Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ MIŚ
BLAGIER CZY GENIUSZ
Wiedza i Życie nr 9/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/2001

Czy naukowiec może dorównać sławą gwieździe koszykówki? Nie tylko może, ale powinien -uważa Dean Kamen, amerykański konstruktor, twórca Gingera, najbardziej tajemniczego wynalazku.

Co może zmienić nasz świat bardziej niż Internet? Tajemniczy Ginger, zwany również IT (coś). Gdy to "coś" się pojawi, zrewolucjonizuje transport i odmieni architekturę. A cóż to jest owo "coś"? Tego nie wie nikt, poza garstką wybrańców zobowiązanych jeszcze przez rok do zachowania tajemnicy. Na razie "coś" czego nie ma i co jest, nie wiadomo czym... już na siebie zarabia! Wydawnictwo Harvard Business School Press wykupiło za 250 tys. dolarów prawa do wydania książki opisującej historię jego powstania.

Czy cała gingeromania to tylko medialny "pic na wodę", pusty, choć efektowny trik reklamowy? Można by tak podejrzewać, gdyby nie osoba Deana Kamena, genialnego i ekscentrycznego wynalazcy, naukowca-samouka, właściciela ponad stu patentów. Jest on żywym dowodem na to, że kariera naukowa może być równie pociągająca jak życie Michaela Jordana.

Twórca tajemniczego Gingera w Polsce znany jest od niedawna. Nasze media w ślad za zachodnimi przedstawiają go niemal jak maga zbliżającego się do rozwikłania zagadki "kamienia filozoficznego". Nic w tym dziwnego, skoro dopuszczeni do sekretu Gingera wizjonerzy nowoczesnych technologii z Billem Gatesem - szefem Microsoftu, Jeffem Bezosem - założycielem księgarni internetowej Amazon, i Stevem Jobsem - twórcą firmy Apple na czele, po pierwszych oględzinach uznali wynalazek za genialny. Zgodnie stwierdzili, że jego twórca już za kilka lat stanie się najbogatszym człowiekiem na świecie. Swoją opinię potwierdzili zresztą, inwestując w prace nad wynalazkiem grube miliony dolarów.

Wydaje się jednak, że dla samego Kamena pieniądze mają drugorzędne znaczenie. Wynalazki, które opatentował, dawno pozwoliłyby mu bowiem zapomnieć, co oznacza słowo "praca". Ten 50-letni dziś geniusz inżynierii już w trakcie nauki w liceum zarabiał więcej niż rodzice. W piwnicy rodzinnego domu skonstruował np. urządzenie synchronizujące dźwięk i światło podczas pokazów scenicznych, które natychmiast zostało kupione przez planetarium na Manhattanie oraz muzeum miasta Nowy Jork. Zanim jeszcze zdał maturę, został poproszony o zautomatyzowanie działania słynnej nowojorskiej kuli na Times Square, obwieszczającej nadejście Nowego Roku.

Niezwykłe zdolności inżynierskie nie szły jednak u Kamena w parze z zapałem do studiowania. Pochłonięty rozwiązywaniem problemów praktycznych nie miał głowy do pogłębiania wiedzy teoretycznej. Gdy pięć lat na politechnice w Worcester (Massachusetts) nie wystarczyło mu do zaliczenia wszystkich przedmiotów, został poproszony przez władze uczelni o rezygnację z dalszej nauki.

Lata na studiach nie należały jednak do straconych. Kamen poświęcił je na doskonalenie swojego pierwszego, znaczącego wynalazku - strzykawki automatycznie dozującej odpowiednią porcję leku. Prace nad tym urządzeniem rozpoczął, gdy jego starszy brat - dziś wzięty lekarz, a wówczas student medycyny - opowiedział mu, jak trudne jest dla pacjentów przestrzeganie przyjmowania właściwej ilości leku w zastrzykach, bez konieczności przebywania w szpitalu. Kiedy więc w 1979 roku opiniotwórcze pismo The New England Journal of Medicine opisało działanie strzykawki pozwalającej np. chorym na cukrzycę samodzielnie aplikować sobie insulinę, Kamen sprzedał prawa do jej produkcji firmie Baxter i w jednej chwili stał się bardzo bogaty. Z radości kupił sobie... helikopter.

Dziś, po ponad 20 latach od tamtych wydarzeń, Kamen dorobił się jeszcze kilku maszyn, które pozwalają mu szybko przemieszczać się z miejsca na miejsce. W jego garażu stoi Porsche, a w hangarze mały odrzutowiec. Szybkość bowiem - jak twierdzą osoby, które go znają - to jego żywioł. Kamen szybko myśli, szybko pracuje i szybko podejmuje decyzje. Musi to robić. Jest bowiem prezesem i właścicielem firmy DEKA, zajmującej się wymyślaniem i sprzedawaniem wynalazków. Jednocześnie zarządza działaniami firmy i realizuje własne projekty. Jeden z jego pomysłów to podręczne urządzenie do dializy. Przyniosło mu ono w połowie lat dziewięćdziesiątych zasłużoną sławę i jedno z najwyższych amerykańskich odznaczeń państwowych - medal Hoovera. Żeby uzmysłowić sobie, jak ważny to wynalazek dla osób z niewydolnością nerek, wystarczy przypomnieć, że stosowana do tego czasu aparatura była wielkości szafy i zmuszała pacjentów do ciągłego bywania w szpitalu. Urządzenie Kamena, ważące zaledwie 6 kg, pozwala im prowadzić w miarę normalne życie.

Niektórzy przedstawiają Deana Kamena jako Thomasa Edisona świata medycyny, którego pomysły rewolucjonizują życie pacjentów. Po ośmiu latach pracy i wydaniu ponad 50 mln dolarów Kamen przedstawił światu supernowoczesny elektryczny wózek inwalidzki. Iboot ma wielkość zwykłego wózka, jednak na tym podobieństwa się kończą. Sześciokołowa maszyna zaopatrzona jest w skomplikowany system silników elektrycznych, elektroniki i żyroskopów, które pozwalają jej poruszać się właściwie po każdym rodzaju nawierzchni bez utraty równowagi. Jak działa? Pokazał to sam konstruktor podczas zaaranżowanego w Paryżu pokazu. Na wózku wyjechał z wagonika metra i wspiął się bez użycia siły fizycznej po schodach aż do wyjścia ze stacji. Podjechał pod wieżę Eiffla i dał się wwieźć wózkowi po schodach na taras widokowy, zawieszony - bagatela! - około 50 m nad ziemią. Tam uciął sobie dyskusję ze znajomym... patrząc mu prosto w oczy. Wózek może bowiem dzięki elektrycznie sterowanym wysięgnikom unieść siedzącego na nim człowieka półtora metra w górę.

Wynalazek ten już w przyszłym roku ma trafić do masowej produkcji dzięki firmie Johnson & Johnson, która sfinansowała cały projekt. Szacuje się, że będzie on kosztował 20 tys. dolarów (ok. 80 tys. złotych), co - choć nam wydaje się sumą ogromną - w Stanach Zjednoczonych zagwarantuje jej rynkowy sukces. Praktyczni Amerykanie zdążyli już bowiem obliczyć, że cena Iboota będzie o co najmniej 10 tys. dolarów niższa od sumy, jaką musieliby wydać na dostosowanie przeciętnego mieszkania do wymagań osoby niepełnosprawnej. Iboot przyniósł też Kamenowi najwyższe odznaczenie, jakie za swoją działalność może dostać wynalazca - medal za osiągnięcia technologiczne wręczył mu sam Bill Clinton.

Dean Kamen ciężko pracuje na sukces. Do swojego biura w Manchester (New Hampshire) dojeżdża około 9:30. Jak twierdzi, pojawia się w firmie tak późno, aby przez pierwszą godzinę dać pracownikom czas na twórcze myślenie bez stresu związanego z obecnością szefa. W pracy pozostaje do 22:00. Niezależnie od pory dnia i zadań, które na niego czekają, ma na sobie zawsze wytarte stare dżinsy i flanelową koszulę. W tym samym ubraniu spotyka się zarówno ze współpracownikami, aby podyskutować nad opracowywanym projektem, jak i szefami największych banków w celu uzyskania funduszy na kolejne badania. Jest tak pochłonięty swoją pracą, że gdy został zaproszony na kolację do Białego Domu, nie zorientował się, że osobą siedzącą obok niego jest jedna z największych gwiazd Hollywood. Całkiem możliwe, że powodem, dla którego Kamen nie ma czasu na chodzenie do kina, jest zaprzątający mu głowę projekt. Jest nim właśnie tajemniczy Gin-ger, coś, co zmieni nasze życie, tak jak zmieniły go maszyna parowa i samochód. No właśnie, według przypuszczeń i informacji od osób, które miały okazję zapoznać się z projektem, Ginger będzie służył do przemieszczania się z miejsca na miejsce i przypomina... hulajnogę. Potwierdza to złożony w amerykańskim urzędzie patentowym opis, do którego dotarli dziennikarze. Tylko co może być rewolucyjnego w hulajnodze?

Sam Kamen tak opisał Ginger: "(...) będzie alternatywą dla produktów, które powodują zanieczyszczenia, są drogie, czasem niebezpieczne i często frustrujące, szczególnie dla mieszkańców miast". Wiele osób podejrzewa w związku z tymi słowami, że IT (rozszyfrowywane niekiedy również jako Indywidual Transport) będzie faktycznie wehikułem wyposażonym w niezwykle wydajny i nieszkodliwy dla otoczenia silnik Stirlinga.

Tego rodzaju urządzenia istnieją, jednak są mało wydajne i zbyt drogie w produkcji na masową skalę. Kamen miałby jakoby znaleźć na to sposób, wykorzystując w dodatku jako źródło energii nieszkodliwy dla środowiska wodór. Ginger mógłby więc stać się wygodną alternatywą dla samochodów. Czy tak jest rzeczywiście? O tym przekonamy się dopiero w połowie przyszłego roku, gdy Kamen zaprezentuje swój wynalazek szerokiej publiczności.

Nawet jeśli rozbudzone nadzieje okażą się płonne, Dean Kamen i tak pozostanie idolem młodzieży. Od lat, przewodnicząc amerykańskiej organizacji FIRST (For Inspiration and Recognition of Science and Technology), stara się przekonać młodych, że kariera naukowa może być równie atrakcyjna jak życie gwiazd sportu czy muzyki. Kamen uważa, że rozwijanie wśród młodych ludzi zainteresowań matematycznych, fizycznych, technologicznych czy komputerowych jest sposobem na pomyślne życie osobiste i rozwój całego kraju, przedstawia więc naukę w sposób jak najbardziej atrakcyjny. Co roku organizuje konkurs na wzór zawodów sportowych. Grupy młodzieży wspólnie z najlepszymi inżynierami w Stanach Zjednoczonych rywalizują między sobą przy tworzeniu robotów wykonujących określoną - każdego roku inną - czynność. Mają na to sześć tygodni i 425 dolarów. Najlepsze roboty i ich twórcy ścierają się bezpośrednio w wielkim finale transmitowanym przez telewizję. Młodzież staje się przez moment prawdziwymi gwiazdami nauki, a Dean Kamen cieszy się, że z roku na rok coraz więcej dzieciaków przyłącza się do zabawy. Jak twierdzi, chce ich przekonać, że droga, którą wybrał, pozwala osiągnąć nie tylko sławę i pieniądze, ale może także zmienić świat.

Wielka niewiadoma

Na całym świecie pojawiła się niezliczona liczba informacji o tym, czym może być Ginger. "Dobrze poinformowane źródła" z grup dyskusyjnych w Internecie twierdzą m.in., że jest to perpetum mobile, plecak z silniczkiem odrzutowym rodem z księgi przygód Tytusa, Romka i Atomka, miniodrzutowiec, latający dywan, urządzenie do teleportacji lub - co chyba najmniej prawdopodobne - toster, który nigdy nie przypala grzanek! Sam zainteresowany uparcie odmawia komentarzy. Tajemnicę najprawdopodobniej poznamy więc dopiero za rok.

Silnik Stirlinga

Silnik Stirlinga opatentował w 1816 roku szkocki duchowny Robert Stirling (urodził się w roku 1790, w Perthshire, w Szkocji; zmarł 6 czerwca 1878 roku). W wieku XIX i wczesnych latach wieku XX używano go do napędu niewielkich maszyn. Silnik ten emituje bardzo mało zanieczyszczeń, a jest bardzo wydajny, toteż dziś znów powraca zainteresowanie tym urządzeniem. Zbudowane dotychczas prototypy współczesnych wersji osiągały moc do 500 KM i dobre współczynniki wydajności 35-40% (klasyczne silniki samochodowe mają ten współczynnik w granicach 20-25%).

W cyklu pracy silnika Stirlinga gaz roboczy (jest nim zazwyczaj tlen lub wodór) sprężany jest i oziębiany w zimnej komorze. Następnie przenoszony jest do komory gorącej, gdzie ulega rozprężeniu, a powstająca w ten sposób energia napędza tłok. Silnik Stirlinga zamienia energię cieplną na mechaniczną, ponieważ rozszerzanie gazu w wysokiej temperaturze daje więcej energii, niż wymaga sprężenie gazu w zimnie. Niezbędne w pracy silnika ciepło pochodzi ze spalania jakiejkolwiek nadającej się do tego celu substancji - mogą nią być benzyna, olej napędowy, gaz ziemny itp. Silnik Stirlinga produkuje energię nie na zasadzie wybuchu - jak konwencjonalne silniki wewnętrznego spalania - ale w sposób ciągły, więc pojazd napędzany takim silnikiem jedzie bardzo "gładko", równomiernie. Niedostatkiem dotychczasowych konstrukcji silnika Stirlinga było to, że wymagały one instalowania bardzo dużej chłodnicy i dlatego uznawano je za nieprzydatne do samochodów, zwłaszcza osobowych.

Dean Kamen w datach

1976 - założenie pierwszej firmy - AutoSyringe.
1978 - prezentacja automatycznej strzykawki dla cukrzyków.
1989 - założenie organizacji FIRST, zajmującej się promowaniem utalentowanej technicznie młodzieży.
1993 - pierwsze 11-kilogramowe urządzenie do dializy nerek.
1994 - nagroda dla najlepszego inżyniera roku przyznana przez Design News Magazine.
1995 - medal Hoovera, przyznawany jednemu konstruktorowi rocznie przez pięć największych amerykańskich stowarzyszeń inżynierów.
2000 - prezentacja superwózka inwalidzkiego Iboot.
2000 - odznaczenie National Medal of Technology, wręczone przez prezydenta Billa Clintona.
2002 - Ginger.

Zobacz w Internecie

www.syfer.net/ginger
www.pixelspill.com/ginger.html
www.idleworm.com/spoofs/ginger.htm
www.howstuffworks.com/ginger.htm
http://ginger.patentcafe.com
www.readallaboutit.net
www.theginger.com
www.theitquestion.com
http://www.delphion.com/details-&pn= US05971091