Twoja wyszukiwarka

MIROSŁAW RUTKOWSKI
NIEZWYKŁA ZIEMIA - TAJEMNICE ŚNIEŻKI
Wiedza i Życie nr 12/2001
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/2001

Regularna piramida Śnieżki góruje nad Karkonoszami. Wejście na jej szczyt jest obowiązkiem każdego wczasowicza wypoczywającego w jednym z licznych sanatoriów i domów wczasowych Karpacza. Niewielu z nich wie jednak o tajemnicach, jakie kryje ta góra.

Sekrety Śnieżki możemy odkryć podczas wycieczki, łatwej, choć nieco męczącej. Z Karpacza po dwóch godzinach marszu dotrzemy na Równię pod Śnieżką: wielką, płaską łąkę rozciągającą się 200 m poniżej wierzchołka. Niezwykłe miejsce, bo patrząc na Równię, możemy zobaczyć jednocześnie ślady działania trzech bardzo różnych klimatów: tropikalnego, polarnego i umiarkowanego.

Umiarkowany (w wersji wysokogórskiej) to oczywiście nasz współczesny klimat - jeśli dzień jest pogodny, nie powinniśmy mieć kłopotów z odróżnieniem go od pozostałych dwóch, które choć dawno zakończyły działalność, to odcisnęły tutaj swoje doskonale czytelne piętno.

Tundra pod Śnieżką

Potężne gruzowisko skalnych bloków, pokrywające Równię i stoki Śnieżki, jest efektem działania klimatu polarnego - a dokładnie jego mroźnej, lecz suchej odmiany zwanej klimatem peryglacjalnym. Takie warunki panują przed czołem lądolodów współcześnie w tundrze wschodniej Syberii, a pod Śnieżką istniały około 10 tys. lat temu. Czoło lądolodu zlodowacenia Wisły, ostatniego z wielkich zlodowaceń europejskich, rozciągało się wtedy około 130 km na północ od Karkonoszy. Śnieżka, która była wówczas wielkim granitowym pagórem o łagodnych zboczach i płaskim wierzchołku, podlegała intensywnej erozji. W dzień słońce topiło śnieg i woda wnikała w szczeliny granitowego masywu. W nocy temperatura spadała poniżej zera i granit z hukiem pękał na bloki. Powstało wielkie rumowisko dużych, ostrokrawędzistych bloków nazywane gołoborzem.

Takie pokrywy zwietrzelinowe występują we wszystkich polskich górach o łagodnych kształtach - w Karpatach, Górach Świętokrzyskich, a nawet w niektórych partiach Tatr. Dzisiaj Śnieżka wygląda tak, jakby była usypana z luźnych bloków granitu. Te bloki nie leżą jednak bezładnie. Można zauważyć, że większe głazy układają się w linie tworzące rodzaj gigantycznej sieci. Oczka tej sieci, o rozmiarach kilku metrów, wypełnione są drobniejszym materiałem. W niektórych miejscach widać lepiej zorganizowane struktury - regularne kręgi ułożone z bloków granitu mniej więcej jednakowej wielkości, wypełnione drobnym gruzem skalnym. Te dziwne formy to grunty strukturalne, najbardziej charakterystyczne znamię klimatu peryglacjalnego. Geolodzy do dzisiaj spierają się o to, jak one powstały.

Klimat peryglacjalny pozostawił ślady nie tylko w przyrodzie nieożywionej. Wiele gatunków roślin to endemiczne formy, typowe dla mroźnej tundry (skalnica śnieżna, gnidosz sudecki, wierzba lapońska). W przepięknych jeziorkach karkonoskich - Małym Stawie i Wielkim Stawie znaleziono plankton o charakterze polarnym. Meteorolodzy zimujący w futurystycznym obserwatorium wybudowanym pod szczytem Śnieżki mogą natomiast przysiąc, że klimat peryglacjalny wcale się nie skończył trwa w najlepsze, bo zimy są tu piekielnie mroźne; temperatura często spada do -20°C, a życie dodatkowo "umilają" wichury o prędkościach dochodzących do 200 km/h.

Sudeckie tropiki

Ślady pozostawione przez klimat tropikalny nie są tak oczywiste jak poprzednie - do ich odczytania niezbędna będzie pewna doza wyobraźni. W starszej części trzeciorzędu, zwanej paleogenem, który zaczął się 66 mln, a zakończył 23 mln lat temu, Sudety były otoczone od północy i południa morzami. Panował klimat tropikalny o średnich temperaturach rocznych 20-22° opadach 1500-1800 mm. W takich warunkach góry szybko pokryła dżungla, podobna do tej, która dzisiaj rośnie nad Amazonką. Ciepłe wody deszczowe, nasycone dwutlenkiem węgla i kwasami humusowymi, przez 40 mln lat trawiły chemicznie granity i przerabiały je na czerwone gleby laterytowe i białe kaolinowe. Klimat tropikalny zmieniał krajobraz w swój ulubiony sposób: spłaszczał góry i wypełniał zagłębienia, starając się doprowadzić teren do jednolitej formy - płaskiej jak stół równiny. Prawie mu się to udało, jedynie Śnieżka i położony obok Szyszak Wielki oparły się jego obróbce dzięki nadzwyczajnej twardości tworzących je skał. Cała reszta gór przekształciła się w równinę. Równia pod Śnieżką to właśnie fragment tej powierzchni tropikalnego zrównania. Jednak przez następne 23 mln lat Równia podlegała kolejnym wpływom atmosferycznym. Gruba warstwa tropikalnej zwietrzeliny została dokładnie zmyta i znów odsłoniły się nagie granity. Jej ślady można jednak jeszcze spotkać w sudeckich dolinach - w okolicy Mirska, Strzegomia, Sobótki i Strzelina. Są to cenne złoża glinek kaolinowych - podstawy słynnej sudeckiej ceramiki.

Patrząc na Równię pod Śnieżką - tropikalną równinę pokrytą polarnym gołoborzem - warto pomyśleć o czasie: 23 mln lat temu, 10 tys. lat temu - wielkie liczby, przedziały czasowe nie przystające do ludzkiego doświadczenia. Te odległe pradzieje tak naprawdę wydają się nam nierealne, jakby istniały tylko na kartach podręczników. A przecież to ten sam strumień czasu, w którym dzisiaj żyjemy - czego dowodem jest właśnie Równia. Klimat zmieniał się ustawicznie, gatunki zwierząt i roślin wymierały, żeby mogły pojawić się nowe - nieustannie obracała się karuzela zmian. Ta karuzela obraca się i dzisiaj...

Z tej perspektywy nieco naiwnie wyglądają nasze nadzieje na zakonserwowanie raz na zawsze klimatu w obecnej postaci i gatunków w obecnej liczbie - próby zatrzymania nieubłaganego czasu.