Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF SZYMBORSKI
DARWIN Z SEKSEM
Wiedza i Życie nr 10/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/2001

Nauka żyje. Liczne jej rozdziały są wciąż otwarte, a uczeni spierają się, co w nie wpisać. Trzeba wtedy rozważyć wszystkie "za" i "przeciw". Marcin Szwed, doktorant na Wydziale Neurobiologii w Instytucie Weizmanna w Izraelu i Krzysztof Szymborski, historyk nauki, wykładowca w Skidmore College w Nowym Jorku,krzyżują pióra,usiłując ustalić,w jakim stopniu człowiek jest wytworem biologicznej ewolucji.

Wielki niemiecki fizyk Max Planck mawiał, że zwolennicy zdyskredytowanych teorii nigdy nie dają się przekonać, iż są w błędzie i aby zatryumfowała nowa teoria, muszą wymrzeć.

Nie życzę nikomu, a już na pewno nie Panu Marcinowi Szwedowi, przedwczesnej śmierci i postaram się w odpowiedzi na jego krytykę socjobiologii (vel psychologii ewolucyjnej) być tak przekonujący jak tylko jestem w stanie. Będę się także starał być na tyle uczciwy, że ujawnię wykorzystywany przeze mnie repertuar polemicznych trików. Pierwszym z nich jest "znalezienie chłopca do bicia", czyli zdefiniowanie po swojemu stanowiska mego oponenta.

Ten "chłopiec do bicia" nazywany jest w literaturze Standardowym Modelem Nauk Społecznych (Standard Social Sciences Model - czyli SSSM). Model ów zakłada, że osobowość człowieka jest produktem kultury ukształtowanym w procesie "socjalizacji". Innymi słowy, nasz umysł w chwili narodzin jest "czystą kartą", która zostaje w toku wychowania "zapisana" przez środowisko.

Jakie problemy stwarza Standardowy Model? Otóż badania nad zwierzętami udowadniają, że wszystkie one wykazują wiele form "społecznego zachowania", które w ich przypadku nie może być wyjaśnione inaczej jak genetycznie. Tymczasem z chwilą gdy wyznawcy SSSM zaczynają mówić o człowieku, który jest w końcu dwunożnym ssakiem, produktem biologicznej ewolucji, próby "biologicznego" wyjaśnienia jego zachowania stają się tabu. Zgoda, człowiek wytworzył kulturę i ma bardziej rozwinięty mózg niż inne zwierzęta. Jeśli jednak odrzucimy, jak przystało na naukowców, metafizyczne wyjaśnienia natury człowieczeństwa, w ewolucji biologicznej jest ciągłość i od innych zwierząt (w szczególności naczelnych) różnimy się w sposób ilościowy, lecz nie jakościowy.

Obstawanie przy "wyjątkowości" ludzkiej natury jest moim zdaniem manifestacją poznawczego pesymizmu. Jeśli w mistyczny sposób stajemy się tym, czym uczyni nas kultura i środowisko, oznacza to rezygnację z możliwości zrozumienia naszej prawdziwej natury. Nawet jeśli uznamy, że próby biologicznego czy ewolucyjnego wyjaśnienia podłoża naszych motywacji, zachowań i emocji prowadzą do uproszczeń, nie chciałbym, aby prób tych zaniechano. Na pewno nie podważą one godności naszego gatunku. Czas wyciągnąć z rękawa następny trik - imputowanie oponentom politycznych motywacji. Trzeba podkreślić, że dyskredytowanie socjobiologów i psychologów ewolucyjnych jako ariergardy światowej imperialistycznej reakcji jest ulubionym orężem polemicznym ich przeciwników. Z pełnym szacunkiem dla Stephena Jay Goulda, na którego powołuje się Pan Szwed, zauważyć wypada, że również on nie jest wolny od politycznych uprzedzeń. Uważam go za znakomitego eseistę i popularyzatora darwinizmu, lecz przesadny nacisk, jaki kładzie on na przypadkowość i "bezcelowość" procesu ewolucji, budzi we mnie pewne podejrzenia.

Aby koncepcję tę lepiej sformułować, zaproponował on dla niej nazwę "egzaptacja" (exaptation). Istota jej jest taka, że wiele biologicznych cech pojawia się w zupełnie innym "celu" niż ten, do którego są następnie wykorzystywane. Jest to z pewnością prawda, ale niekoniecznie w przypadkach przez samego Goulda rozważanych. Uważa on np., że klasycznym przykładem takiej "egzaptacji" jest nasz niezwykle skomplikowany mózg. Z pewnością mózg nasz nie osiągnął swych dzisiejszych rozmiarów dlatego, że nasi ewolucyjni przodkowie znajdowali się pod selekcyjną presją zmuszającą ich do rozwiązywania nieliniowych równań różniczkowych. To, co jednak proponuje Gould, to zaniechanie dalszych rozważań nad ewolucją mózgu i odrzucenie prób jej wyjaśnienia. A przecież mózg ludzki jest organem tak drogim w utrzymaniu, że jego "bezcelowe" pielęgnowanie nie ma sensu. Czemu więc nie spróbować dociec, do czego się naszym przodkom przydawał?

Czy psycholodzy ewolucyjni się nie mylą? Mylą się zapewne dość często. Wiele ich teorii może okazać się fałszywymi. Jest to ryzyko nieuchronnie towarzyszące nowym teoriom. Kopernik też mylił się w szczegółach. Trzeba pamiętać, czym jest lub czym chce być psychologia ewolucyjna. Zacytuję tu jej definicję sformułowaną przez Ledy Cosmides i Johna Tooby: "Ewolucyjna psychologia jest psychologią, która czerpie dodatkową wiedzę z dorobku biologii ewolucyjnej, w oczekiwaniu, że zrozumienie procesu kształtowania się ludzkiego umysłu pomoże w poznaniu jego architektury".

Tymczasem myślę, że jeśli w ubiegłych latach pojawiło się wiele ciekawych książek z dziedziny nauk społecznych czy antropologii, to ich autorami częściej byli zwolennicy psychologii ewolucyjnej niż jej oponenci. Niektóre ich tezy są ryzykowne, niektóre naiwne, inne budzą niepokój. W sumie - jednak sądzę, że posuwają do przodu nasze samopoznanie. Zachęcam wszystkich, nie tylko Pana Szweda, do ich krytycznej lektury. Może będą nawet bardziej przekonujące niż moja polemika.

David Buss, autor głośnej książki "Ewolucja pożądania" (polskie wydanie - 1996), w której twierdzi, że nasze preferencje dotyczące partnera zostały na trwałe "wdrukowane" przez ewolucję.

Lade Tooby i John Cosmides, twórcy psychologii ewolucyjnej. Choć nie tak sławni jak Pinker czy Wilson, pozostają guru w swojej dziedzinie i są autorami większości teorii ewo-psycho