Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
ROZMYSLAJCIE NAD MOWĄ - O MARZENIACH - MISIA I MOICH
Wiedza i Życie nr 10/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/2001

Przeczytajcie o tym, jak upraszczamy sobie fonetyczny żywot.

Na jednym z billboardów widzę slogan reklamowy: Misiu marzy, mi się zdarzy. Nietrudno się domyślić, że funkcję estetyczno-ekspresyjną spełnia w tym tekście prawie identyczna zbitka głoskowa misiu - mi się. Konstruując ją, autorzy dopuścili się jednak rażących uchybień gramatycznych, a że są one bardzo, ale to bardzo typowe, postanowiłem im poświęcić cały artykuł.

I tak nobilituje się tutaj rozpowszechnioną, ale ciągle mającą status błędu, mianownikową postać misiu, do której dołączyć można takie - równie popularne - formy, jak Jasiu, Kaziu, Mieciu, Krzysiu (a zdarzyło mi się już także wiele razy usłyszeć gościu, mistrzu). W gramatykach zjawisko to określa się jako przeniesienie do mianownika brzmień wołaczowych z końcówką -u, co z formalnego punktu widzenia jest słuszne. W relacjach między tymi dwoma przypadkami do przeniesienia dochodzi jednak tylko w wypadku użyć typu Janek, chodź tu!, Basia, zatrzymaj się!, Jurek, daj spokój!, a więc wtedy, gdy w funkcji wołacza wykorzystujemy postacie mianownika (dodajmy, że zachowujemy się tak raczej jedynie w tekstach mówionych; w piśmie przywołujemy na ogół formy właściwe wołaczowi - z odpowiednimi końcówkami: Janku!, Janie!, Basiu!, Barbaro!, Jurku!).

Źródłem mianownikowych brzmień: misiu, Jasiu, Kaziu, Mieciu, Krzysiu jest de facto upodobnienie wygłosowych głosek pod względem miejsca artykulacji - ponieważ spółgłoski ś, ź, ć są realizowane dzięki maksymalnie w górę uniesionemu językowi, a taką samą pozycję zajmuje ten organ w jamie ustnej przy samogłosce u, upraszczamy sobie fonetyczny żywot, zachowując przy wymowie typu: misiu, Jasiu, Kaziu, Mieciu, Krzysiu ów wysoki stopień uniesienia języka.

Gdy jesteśmy w zgodzie z normą wymawianiową, posługując się serią misio, Jasio, Kazio, Miecio, Krzysio, droga artykulacyjna języka jest dłuższa - od wysokiej pozycji przy ś, ź, ć musi się on opuścić do niższej samogłoski o.

Dodajmy, że u starszych osób z Kresów Wschodnich wygłosowe -u przytoczonych wyżej przykładach jest rezultatem ukształtowanego pod wpływem języków ruskich zwyczaju redukcji samogłosek w sylabach znajdujących się po zgłoskach akcentowanych (misiu, Jasiu, Szczepciu, Tońciu - jak proszy ciebi "proszę ciebie").

Przejdźmy teraz do drugiego zdania z billboardu - mi się zdarzy. Jego szyk jako żywo przypomina zachowanie głównie młodych użytkowników polszczyzny, którzy coraz częściej nie wyczuwają, że krótka forma zaimkowa mi nie może się pojawić na początku. Jest ona tzw. enklityką (z greckiego enklidzo - "opierać się o poprzednika"), czyli formą, która tworzy jeden zestrój akcentuacyjny z wyrazem poprzedzającym: zdarzy mi się, należy mi się, podaj mi, pomóż mi, nalej mi. Mówiąc inaczej, mi (a także ci, cię, go, mu) nie może być nigdy pod akcentem (niedawno pewien młody aktor krzyknął na scenie wrocławskiej w jednej ze sztuk teatralnych: Pomóż MI natychmiast!, fatalnie eksponując mi - ex definitione niepodlegające akcentowi).

Pod akcentem mogą się znajdować tylko pełne formy zaimkowe: mnie, tobie, ciebie, jego, jemu (by wyczerpać wątek kresowy, dopowiedzmy, że dla ludzi stamtąd są to postacie jedyne, gdyż języki ruskie nie mają form enklitycznych). Z taką sytuacją mamy do czynienia na początku wypowiedzi: mnie się zdarzy, mnie się należy, mnie podaj, mnie pomóż, tobie ufam, ciebie kocham, jego wyróżnię, jemu wierzę, a także w takich pozycjach poczasownikowych, które są przeciwstawione dopowiadającej konstrukcji - typu należy się mnie, a nie Kowalskiemu; podaj mnie, a nie Jankowi; kocham ciebie, a nie Maćka; ufam tobie, a nie Krysi; proszę o przyznanie mnie urlopu, a nie Nowakowi itp.

Gdybym zatem był autorem billboardu i miał opisać marzenia misia, skonfrontowane z tym, co ma się zdarzyć mojej osobie, na pewno zdecydowałbym się na konstrukcję: Misio marzy, mnie się zdarzy. Walor brzmieniowy sloganu ograniczyłbym więc tylko do prostego rymu marzy - zdarzy.