs został oficjalnie zatrudniony na stanowisku profesora fizyki matematycznej w Yale College. Przyjęcie go na to stanowisko było chyba wynikiem mocnej wiary rektora uczelni w możliwości młodego człowieka, ponieważ nie mógł się on na razie pochwalić żadnym opublikowanym artykułem naukowym. Kontrakt nie przewidywał jednak żadnego wynagrodzenia dla nowego profesora. Gibbs przystał na to i przez 9 lat pracował za darmo. Dopiero oferta dobrze płatnej posady z uniwersytetu Johna Hopkinsa, którą poważnie rozważał, skłoniła władze uczelni do ustalenia dlań pensji, by pozostał profesorem w New Haven.

Gibbs był bardzo skromny, nie szukał rozgłosu i swe ważne, ale trudne prace teoretyczne na temat termodynamiki i równowagi układów wielofazowych publikował w czasopismach amerykańskich, słabo znanych w Europie. Amerykańskie środowisko nie mogło właściwie ocenić wartości osiągnięć Gibbsa, toteż przez wiele lat pozostawał w Stanach Zjednoczonych bardzo mało znany. Dopiero po upowszechnieniu w 1892 roku niemieckiego przekładu prac Gibbsa, dokonanego przez Wilhelma Ostwalda, nazwisko uczonego z Yale stało się znane w Europie, której uczeni wówczas przodowali w świecie. Z Europy sława Gibbsa zaczęła przenikać do jego rodzinnego kraju, ale zdarzały się zabawne pomyłki, ponieważ w Stanach Zjednoczonych wówczas działał także chemik Oliver Wolcott Gibbs (nie spokrewniony z naszym bohaterem) i przez jakiś czas niektórzy nie potrafili odróżnić tych dwóch uczonych.

Gibbs był samotnikiem, oddanym bez reszty pracy naukowej. Prowadził badania samotnie, ale korespondował z innymi uczonymi. Nigdy się nie ożenił i do końca życia mieszkał w rodzinnym domu z siostrą Anną, także niezamężną, oraz Julią i jej rodziną. Dzieci Julii bardzo lubił i chętnie uczestniczył w zabawach z nimi i piknikach, co było chyba jego jedyną rozrywką. Lubił też spacery i czasem jeździł konno.

Wykłady Gibbsa były trudne, ale studenci szanowali swego profesora za cierpliwość i lubili mimo jego dziwactw. Kolega uniwersytecki Gibbsa, profesor anglistyki Henry Beers, wspominał, że kiedy pewnego dnia przechodził korytarzem, usłyszał z jednej z sal wykładowych dziwne odgłosy, przypominające łkanie. Zaintrygowany otworzył drzwi i zobaczył trzy osoby: siedzących w ławkach dwóch studentów, którzy pilnie notowali w swych zeszytach, oraz Gibbsa, który łkając, zapełniał tablicę drobnymi symbolami matematycznymi. To wrażenie płaczu mogło być spowodowane tym, że Gibbs miał z natury piskliwy, cienki głos, a tego dnia dodatkowo był przeziębiony.

Gibbs prawie nie opuszczał New Haven i w ogóle nie oddalał się zbytnio od domu, w którym mieszkał, ponieważ do swego uniwersyteckiego pokoju miał tylko paręset metrów. A kiedy w 1903 zmarł, został pochowany na cmentarzu położonym też bardzo blisko domu.