Twoja wyszukiwarka

PIOTR KOSSOBUDZKI
SIECI PEŁNE PTAKÓW
Wiedza i Życie nr 11/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/2001

Ptaki nie mogą tkwić zbyt długo zaplątane w sieci są tak osłabione wędrówką, że mogłyby paść z głodu. Pułapki trzeba więc często, opróżniać i bywa, że ornitologom nie starcza czasu na posiłek. Podczas akcji obrączkowania to oni przymierają głodem.

Brzeg Morza Bałtyckiego to prawdziwy "węzeł komunikacyjny" dla tysięcy skrzydlatych wędrowców podejmujących sezonowe wędrówki. Nic dziwnego zatem, że obrączkowanie ptaków jest jedną ze specjalności polskiej nauki. Nasi ornitolodzy słyną zwłaszcza z rozpoczętej w 1960 roku Akcji Bałtyckiej, której pomysłodawcą jest profesor Przemysław Busse z Uniwersytetu Gdańskiego. Co roku do trzech stacji ornitologicznych na wybrzeżu zjeżdżają się miłośnicy ptaków.

Udział w Akcji ma niewiele wspólnego z piknikiem na łonie przyrody. To niezwykle ciężka praca w spartańskich warunkach. W stacji pracuje zazwyczaj od trzech do ośmiu osób. Wszyscy ornitolodzy mieszkają w namiotach, oddalonych o kilka kilometrów od ludzkich siedzib. Wodę do picia trzeba dowozić, zaś do mycia służy woda morska. Pobudki przed szóstą rano, co godzina obchód sieci i znakowanie ptaków, a wieczorem jeszcze porządkowanie zebranych informacji.

Sprawdzenie wszystkich sieci zajmuje zazwyczaj około pół godziny, jednak przy dużym natężeniu przelotów praca przypomina biegi długodystansowe - po jednym okrążeniu trzeba natychmiast robić następne. Panuje reguła, że nie wypuszcza się ptaków bez oznakowania, więc w najgorętszych momentach ornitolodzy rezygnują ze szczegółowych badań, zakładając jedynie obrączki. Gdy masowo pojawiają się skrzydlaci wędrowcy, to robiąc dokładniejsze pomiary, można oznaczyć około tysiąca sztuk. W rekordowe dni w sieciach lądowało ich nawet 3 tys.! Przez ponad czterdzieści lat działalności Akcji Batyckiej zaobrączkowano ponad 1 200 000 ptaków.

Mimo trudnych warunków panujących w stacjach ornitologicznych nie brakuje chętnych do obrączkowania. Pracę tę mogą wykonywać już uczniowie starszych klas szkół średnich. Wiedza fachowa nie jest wymagana - nabywa się ją, współpracując z bardziej doświadczonymi miłośnikami ptaków. Informacji o warunkach uczestnictwa w Akcji udziela Stacja Badania Wędrówek Ptaków Uniwersytetu Gdańskiego, Przebendowo, 84-210 Choczewo, tel. (58) 676 32 20, faks (58) 676 32 65, e-mail: busse@univ.gda.pl

W Polsce obrączkuje się rocznie około 80 tys. ptaków. Rekord należy jednak do Belgii - 600 tys., i Anglii z Irlandią - 800 tys., z tym, że pracuje tam ponaddziesięciokrotnie więcej chętnych. Już pod koniec lat sześćdziesiątych powstały stacje na Łotwie i w Estonii. Dziś organizator Akcji - Stacja Badania Wędrówek Ptaków Uniwersytetu Gdańskiego - jest koordynatorem sieci badawczej, obejmującej stacje naukowe od Finlandii po Egipt i Izrael.

  • Mysikrólik to jeden z ptaków najczęściej znajdowanych w sieciach ornitologów, którzy uczestniczą w Akcji Bałtyckiej. Ze względu na niewielkie rozmiary (waży do 5 g) jest nazywany "kolibrem północy".
  • Wiosną (od końca marca do połowy maja) i jesienią (od połowy sierpnia do pierwszych dni listopada) w miejscach żerowania wędrujących stad rozstawia się sieci o długości ponad 10 m i wysokości około 2,5 m, rozpięte na żerdziach. Schwytane ptaki chowa się do materiałowych woreczków. Wybieranie ptaków z sieci trwa do zmierzchu, potem przestają one szukać pokarmu i nie wpadają już w pułapki. Później przeprowadza się jeszcze jedną kontrolę, by uniknąć ryzyka, że jakiś zabłąkany wędrowiec będzie musiał czekać w sieci do rana.
  • Podczas Akcji Bałtyckiej zaobrączkowano ptaki reprezentujące ponad 200 gatunków. W sieci najczęściej wpada tylko 20 tych najpospolitszych. Czasem można jednak spotkać prawdziwe rzadkości, np. edredona. Ta syberyjska kaczka słynie z niezwykle ciepłego puchu, używanego m.in. do produkcji profesjonalnych śpiworów.
  • Ornitolodzy robią wszystko, by ograniczyć ryzyko zranienia lub śmierci znakowanych ptaków. Służą temu m.in. częste obchody. Zwierzęta długo leżące w sieciach mogłyby po prostu paść z głodu. Zwłaszcza przy przelotach podczas złej pogody, gdy żerowanie jest bardzo utrudnione. Czasami zdarzają się jednak wypadki, np. gdy ptak niefortunnie zaplącze się w sieci, lub gdy obok siebie znajdą się wyjątkowo agresywne sikory.
  • Akcja nastawiona jest przede wszystkim na znakowanie wróblowatych. Jednak na polach i w rzadkich zaroślach rozstawiane są także specjalne sieci przeznaczone do łapania drapieżników - wyższe, mocniejsze i o większych oczkach. Wyciągnięcie z nich, np. jastrzębia czy krogulca, wymaga już nieco wprawy i ostrożności - lepiej nie robić tego gołymi rękami.
  • Od 1994 roku podczas Akcji Bałtyckiej znakuje się także sowy. Największe natężenie ich przelotów przypada na pierwsze dni listopada. Zeszłej jesieni padł rekord - zaobrączkowano ponad 600 sów! To więcej niż w ciągu ostatnich 40 lat badań. Znakowanie tych ptaków to zadanie dla nocnych marków - ptaki obrączkuje się bowiem od zmroku do świtu. Nie jest to łatwe - sowy mają dużo piór i zaplątują się w sieci. Trzeba też stale uważać na ich mocne dzioby i szpony, które mogą przeszyć dłoń na wylot.
  • Rudzik stał się symbolem Akcji Bałtyckiej dzięki częstym odwiedzinom w stacjach ornitologicznych
  • Schwytane ptaki są pakowane w materiałowe woreczki i przynoszone do obozu. Tutaj członkowie załogi przeprowadzają niezbędne pomiary. Wprawny ornitolog potrzebuje zaledwie pół minuty, by opisać gatunek, wagę, wielkość, płeć, wiek i zaobrączkować ptaka.