Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF SZYMBORSKI
SYGNAŁY - IGNOBLE
Wiedza i Życie nr 12/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/2001

Niezwykłe dostojeństwo ceremoniału wręczania Nagród przyczynia się do utrwalenia stereotypu uczonego jako osobnika prowadzącego pracowite życie pełne wyrzeczeń po to, by wzbogacić ludzką wiedzę. Jeśli jego misja zakończy się sukcesem - dostaje milion dolarów, z którym nie wie, co zrobić.

Każdy, kto zna choćby jednego uczonego, wie, jak nieprawdziwy to wizerunek. Są to na ogół ludzie, którzy uważają za życiowy sukces fakt, iż ktoś płaci im za to, że mogą zaspokajać swą dziecinną ciekawość. Owa ciekawość wiedzie jednak ludzi w różnych kierunkach i przedmiotem naukowych dociekań bywają problemy, które mogą nas wprawiać w osłupienie.

Dziesięć lat temu Marc Abrahams, zajmujący się matematyką stosowaną wydawca "Roczników Badań Nieprawdopodobnych", postanowił zrobić Szwedzkiej Akademii Nauk konkurencję i "za badania, które nie mogą lub nie powinny zostać powtórzone", zaczął przyznawać Nagrody IgNobla. Uczeni mają na szczęście rozwinięte poczucie humoru i uzyskanie tego osobliwego wyróżnienia stało się dla niejednego badacza źródłem chwały.

I słusznie. Już pobieżny rzut oka na listę tegorocznych zwycięzców rodzi refleksję, że wyróżnionych badaczy nękały pytania, które każdy z nas zadaje sobie na co dzień. Wybierając się na przykład na Nową Gwineę, chcielibyśmy wiedzieć, jak wielkie jest ryzyko, że zostaniemy uszkodzeni przez spadające orzechy kokosowe - IgNobel 2001 w dziedzinie medycyny dla Petera Barssa. A ile to razy zastanawialiśmy się pod prysznicem, dlaczego plastykowa zasłonka przykleja się nam do ciała? Winne jest prawo Bernoulliego, jak dowiódł David Schmidt z University of Massachusetts (IgNobel w dziedzinie fizyki). W dziedzinie biologii wyróżniony został Buck Weimer z Kolorado za wynalezienie hermetycznej bielizny z wymiennymi filtrami węglowymi pochłaniającymi nieprzyjemne zapachy. Z kolei małżeństwo astrofizyków z Michigan Rexella i Jack van Impe zdobyli uznanie jury pracą, w której dowodzili, że czarne dziury spełniają wszelkie warunki, by mogło tam być piekło.

Te odkrycia przebija jednak praca kanadyjsko-amerykańskiej pary uczonych (częściowo polskiego pochodzenia) Wojciecha Kopczuka i Joela Slemroda (IgNobel w dziedzinie ekonomii). Stare amerykańskie porzekadło głosi, że dwie rzeczy są w życiu pewne - śmierć i podatki. Otóż Kopczuk i Slemrod dowiedli, że pomiędzy tymi pewnikami istnieje tajemniczy związek. Cytuję: "Znaleźliśmy dowody na to, że istnieje pewna elastyczność śmiertelności" w okresach, gdy data śmierci ma wpływ na wysokość podatku od dziedziczenia. "Fakt, że nasze badania wykazały raczej opóźnienie niż przyspieszenie śmierci, sugeruje, że w grę wchodzi rzeczywisty efekt, a nie manipulacja post factum". Amen.