Twoja wyszukiwarka

MAREK W. LORENC PRZEMYSŁAW NOCUŃ
PRAWO WYKUTE W KAMIENIU
Wiedza i Życie nr 11/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/2001

Podczas wędrówek po terenach Śląska i Pomorza Zachodniego możemy spotkać ponure krzyże wyciosane z kamienia, mało foremne, często samotnie stojące w odludnych miejscach, pośrodku pól lub łąk albo w lesie. Kto i dlaczego je tutaj ustawiał?

To krzyże pojednania, pomniki prawa. We wczesnym średniowieczu zabójstwo miało drastyczne następstwa: ród zamordowanego dokonywał zwykle krwawej zemsty, jeśli zaś przestępcy udało się zbiec - często zabijano jego krewnych. Dochodziło więc do dalszego przelewu krwi. Osłabiało to więzi wspólnot społecznych. Próby pojednania zwaśnionych stron podejmował m.in. Kościół. Starano się doprowadzić do rokowań, które mogłyby zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. Zwaśnione strony spotykały się na tzw. rozprawie pojednawczej. Jej wynik utrwalano następnie w formie ugody pojednawczej, zwanej po łacinie compositio, którą zawierano za pośrednictwem świeckiej władzy terytorialnej, jednak pod silnym wpływem Kościoła.

Tak strasznemu czynowi jak zabójstwo nie można by nawet w części zadośćuczynić, gdyby sprawca miał obowiązek jedynie odbyć pokutę. Dlatego musiał on choć częściowo naprawić wyrządzoną krzywdę przez różne, określone w ugodzie zobowiązania. Zabójca przede wszystkim uiszczał rozmaite świadczenia pieniężne, np. rekompensatę na rzecz rodziny ofiary, tzw. główszczyznę. Umowy pojednania mówiły także o innych świadczeniach: np. o łożeniu na utrzymanie osieroconych dzieci czy przejęciu opieki nad ich wychowaniem, o zwrocie kosztów medyka i pogrzebu; a wobec Kościoła - o zamówieniu określonej liczby mszy za duszę ofiary, dostarczeniu wosku, świec; mogły także zobowiązywać do odbycia pielgrzymki lub sfinansowania jej innym osobom; do opłacenia - na rzecz sądu - choćby posiłków i wypitego podczas rozprawy ugodowej piwa, wreszcie do świadczeń dla lokalnej społeczności - do opłacenia biedocie wiejskiej (nieraz nawet 30 osobom) kąpieli w łaźni oraz późniejszego poczęstunku.

Elementem wieńczącym umowę było często zobowiązanie wystawienia kamiennego krzyża jako symbolu pojednania się z rodziną ofiary. Najstarszy polski dokument tego typu dotyczy wystawienia krzyża w Stanowicach koło Strzegomia w 1305 roku; do dziś zachował się także sam krzyż (zdjęcie obok). Oryginał tego compositio przechowywany jest w Archiwum Państwowym w Pradze, a jego treść w polskim tłumaczeniu brzmi: "My, Beatrycze, księżna Śląska i władczyni Książa, chcemy, aby wszystkim wyznawcom Chrystusa, do których dotrze ten dokument jako dowód, wiadomym było, że Konrad von Langinberc, były stanowicki młynarz, pozbawiony został życia przez Konrada, byłego zarządcę majątku (rector curiae) w Pasiecznej. Za zabójstwo tego człowieka brat Günther, obecny administrator klasztoru, zaproponował żonie, dzieciom i pozostałym krewnym zabitego stosowną i przyzwoitą kwotę, którą zatwierdziła Rada Zaufanych Mężów [...] Na znak ugody wzniesiony został na miejscu zbrodni krzyż. Wszyscy wymienieni po zatwierdzeniu ugody wyrzekli się w sądzie w obecności wójta i ławników wszelkich działań, mogących mieć charakter zemsty, dziękując za korzystne warunki ugody [...]".

W Europie krzyże pojednania pojawiły się około połowy XIII wieku - najstarsza zachowana ugoda pojednawcza pochodzi z 1241 roku - i stawiane były do pierwszej połowy XVI wieku, czyli do czasu wydania przez cesarza Karola V nowego kodeksu karnego. W rzeczywistości obiekty te, choć o nieco już innym charakterze, np. jako krzyże graniczne lub wspominkowe, stawiano jeszcze w XVII wieku, a sporadycznie nawet w XVIII stuleciu.

Krzyże pojednania znajdywane są tylko tam, gdzie obowiązywało zwyczajowe prawo nakazujące ich stawianie. Zwyczaj ten praktykowano w XIV i XV wieku na obszarze Rzeszy Niemieckiej, a więc dzisiejszych Niemiec, Austrii, Czech, Moraw oraz części Francji, Szwajcarii oraz Polski (Śląsk i Pomorze Zachodnie). Najwięcej, bo około 7 tys. krzyży, znajduje się na terytorium Niemiec, głównie w Bawarii (około 2 tys.), Badenii-Wirtembergii, Dolnej Saksonii, Turyngii, Saksonii, Hesji. Z terytorium Czech i Moraw znamy ponad 1000 obiektów, z Austrii około 100 (głównie w okolicach Salzburga i Gmünd).

Wielkość kamiennych krzyży pojednania nie była chyba ustalana prawem; do najwyższych, wolno stojących, na terenie Polski należą obiekty ze Stargardu Szczecińskiego (osiągają 3 m) oraz śląskie - z Kijowic koło Oleśnicy, Groblic i Psar koło Oławy. Niektóre krzyże były wmurowywane w zewnętrzne części ogrodzeń obiektów kościelnych i cmentarnych. Wśród nich najwyższe są krzyże z miejscowości: Węgry koło Strzelina, Milikowice koło Świebodzic i Sichów koło Jawora.

Przypuszcza się, że krzyż pojednania stawiano najpierw w miejscu zbrodni. Był niemą prośbą o modlitwę za duszę zmarłej nagłą i tragiczną śmiercią osoby. Śmierć ta często dosięgała ofiarę w miejscach odosobnionych, w momencie gdy nie była ona pojednana z Bogiem, w związku z czym modlitwa za duszę zmarłego była konieczna. Krzyże pojednania ustawiano więc również przed kościołem, przed bramą miejską, przy drodze koło mostu, co potwierdza analiza treści umów pojednawczych. Później, wraz z zanikaniem obyczaju ich wznoszenia oraz kultu, jakim je otaczano, przenoszone były w okolice kościołów, na skrzyżowania dróg bądź wmurowywano je w ogrodzenia przykościelnych cmentarzy.

Aby nakłonić do modlitwy za duszę tragicznie zmarłego, na krzyżach pojednania przedstawiano sceny religijne, portret zmarłego lub stosowny napis informujący o śmierci. Przyjrzyjmy się najciekawszemu w Polsce i jednemu z bardziej interesujących w Europie pod względem zdobnictwa, wielkiemu (241 cm wysokości) kamiennemu krzyżowi pojednania z Kijowic koło Oleśnicy na Dolnym Śląsku. Na przedniej stronie "dzieła" ukazana jest scena ukrzyżowania Chrystusa i klęcząca u stóp krucyfiksu, na niewielkim pagórku, postać mężczyzny, ubranego w krótki kaftan, wiązany pasem. Z ramion spływa mu krótki płaszcz, a jego głowę okrywa kaptur lub hełm strój wskazujący, że pochodził z rycerstwa. Całość przedstawienia obiega, częściowo uszkodzony, tekst: ["Resp]ice in me et miserere mei Anno Domini MCCCLVII in die beate [...] obiit Conadus [...]. ["Spójrz na mnie i zmiłuj się nade mną. Roku Pańskiego 1357 w dniu błogosławionego (błogosławionej?) [...] zmarł Conadus [...]". Klęcząca postać to zapewne wymieniony w inskrypcji Conadus (forma imienia Conradus).

Bardzo charakterystycznym elementem wielu krzyży pojednania są ryty przedstawiające najprawdopodobniej narzędzia zbrodni. Dość często widnieją więc na krzyżach miecze, sztylety i puginały, broń rycerstwa XIV-XVI wieku. Na dwóch krzyżach z terenu Śląska wyryte zostały kordy, a na kilku innych szable, które w XV wieku noszone były przez pieszych i konnych wyższego stanu. Włócznie, widoczne na niektórych z nich, mają najczęściej dość masywny grot i liść w kształcie wydłużonego trójkąta. Wszystkie kusze wyobrażone na śląskich krzyżach pojednania przeznaczone były do boju (nie do polowania) i pochodzą z XIV-XV wieku.

Niełatwo jest jednoznacznie ocenić, czy ukazane na wielu krzyżach noże, topory i cepy były orężem, czy też przedmiotami codziennego użytku; równie trudno coś orzec o rycie przedstawiającym pałkę, gdyż przedmiot ten nie był przecież orężem, a tym bardziej nie używano go na co dzień. Nie ulega jednak wątpliwości, że mógł być narzędziem zbrodni.

Na krzyżach pojednania bywają przedstawione również - choć bardzo rzadko - widły, łopata, a nawet nożyce. Na krzyżu w miejscowości Miłków koło Jeleniej Góry, po obu stronach rytu miecza odwzorowane zostały ciżmy, interpretowane także jako "odciski stóp". Czy mogło to być narzędzie zbrodni, czyżby ofiarę stratowano? Podobne wątpliwości dotyczą rytu kół ukazanych na krzyżu w Goczałkowie Górnym koło Strzegomia. Czy jest to krzyż wystawiony po przejechaniu kogoś przez wóz, czy też po zamordowaniu woźnicy? Na krzyżu w Lutyni koło Środy Śląskiej wyobrażony został kielich - czyżby komuś podano truciznę?

W pobliżu ogrodzeń cmentarnych krzyże te umiejscawiano prawie zawsze od zewnętrznej strony muru. Przypuszcza się, że nie miały prawa znajdować się w ścisłym obrębie terenu poświęconego. Znane są także przypadki wmurowywania ich w zewnętrzne ściany kościołów, w przypory, w wieże kościelne, a nawet w szczyty dachów. W najdziwniejszym chyba miejscu znalazł się krzyż pojednania z widocznym rytem miecza - umieszczono go pod amboną, wewnątrz kościoła w Spalonej koło Legnicy. W późniejszych czasach krzyże pojednania wykorzystywano także jako stopnie schodów, mostki-kładki nad rowami z wodą, progi budynków lub elementy ogrodzenia, niekiedy jako drogowskazy bądź wodowskazy.

Niektóre pełniły funkcję tzw. krzyży granicznych. Dziś nie wiadomo jednak, czy stoją one w pierwotnym miejscu, czy też były przenoszone na tworzone nowe granice. Być może krzyże uznano za element na tyle charakterystyczny w terenie, że właśnie przez nie poprowadzono daną granicę. Niezależnie od tego, czy krzyże stoją na pierwotnym miejscu ich wzniesienia, czy też nie, a także czy pełnią dodatkowe, później nadane im funkcje, są to obiekty o niezwykle ciekawej historii i ze wszech miar godne ścisłej ochrony.

12 krzyży "weselnych"

Do najciekawszych i najbardziej malowniczych tzw. gniazd krzyży pojednania w Polsce należy grupa pięciu krzyży w przypałacowym parku w Wierzbnej koło Świdnicy (do 1930 roku stało ich tu siedem), cztery krzyże (i jedna kapliczka) przy murze cmentarnym w miejscowości Słup koło Jawora oraz sześć obiektów wmurowanych w basztę Zamku Anioła w Jaworze. Aż osiem krzyży pojednania (i dwie kapliczki) znajduje się w Studnicy koło Legnicy. Nie można jednak wykluczyć, że jest ich równie wiele w podświdnickim Pszennie, gdzie w murze cmentarnym (obecnie przysłoniętym przez nasyp drogi) najprawdopodobniej znajduje się również osiem krzyży pojednania, przeniesionych w to miejsce z pobliskiego Jagodnika, w którym ponoć stało ich aż 12 efekt zbiorowego morderstwa dokonanego na gościach weselnych.

Doc. dr hab. MAREK W. LORENC pracuje w Instytucie Nauk Geologicznych PAN we Wrocławiu.
Mgr PRZEMYSŁAW NOCUŃ jest słuchaczem śląskoznawczego studium doktoranckiego na Uniwersytecie Wrocławskim.