Twoja wyszukiwarka

PIOTR KOSSOBUDZKI EDYTA GRUSZCZYK-KOLCZYŃSKA
DZIECI NIE CHORUJĄ NA DYSKALKULIĘ!
Wiedza i Życie nr 9/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/2001

Rozmowa z prof. dr hab. Edytą Gruszczyk-Kolczyńską, kierownikiem Katedry Wspomagania Rozwoju i Edukacji Dzieci na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej

Czy dziecko może cierpieć na brak zdolności matematycznych?

Te same czynności umysłowe, które wykorzystuje się w liczeniu, są stosowane do gramatyki języka ojczystego czy porządkowania świata w ogóle. U młodszych dzieci nie można oddzielić edukacji matematycznej od ogólnej stymulacji rozwoju umysłowego. Problemy z matematyką nie tyle są skutkiem zaburzeń, co naturalnych różnic w tempie dojrzewania. W momencie rozpoczęcia nauki powyżej 20% dzieci nie rozumuje w sposób wymagany na lekcjach matematyki. One po prostu nie przypisują słowom nauczyciela tych treści, które on ma na myśli. Rozumują bowiem na poziomie przedoperacyjnym. Z takimi dziećmi jest trochę jak z jabłkami - są papierówki, które szybko dojrzewają, ale są też jabłka zimowe - strasznie długo trzeba czekać, żeby dojrzały. Potem jednak - cóż to są za jabłka!

Czy naturalne jest zatem, że część dzieci "wtłaczana" w ujednolicony program nauczania matematyki ma problemy?

Ale uczenie matematyki jest nieprawdopodobnie dobre dla dziecięcego umysłu. Jest odkrywcze i satysfakcjonujące. To doskonała odżywka dla umysłu, ale pod jednym warunkiem: że umysł potrafi ją strawić.

Jak wyglądają zajęcia przygotowujące do lekcji matematyki w szkole?

W przedszkolach wspomagamy rozwój umysłowy w zakresie niezbędnym do odnoszenia sukcesów w szkole. To jest piękna, odkrywcza zabawa, a jednocześnie dokładnie określone ćwiczenia, podawane w przyjaznej formie. Uważam, że ważne strategie rozumowania każdy człowiek sam konstruuje w swoim umyśle. Nie można dziecku wytłumaczyć, co to jest przemienność dodawania. Można o tym mówić kilka razy. Dziecko to nawet wyrecytuje z pamięci, tylko że z tego nic nie wynika, dopóki samo wielokrotnie nie przełoży elementów i nie policzy, za każdym razem otrzymując ten sam wynik. Wtedy buduje sobie schemat poznawczy, który później stosuje do wielu innych sytuacji życiowych. Są dzieci, którym do stworzenia schematu wystarczą 3-4 powtórzenia, inne potrzebują nawet 20 prób. Te, które potrzebują więcej powtórzeń, muszą je mieć zgromadzone w czasie, uporządkowane i dobrze przygotowane.

W edukacji matematycznej najważniejsze są emocje. Dla matematyki charakterystyczne jest uczenie się przez rozwiązywanie zadań. Temu zawsze towarzyszy napięcie emocjonalne. Jeśli jest ono zbyt wielkie, prowadzi do załamania. W naszych programach dbamy i o umysł, i o odporność emocjonalną. Sprawiamy, że w sytuacji trudnej człowiek umie wytrwać do końca. Przegraną także można znosić na dwa sposoby - po każdym niepowodzeniu mówić sobie "mnie się nigdy nic nie udaje", czyli znosić porażkę z poczuciem klęski, bądź mówić: "Zrobię to jeszcze raz!". Oderwać porażkę od swojej osoby i złożyć ją na karb źle wykonanej czynności. Sytuacji trudnych w życiu nie da się uniknąć. Uczymy więc dzieci znoszenia porażek - z nadzieją.

Terapeuci, którzy wierzą w dyskalkulię, też starają się tym dzieciom pomóc...

Są ludzie przywiązani do teorii dyskalkulii, kochają ją i nie znają innej. Ta teoria ładnie się nazywa i daje jakieś wyjaśnienie, dużo łatwiejsze niż proponowane przeze mnie. Tylko że to jest zupełnie inna filozofia. Oni mówią dziecku: jesteś uszkodzony, nie umiesz, bo taki się urodziłeś i każą zwolnić je z wysiłku. Niektórzy naukowcy dochodzą wręcz do wniosków, że pewnych dzieci nie warto kształcić. Nie wolno wysnuwać tak kategorycznych wniosków.

Czy w takim razie termin "dyskalkulia" można stosować w odniesieniu do dzieci?

Jestem stanowczo temu przeciwna. Trzeba być niezwykle ostrożnym, ponieważ przy naszej niewiedzy o mózgu łatwo jest pomylić niedojrzałość struktur z ich uszkodzeniem. Dlatego ja nie pytam o uszkodzenia w układzie nerwowym, patrzę, czy dziecko ma ukształtowane ważne czynności umysłowe.

Czy etykietka dyskalkulika ułatwia przebrnięcie przez szkołę?

To jest moda przeniesiona z mody na dysleksję, a takie etykietki to tylko fałszywa próba oszczędzenia dziecku stresu. Jest to bardzo groźne, ponieważ nie sposób oddzielić tego, co matematyczne, od tego, co intelektualne. Dzieci, które mają problemy z matematyką, najpierw przestają rozwiązywać zadania rachunkowe. Nie wierzą we własne możliwości - każde zadanie jest dla nich za trudne. Za chwilę ta zasada zaczyna obowiązywać we wszystkich trudnych sytuacjach. Potem za tym idzie ubóstwo doświadczeń intelektualnych i po 3-4 latach mamy do czynienia z upośledzeniem umysłowym. Nazywam to ścieżką klęski szkolnej.

Czy to jest odwracalne?

U dzieci tak - na każdym etapie nauki. U starszych jest to prawie niemożliwe.

Na odchodnym Trurl - ot, tak, dla świętego spokoju - spytał: - Ileż to jest: dwa a dwa? - SIEDEM! - odparła maszyna. Trurl zaklął okropnie i zaczął w niej dłubać...