Twoja wyszukiwarka

ADAM SUCHOŃSKI
CZY ISTNIEJE POLSKA W ŚWIECIE?
Wiedza i Życie nr 9/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/2001

Uczeń w RPA z podręcznika do historii dowie się, że Hitler i Stalin jednocześnie najechali na Polskę, a wojska radzieckie doszły aż do Wisły. Jego włoski kolega przeczyta, że Niemcy po zajęciu Warszawy we wrześniu 1939 roku wypędzili całą ludność i miasto zrównali z ziemią.

Wiedza o historii naszego kraju, także ta zapisana w książkach, wpływa na to, jak jesteśmy postrzegani. Przykłady można mnożyć, wystarczy przypomnieć wydarzenia w Jedwabnem. Jak było naprawdę? Kto ponosi odpowiedzialność za tamtą zbrodnię? Brak jeszcze informacji o tym tragicznym zdarzeniu w podręcznikach, ale niebawem zapewne będzie o nim czytać młodzież szkolna różnych krajów. A czego już dziś może dowiedzieć się o naszych dziejach najnowszych uczeń z Francji czy z któregoś kraju Afryki? Dzięki przebogatym zbiorom Instytutu im. Georga Eckerta w Brunszwiku udało się zbadać treść pochodzących z ostatnich 10 lat podręczników z 68 państw. Czy mamy powody do zadowolenia?

Na zjeździe historyków we Wrocławiu we wrześniu 1999 roku profesor Bronisław Geremek przypomniał, że Europa zawdzięcza Polsce cztery "wielkie daty": 1241 - zatrzymanie inwazji mongolskiej pod Legnicą, 1683 - zatrzymanie inwazji tureckiej pod Wiedniem, 1920 - zatrzymanie inwazji bolszewickiej pod Warszawą, 1989 - początek przeobrażeń ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Można dorzucić do tego jeszcze parę innych dat, które stanowią powód do dumy.

Niestety, o roli Polaków w zatrzymaniu inwazji mongolskiej w XIII wieku rzadko piszą nawet nasi sąsiedzi, którzy przecież byli zagrożeni najazdem. Podobnie, informacje o odsieczy Wiednia zwykle pojawiają się w kontekście działań całej koalicji antytureckiej, co wyraźnie osłabia tak mocno przez nas odczuwane zasługi Jana III Sobieskiego. Bitwa stoczona pod Warszawą w 1920 roku tylko sporadycznie wspominana w podręcznikach, często jest jedynie okazją do komplementowania francuskiej misji wojskowej.

Stałe miejsce na kartach książki szkolnej zawdzięczamy głównie kampanii wrześniowej 1939 roku, która zapoczątkowała wybuch drugiej wojny światowej. Część autorów podręczników uważa jednak, że konflikt światowy rozpoczął się dopiero z chwilą przystąpienia do wojny Francji i Wielkiej Brytanii. Dlatego pomijają informację o 1 września 1939 roku, traktując związane z tą datą wydarzenia jako... konflikt lokalny.

Opis kampanii wrześniowej to często pierwsza wiadomość o Polsce, z jaką zetknie się uczeń, i to nawet w krajach europejskich, które wojna ciężko doświadczyła. Przekazanie tej wiadomości zmusza autora podręcznika do krótkiej retrospekcji, sięgającej najczęściej rozbiorów i pierwszej wojny światowej. Zgodnie z wymogami dydaktycznymi sporo miejsca poświęca się przyczynom tego konfliktu militarnego. Jeszcze nie tak dawno, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, główną przyczynę wybuchu drugiej wojny światowej europejscy autorzy podręczników historii upatrywali w nieustępliwej polityce rządu polskiego w sprawie Gdańska i tak zwanego korytarza. Stąd tytuły: "Czy musieliśmy umierać za Gdańsk?". W Europie nie spotyka się już dziś takich sformułowań. Zastąpiono je innymi, np. "Nie Gdańsk i korytarz były powodem wojny, ale agresywne plany Hitlera". Natomiast sprawa Gdańska występuje nadal jako główna przyczyna wybuchu wojny w argumentacji autorów większości podręczników pozaeuropejskich.

Największe zmiany w wyjaśnianiu genezy drugiej wojny światowej obserwujemy w książkach szkolnych niemieckich i rosyjskich. Podręczniki niemieckie na ogół cechuje troska o obiektywne przedstawienie tej problematyki, natomiast w niektórych podręcznikach rosyjskich, zwłaszcza wydanych w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, widać powrót do retoryki "minionego okresu". Na przykład: "Polskie kierownictwo odtrąciło bezinteresowną pomoc ZSRR. Ta krótkowzroczna i samobójcza polityka doprowadziła Polskę we wrześniu 1939 roku do tragedii".

Zdaniem autorów podręcznika z Namibii, zanim staliśmy się ofiarą agresji, sami byliśmy agresorami: "Na początku roku 1939 Niemcy i Polska wprowadziły swoje wojska do Czechosłowacji i podzieliły się terytorium tego państwa". W jednym zdaniu znajdujemy aż dwa błędy. Błędne jest datowanie - chodzi o październik 1938 roku, kiedy oddziały polskie wkroczyły na Zaolzie, błędem też jest uznanie tego wydarzenia, mimo krytycznej jego oceny, za podział Czechosłowacji pomiędzy Niemcy i Polskę.

Takich mylnych lub mało precyzyjnych informacji spotykamy wiele. Uczeń w Afryce Południowej z jednego z podręczników dowie się, że Hitler i Stalin jednocześnie najechali na Polskę, a wojska radzieckie doszły aż do Wisły. Jego włoski kolega przeczyta, że Niemcy po zajęciu Warszawy we wrześniu 1939 roku wypędzili całą ludność i miasto zrównali z ziemią. Uczeń z Argentyny w opisie walk wrześniowych w Polsce znajdzie biogramy aż pięciu generałów niemieckich biorących udział w tej wojnie, niewiele jednak dowie się o Polakach. Podobne przykłady można mnożyć. Jest jednak coś, co występuje prawie w każdym opisie kampanii wrześniowej - podziw dla męstwa i bohaterstwa Polaków. Nie zawsze jest to powód do dumy. W części państw europejskich, w Ameryce Południowej, Azji i Afryce pisze się o tym mniej więcej następująco: "Przewaga liczebna i techniczna armii niemieckiej była bardzo wyraźna. Polacy walczyli bohatersko, ale na nic się zdały desperackie szarże kawalerii na niemieckie czołgi". W czasie spotkań z młodzieżą szkolną w wielu krajach usłyszałem nie tylko słowa uznania, ale także uwagi krytyczne. Wyjaśnienia, że nasza kawaleria walczyła inaczej i stanowiła około 10% polskiej armii, przyjmowano z niedowierzaniem.

Wrzesień 1939 roku to często pierwsza i ostatnia okazja do zaznajomienia się z polskim czynem zbrojnym w czasie drugiej wojny światowej. W podręcznikach nie pisze się bowiem o udziale Polaków w bitwach pod Narvikiem, Tobrukiem, Monte Cassino czy w bitwie o Anglię. Nie mówi się także o polskim wkładzie w naukę, technikę czy wywiad, służącym celom wojskowym. Natomiast z racji usytuowania na naszym terenie obozów koncentracyjnych, zwłaszcza Oświęcimia, wspomina się o Polsce w partiach podręczników poświęconych Holocaustowi. Podobnie jest z historią Powstania Warszawskiego. Tylko w podręcznikach kilku krajów znajdziemy o nim jednozdaniowe informacje. Nawet prezydent Niemiec uczestniczący w jubileuszowych obchodach pomylił Powstanie Warszawskie z Powstaniem w Getcie. Być może dlatego, że o tym ostatnim wydarzeniu piszą w książkach szkolnych na całym świecie.

Był jednak taki okres, kiedy standardowy tekst informujący o przeobrażeniach ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej wypełniały doniesienia z Polski. Dominowała w nich taka tematyka, jak Solidarność, Lech Wałęsa, "Okrągły Stół". O podobnych przeobrażeniach u naszych sąsiadów wspominano tylko na marginesie rozgrywających się w Polsce wydarzeń. Mieliśmy więc w światowym pisarstwie podręcznikowym swoje pięć minut, kiedy to komplementowano nas nie za odwagę, determinację i bohaterstwo na polu walki, ale za mądrość polityczną, rozsądne kompromisy, umiejętność wykorzystania sprzyjającej koniunktury międzynarodowej.

W latach dziewięćdziesiątych coraz częściej za przykład przeobrażeń ustrojowych w naszej części Europy zaczęła służyć Czechosłowacja. Okolicznością częściowo wyjaśniającą ten stan rzeczy jest brak polskiego autora w podręczniku poświęconym dziejom Europy, opublikowanym w różnych językach na początku lat dziewięćdziesiątych i adresowanym do młodzieży naszego kontynentu. Być może fakt, że w gronie dwunastu autorów znalazł się przedstawiciel ówczesnej Czechosłowacji, spowodował akcentowanie w sposób korzystny dla tego państwa wydarzeń związanych z jesienią narodów". To Vaclav Havel, Vaclavske Namesti, "aksamitna rewolucja" coraz częściej ilustrują przeobrażenia ustrojowe, jakie nastąpiły w Europie Środkowo-Wschodniej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Z rozmów z autorami podręczników wynika, że niejako sami eliminujemy się z kart książki szkolnej w partiach dotyczących dziejów najnowszych. Wybór przykładu czeskiego uzasadniano większą stabilizacją polityczną w tym kraju, co zapewnia powolniejszą dezaktualizację podręcznika. Autorzy zgodnie stwierdzają, że zniechęciły ich zawirowania na naszej scenie politycznej, wewnętrzne kłótnie, lustrowanie po latach przywódców, których zweryfikowała już historia, bądź osób cieszących się największym poparciem społecznym.

Jest jeszcze inna przyczyna znikania z kart podręczników ważnych nie tylko dla nas wydarzeń historycznych. Świętując tak chętnie i często ich rocznice, bardzo rzadko dzielimy się wiedzą o tych wydarzeniach z czytelnikami zagranicznymi, a zwłaszcza z potencjalnymi autorami podręczników. Tak było m.in. w czasie obchodów dwudziestej rocznicy powstania Solidarności. Czesi natomiast wydali w językach kongresowych ciekawe materiały o aksamitnej rewolucji" i ślady tych publikacji już znajdujemy w wielu podręcznikach zagranicznych.

Najwięcej informacji o przeszłości Polski można znaleźć w podręcznikach... japońskich, co wykazała analiza 11 książek różnych autorów i wydawnictw. O takiej prezentacji naszych dziejów zadecydowała nie muzyka Fryderyka Chopina, która jest w Japonii bardzo popularna, ale jak zwykle w tym kraju - względy racjonalne. Podejmując w 1989 roku reformę edukacji (w tym także historycznej), zadbano o to, aby młodzież japońska poznała przeszłość i współczesne oblicze krajów, które mogą być obiektem zainteresowań gospodarczych tego państwa. Polska również znalazła się w tym, nielicznym zresztą, gronie.

Szczególne miejsce w podręcznikach współczesnych autorów zajmuje papież Jan Paweł II. Książki szkolne z różnych państw wyraźnie akcentują polskie pochodzenie papieża oraz niezwykłość jego wyboru. Odwołajmy się do przykładu. We fragmencie włoskiego podręcznika czytamy m.in.: "W roku 1978 papieżem zostaje Polak Karol Wojtyła, który przyjmuje imię Jan Paweł II. Wydarzenie to niezwykłe, bowiem po raz pierwszy w historii papież jest Słowianinem, do tego pochodzącym z komunistycznego państwa, z Polski. W krótkim czasie Jan Paweł II dzięki wyjątkowej osobowości i wszechstronnej, pełnej energii działalności zdoła przezwyciężyć polityczno-ideologiczne bariery i granice dzielące Europę Wschodnią od Zachodu". Autor podręcznika hiszpańskiego, publikując zdjęcia papieża, opatruje je informacjami, które mają charakter krótkiego biogramu: "Na zdjęciu Jan Paweł II podczas jednej ze swoich licznych podróży. Zadziwia osobowość papieża. Pracował jako robotnik, tworzył sztuki teatralne, studiował i pisał dzieła z zakresu filozofii".

Autorzy podręczników używają różnych określeń przy charakteryzowaniu pontyfikatu Jana Pawła II. Przytoczmy tylko najczęściej wymieniane cechy papieża: przyjazny mediom, orędownik pokoju, zwolennik tolerancji i ekumenizmu, obrońca pokrzywdzonych i cierpiących, wieczny pielgrzym, miłośnik gór, reformator, poliglota, bliski ludziom, stale uśmiechnięty. Określenie "papież przyjazny mediom" znajduje pełne potwierdzenie przy lekturze podręczników wzbogaconych fotografiami papieża. Dotyczy to także krajów, które skromnie ilustrują książki szkolne. Na przykład w jednym z opracowań marokańskich znajduje się zdjęcie ze spotkania króla Maroka Hassana II z papieżem.

Ilustracjom przedstawiającym Jana Pawła II przy celebrowaniu mszy św. w Polsce na ogół towarzyszą obszerne relacje na temat Polski, a także Kościoła w naszym kraju. Dotyczy to zwłaszcza lat osiemdziesiątych. Na przykład jeden z podręczników francuskich cały rozdział poświęca wydarzeniom w Polsce, za pomocą tekstów źródłowych oraz bogatego serwisu zdjęć dokumentalnych przybliża kolejne pielgrzymki Jana Pawła II do swojej ojczyzny. Opisy spotkań papieża z rodakami często prezentowane są w podręcznikach zagranicznych obszerniej i w sposób bardziej dla czytelnika interesujący niż to ma miejsce w naszym kraju.

Jak zatem jesteśmy postrzegani? W podręcznikach historii we fragmentach poświęconych Polsce dominuje problematyka polityczna, a zwłaszcza walki i cierpienia. Możemy dowiedzieć się, że lepiej działaliśmy w podziemiu niż legalnie i najczęściej wiatr historii był nam przeciwny.

W przeszłości Europy znajdziemy nie tylko zdarzenia, które dzieliły państwa i narody, ale także takie, które je łączyły. Jeśli historia ma służyć lepszemu zrozumieniu współczesności i jednocześnie nie utrudniać rozwiązań w przyszłości, to jej poznawanie nie może ograniczać się do lektury takiej księgi dziejów Europy, w której dominują opisy wojen, przemocy, nietolerancji. A tylko taka - na razie - istnieje.

Prof. ADAM SUCHOŃSKI jest dyrektorem Instytutu Historii Uniwersytetu w Opolu. Jest członkiem Komitetu Nauk Historycznych PAN, członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Dydaktyków Historii oraz ekspertem MEN ds. podręczników historii.